Kraj

Nowi obrońcy ubeków

Ryszard Terlecki, Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak w Sejmie Ryszard Terlecki, Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak w Sejmie Jerzy Dudek / Forum
Prezesa PiS i jego wyznawców od pewnego czasu przestały już razić przynależność do PZPR i związki z komunistycznym aparatem przemocy, czyli peerelowską prokuraturą i SB. Wszystko dla dobra partii.

Meandry zamierzchłej przecież przeszłości prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej nie miałyby w gruncie rzeczy wielkiego znaczenia. Nie miałyby, gdyby równocześnie prezes nie był prominentną postacią partii rządzącej, która to partia na dodatek właśnie z meandrów zamierzchłej przeszłości czyniła niegdyś swój mit założycielski i oręż do bezlitosnego zwalczania przeciwników.

PiS zawsze za koniecznością lustracji

To przecież aktywiści Prawa i Sprawiedliwości (a wcześniej Porozumienia Centrum i innych grup narodowej prawicy) gardłowali za koniecznością zlustrowania, kogo się tylko da spośród pełniących co ważniejsze funkcje publiczne. Co ważniejsze, przekonywali z całych sił, że archiwa policji politycznej PRL zawierają Prawdę, która Nas (Polaków) Wyzwoli. Odrzucali ostrzeżenia, że funkcjonariusze UB i SB mogli przecież manipulować aktami – czy to w ramach gier operacyjnych, czy ze zwykłego karierowiczostwa bądź lenistwa. „Obrońcami ubeków” nazywali też tych, którzy zwracali uwagę na złożoność ludzkich losów i wyborów w sytuacji presji autorytarnego państwa.

Podobnym epitetem częstowali wskazujących na rozmaite niuanse kontaktów z ówczesną władzą i wielość taktyk w związku z tym przyjmowanych przez różnych ludzi i środowiska. Obowiązywać miał jednoznaczny osąd, a nie subtelne rozważanie moralnych dylematów.

Czytaj także: Lustracyjny kołek PiS

Przynależność do PRL już PiS-owi nie wadzi

Ostatnio jednak coś się zmieniło. Prezesowi i kierownictwu PiS, a w ślad za tym partyjnym działaczom i sympatykom, przestała jakoś przeszkadzać nawet przynależność do partii rządzącej PRL i aparatu przemocy komunistycznego państwa (bo jego częścią była przecież ówczesna prokuratura). Dowodem błyskotliwa kariera parlamentarna ekspezetpeerowca i eks-PRL-prokuratora Stanisława Piotrowicza.

Jakże więc się tu dziwić, że w poufnych partyjnych biznesach mógł pomagać człowiek, który w przeszłości otarł się o SB?

Czytaj także: Czy karuzela afer z ostatnich tygodni przewróci PiS?

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

To nie są czasy dla wrażliwców

Badania osób wysoce wrażliwych wykazały, że nie tylko silnie reagują one na stosunkowo słabe bodźce zmysłowe, emocjonalne czy społeczne, lecz także szczegółowo, głęboko przetwarzają związane z nimi informacje.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama