Kraj

PSL: Koalicja musi się opłacać. Czy ludowcy na niej korzystają?

Minimum, o które walczą, to trzy mandaty (obecnie mają cztery) – jeśli dostaną mniej, to będzie dla nich znak, że lepiej by było walczyć o europarlament samodzielnie. Minimum, o które walczą, to trzy mandaty (obecnie mają cztery) – jeśli dostaną mniej, to będzie dla nich znak, że lepiej by było walczyć o europarlament samodzielnie. Facebook
Ludowcy mówią krótko: Koalicja musi się opłacać. To znaczy, że obecność w niej musi przekładać się na mandaty, a to – nawet przy wygranej całej Koalicji – nie jest dla PSL oczywiste.

Ostatnie sondaże wskazują, że Koalicja Europejska ma szansę wygrać eurowybory. Wygrana to warunek konieczny, żeby zlepiona niemałym wysiłkiem przez Grzegorza Schetynę KE przetrwała do następnej kampanii. Konieczny, ale nie jedyny. Drugi warunek to decyzja PSL, bo pozostali uczestnicy są chętni do dalszej współpracy (choć w SLD zatwierdzić ją musi referendum).

Ludowcy mówią krótko: Koalicja musi się opłacać. To znaczy, że obecność w niej musi przekładać się na mandaty, a to – nawet przy wygranej całej Koalicji – nie jest dla PSL oczywiste. Minimum, o które walczą, to trzy mandaty (obecnie mają cztery) – jeśli dostaną mniej, to będzie dla nich znak, że lepiej by było walczyć o europarlament samodzielnie.

Czytaj więcej: PSL – kluczowi obrotowi

PSL dostał dobre miejsca

Dwa miejsca dla PSL w europarlamencie wydają się pewne. Jedno dostanie Jarosław Kalinowski, startujący z pierwszego miejsca na Mazowszu. Drugie Adam Jarubas, dwójka w okręgu małopolsko-świętokrzyskim. Pozostałe stoją pod znakiem zapytania.

Ludowcy dostali od Grzegorza Schetyny bardzo dobre miejsca na listach. Trzy jedynki (poza Kalinowskim Czesław Siekierski na Podkarpaciu i Krzysztof Hetman na Lubelszczyźnie), trzy dwójki i trzy trójki. Ale same numery miejsc nie wystarczą. Na wyniki partii i mandaty dotąd w eurowyborach pracowało 130 kandydatów, teraz 16 (tylu mają na listach KE). Większości z nich będzie trudno konkurować o wyborców z popularnymi politykami PO.

Jedną z większych mandatowych nadziei PSL jest Hetman. – On od dawna prowadzi intensywną kampanię na Lubelszczyźnie, jest zdeterminowany, ma też pieniądze. Ale mimo że był tu marszałkiem i ostatnio europosłem, ma słabą rozpoznawalność – mówi lokalny działacz PO, który z bliska obserwuje działania kandydatów. Według naszego rozmówcy większe szanse ma startująca z numerem dwa Joanna Mucha z PO, która mimo nieco słabszej kampanii jest na Lubelszczyźnie bardzo popularna. Jego intuicję potwierdzają niedawne badania przeprowadzone na zlecenie KE, w których Mucha wyprzedza Hetmana.

PSL jest zresztą w regionie ostatnio osłabione, bo jesienią utraciło władzę w sejmiku i kilku lubelskich powiatach. Po przejęciu lokalnych instytucji przez PiS do tej partii przeszło z Lubelszczyzny – według naszego rozmówcy – nawet kilkuset działaczy PSL.

Drugą nadzieją jest Siekierski, europoseł startujący wcześniej w Małopolsce. Jak twierdzi sztabowiec KE, Siekierski miał powiedzieć na jednym z pierwszych spotkań wyborczych, że cieszy się, iż startuje z Podkarpacia, bo słabo zna ten region i chętnie go pozna. Nie wróży to najlepiej. Jednak ludowcy są stosunkowo silni w tym województwie i kandydat spadochroniarz ma szansę na mandat. Oczywiście, o ile Koalicja go w ogóle zdobędzie na Podkarpaciu. Według prognozy Polityki Insight dopiero przy 20 mandatach KE będzie miała reprezentanta z tego regionu.

Grzyb straci mandat

Trzecią nadzieją jest Andrzej Grzyb (trójka w Wielkopolsce), dobrze oceniany wieloletni europoseł. Do tego Grzyb jest jedynym liczącym się w regionie kandydatem KE pochodzącym z Wielkopolski – startujący z jedynki i dwójki Ewa Kopacz i Leszek Miller to spadochroniarze. Ale to nie popularni byli premierzy sprawiają, że Grzyb ma tu małe szanse. Z Millerem mógłby konkurować, ale elektorat podbiera mu wiceminister rozwoju Andżelika Możdżanowska, kandydatka PiS z numerem dwa, która w 2016 r. odeszła z PSL. W wyborach w 2015 r. dostała się do Sejmu z wynikiem najlepszym ze wszystkich ludowców w całym kraju (19 tys. głosów w okręgu kaliskim, Władysław Kosiniak-Kamysz zdobył 12 tys.). Teraz Możdżanowska robi aktywną kampanię, w której – jak nam mówi inny kandydat – pomagają samorządowcy związani z PSL.

Działacze Stronnictwa nie tracą ducha i w rozmowach oprócz pewniaków Kalinowskiego i Jarubasa oraz trójki powyższych jako potencjalnych europosłów wymieniają Władysława Teofila Bartoszewskiego (nr 10 w Warszawie), którego sporo widać na stołecznych ulicach, a także Urszulę Pasławską (nr 2 w woj. warmińsko-mazurskim i podlaskim).

Ludowcy wyjdą z koalicji?

Szanse na trzy mandaty w sumie są. Ale jeśli się nie uda? Ludowcy, w tym Władysław Kosiniak-Kamysz, zapewniają, że w takim wypadku wychodzą z Koalicji. I startują osobno z nadzieją, że jesienią przekroczą próg.

Jak się dowiadujemy, scenariusz na samodzielny start ma już rozpisany Marek Sawicki, który od początku uważał, że Koalicja to zły pomysł. Były minister rolnictwa od kilku tygodni szykuje nowy program dla PSL na wybory do Sejmu. Chce poszerzyć ugrupowanie o konserwatywnych działaczy PO oraz pojedynczych polityków Kukiz ’15, rozmowy o współpracy prowadzi też z Robertem Gwiazdowskim i Markiem Jurkiem. PSL w nowej odsłonie miałoby być konserwatywne obyczajowo i liberalne gospodarczo, atrakcyjne dla przedsiębiorców.

Choć Sawicki zapewnia, że nic nie będzie robił wbrew Kosiniakowi-Kamyszowi, brzmi to jak plan na przejęcie partii i doprowadzenie jej do upadku. Były minister ma jednak prawdopodobnie za słabą pozycję w partii, by skutecznie robić radykalne zwroty.

Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że ludowcy pozostaną na torach, na których są, i – albo w Koalicji, albo poza nią – będą walczyć z PiS o elektorat wiejski pod wodzą Kosiniaka-Kamysza.

Co będzie dalej, dowiemy się prawdopodobnie 26 maja. Na razie PSL ma wielu kibiców. Nasi rozmówcy ze sztabu Koalicji zapewniają, że za ludowców trzymają kciuki szczególnie. Wszystkim partiom KE zależy, żeby Stronnictwo te trzy mandaty zdobyło i szło z nimi dalej razem.

Czytaj też: Koalicja Europejska liczy na gwiazdy

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną