Kazimierz Kujda, bliski człowiek PiS, był agentem SB
Kazimierz Kujda
Simona Supino/Forum

Kazimierz Kujda

Kim dla PiS jest Kazimierz Kujda

Kazimierz Kujda od lat pracuje na rzecz PiS. Przez 11 lat pełnił funkcję szefa Srebrnej, która jest dla partii kluczowym zapleczem finansowym. Spółce prezesuje teraz jego żona Małgorzata. Kazimierz od 2015 r. jest zaś szefem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (już po raz drugi w swojej karierze przy PiS). W latach 90. należał do Porozumienia Centrum. Wszedł do władz Fundacji Prasowej „Solidarność”, która brała udział w likwidacji koncernu RSW „Prasa Książka Ruch”, a potem uwłaszczyła się na blisko 20 tys. m kw. biur i 20 tys. m kw. gruntów. Do dziś nie wyjaśniono dokładnie, w jaki sposób nieruchomości zostały przejęte.

Jako szef NFOŚiGW Kujda sprzyja m.in. Tadeuszowi Rydzykowi. Hojnie dotował przedsięwzięcia redemptorysty (12 mln zł na poszukiwania wód geotermalnych w Toruniu w 2007 r., potem kolejne 15 mln). Kiedy władzę przejęła PO, dotacje cofnięto. Fundacja Lux Veritatis wytoczyła Funduszowi proces. Sprawę umorzono w 2016 r., bo doszło do ugody. Rydzyk otrzymał 26 mln zł odszkodowania. W tym czasie w NFOŚiGW znów rządził Kujda.

Czytaj więcej: Kujda zawsze doglądał interesów PiS. Kim jest bliski współpracownik PiS?

Pełna treść oświadczenia Kazimierza Kujdy ws. współpracy z SB

(Cytujemy za „Gazetą Wyborczą”):

W związku z medialnymi spekulacjami i pytaniami dziennikarzy, w których sugeruje się, że byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, oświadczam, że nigdy nie podjąłem z SB współpracy, która prowadziłaby do krzywdzenia kogokolwiek luba naruszenia czyichś dóbr. W szczególności nigdy nie podjąłem i nie prowadziłem działań polegających na donosach czy ujawnianiu informacji o osobach trzecich.

Przyznaję natomiast, że w latach młodości – w okresie studenckim, przy okazji ubiegania się o paszport na wyjazdy do tzw. krajów kapitalistycznych w Zachodniej Europie – mogłem podpisać jakieś dokumenty podsunięte mi w trakcie prowadzonych ze mną rozmów i pouczeń. Mam świadomość, że był to mój wielki błąd, którego popełnić w żadnym razie nie powinienem. Głęboko ubolewając, pragnę zarazem publicznie wyjaśnić okoliczności sprawy.

Jedną z zagranicznych podróży odbyłem w 1981 roku, krótko przed stanem wojennym. Był to służbowy wyjazd do Wiednia zorganizowany przez Biuro Współpracy z Zagranicą Politechniki Warszawskiej. Po powrocie do kraju, w lipcu 1982 roku, złożyłem w BWZ PW sprawozdanie z pobytu w stolicy Austrii. Natomiast podczas oddawania paszportu w Biurze Paszportowym przy ul. Kruczej w Warszawie (co było wówczas obowiązkiem) zostałem przesłuchany oraz przedstawiłem pisemne wyjaśnienia dotyczące pobytu w Wiedniu.

W moim najgłębszym przekonaniu podczas tych kontaktów nikogo nie skrzywdziłem i nikomu nie zaszkodziłem. Tematyka rozmów i treść złożonych przeze mnie relacji w żadnej mierze nie dotyczyła spraw, które mogłyby narazić na szwank czyjeś dobra czy interesy albo przynieść komuś uszczerbek w jakimkolwiek wymiarze. Zadając sobie jednak sprawę, że już sam fakt kontaktu czy dialogu ze służbami PRL jest powszechnie oceniany jako wysoce naganny, bardzo przepraszam wszystkie osoby, które czują się urażone tym faktem.

Wiem, że popełniłem błąd i pragnę bardzo, aby został mi wybaczony. Ośmielam się przy tym stwierdzić, że przez ponad 25 lat lojalnie pracuję dla Polski i obozu niepodległościowego, z którym czuję się ideowo związany. Wierzę, że także ta okoliczność zostanie wzięta pod uwagę.

Zapewniam, że już w piątek 8 lutego br. zwrócę się do IPN z wnioskiem o przeprowadzenie autolustracji, a następnie opublikuję całość dokumentacji na mój temat, która znajduje się w zasobach archiwalnych IPN. Chcę, aby każdy mógł zapoznać się z tymi dokumentami i ocenić, jaki charakter miały moje kontakty z SB.

Czytaj także: Jak Polska staje się państwem kastowym

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj