Kraj

Rząd idzie z nauczycielami na ostro

Wicepremier Szydło o strajku w szkołach Wicepremier Szydło o strajku w szkołach fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wicepremier Beata Szydło wzniosła absurd na nowe wyżyny. „Związkowcy odrzucili nasze propozycje” – ogłosiła, choć żadnych propozycji im nie złożyła.

Rząd ma wobec tego strajku od samego początku jasną taktykę. Z jednej strony nie iść na żadne ustępstwa, pozorować negocjacje, a z drugiej próbować przerzucić całą odpowiedzialność za zamieszanie w oświacie na związkowców i nauczycieli. Podobnie było we wtorek, w drugi dzień protestu.

Strajkujący w kleszczach

Wicepremier Beata Szydło, która po roku nicnierobienia została wydelegowana do tego kryzysu, zwołała o 11:30 specjalną konferencję prasową. Ogłosiła na niej, że strona rządowa o godz. 15 oczekuje na związkowców z ZNP i Forum Związków Zawodowych. Gdy związkowcy na rozmowy przyszli, okazało się, że rząd proponuje im odrzucone wcześniej warunki (podpisała się pod nimi wcześniej tylko oświatowa „Solidarność”). Po rozmowach niezrażona Szydło ogłosiła, że związkowcy... odrzucili ofertę porozumienia.

Czytaj także: Test gimnazjalny testem dla rządzących i protestujących

Jeszcze jaśniej widać, w co rząd gra z nauczycielami – chce wziąć strajkujących w kleszcze. Jeśli kuratoriom i dyrektorom ze wsparciem samorządów uda się przeprowadzić nadchodzące w szkołach egzaminy gimnazjalne, rząd uzna, że z następnymi (dla ósmoklasistów czy maturalnymi) już jakoś pójdzie. Cały protest stanie się bezzębny, a rząd pozostawi go, żeby się do wakacji wypalił – podobnie jak to było z protestem niepełnosprawnych w Sejmie.

Jeśli zaś w znaczącej części szkół do przeprowadzenia egzaminów nie dojdzie, wówczas z jeszcze większym rozmachem ruszy machina propagandowa PiS. Media publiczne, partyjne i sprzyjające obozowi władzy będą obwiniały nauczycieli o działanie na szkodę uczniów i rodziców. Pod takim naciskiem trudno im będzie się nie ugiąć.

Zestresowane nastolatki, zdenerwowani rodzice

Sytuacja jest bowiem szczególnie trudna, bo do egzaminów gimnazjalnych w tym tygodniu i egzaminów ósmoklasisty w przyszłym przystępuje tzw. podwójny rocznik. Absolwenci podstawówek (rocznik 2004) i gimnazjów (rocznik 2003) będą się w tym roku jednocześnie ubiegali o miejsca w szkołach średnich. To wynik deformy edukacji przeprowadzonej przez PiS, likwidującej gimnazja.

Mamy więc do czynienia z i tak zestresowanymi nastolatkami i jeszcze bardziej zdenerwowanymi rodzicami. Rodzicami, którzy zdają sobie sprawę z tego, że wybór szkoły średniej, w której ich dzieci spędzą formacyjny okres życia, może mieć kluczowy wpływ na przyszłość ich dzieci. Odwołanie czy przesunięcie egzaminu będzie miało wpływ na już i tak rozciągnięty okres rekrutacji.

Skalę nerwów było widać przy trwających już rekrutacjach do szkół prywatnych i społecznych, które w tym roku biją rekordy popularności. Nic dziwnego, że w kwestii egzaminów rodzice nie mają pola tolerancji.

Środa, dzień przesilenia

W tej sytuacji środa będzie z wielu powodów dniem przesilenia w trwającym proteście. Po pierwsze pokaże, czy mimo strajku egzaminy gimnazjalne się odbędą. Po drugie, dowiemy się, na ile zdeterminowani są strajkujący i czy będą kontynuowali swój protest. Po trzecie, zobaczymy, po której stronie będą się lokowały emocje społeczne.

Środa może pokazać, czy rządowi opłaci się gra na przetrzymanie, czy też wprost przeciwnie – strajkujący wyjdą z tego przesilenia silniejsi.

Czytaj także: Rząd nie docenił nauczycieli. Strajk w 8 na 10 szkół

Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną