Kraj

To oni zrobili kampanię PiS

Jarosław Kaczyński i Tomasz Poręba Jarosław Kaczyński i Tomasz Poręba Andrzej Hulimka / Agencja Gazeta
Za kampanię – od spraw strategicznych przez taktyczne i organizacyjne aż po wizerunkowe – odpowiadało w PiS kilka osób. Kim są ci, którzy zastąpili dawnych spindoktorów: Bielana, Kamińskiego, Hofmana i Mastalerka?

W niedzielę, w wieczór wyborczy, podczas swojego krótkiego wystąpienia Jarosław Kaczyński docenił pracę sztabu: – W sposób szczególny dziękuję Tomaszowi Porębie, a także wszystkim socjologom i doradcom, którzy z ogromnym wysiłkiem, wtedy, kiedy było dobrze i kiedy było trudno, nie rezygnowali, ale pracowali dalej, bo wiedzieli, że będzie dobrze. Sprawdzili się, więc będą walczyć o wygraną PiS w jesiennych wyborach. W poniedziałek, tuż po ogłoszeniu przez PKW oficjalnych wyników, Kaczyński znów wygłosił oświadczenie, w którym podkreślił rolę osób odpowiedzialnych za kampanię. Kto pracował w tym sztabie?

Sztab PiS przez wiele tygodni zbierał się codziennie rano przy ul. Nowogrodzkiej. To grupa, jak mówili o sobie, „bieżąco-reaktywna”. Czasem – raz, dwa razy w tygodniu – dołączali Kaczyński i spec od badań Piotr Agatowski, by w szerszym gronie omówić strategię.

Szef sztabu PiS Tomasz Poręba

Oficjalnie sztab nie został zaprezentowany. Kaczyński przedstawił tylko szefa kampanii – Tomasza Porębę (rocznik 1973). On sam mawia, że prawie wszystko zawdzięcza prezesowi. Jego znajomy tak przedstawia go „Polityce”: – Tomek to baby-face killer, „zabójca” o twarzy dziecka, którego Jarosław Kaczyński sprawdził w partyjnych bojach i którego rękami wycinał nielojalnych.

Poręba jest europosłem już drugą kadencję, w Brukseli uchodzi za ucho prezesa. Teraz startował z jedynki na Podkarpaciu, więc wiadomo było, że trzecią kadencję też miał w kieszeni. Jest z PiS od początku, zaczynał w biurze organizacyjnym partii i na wizytówce miał napisane „kierownik Działu ds. Informacji i Wizerunku”. W poprzedniej kampanii prezes mówił o nim: „Numerem jeden na naszej liście jest ten naprawdę sprawdzony człowiek. Zaczynał jako zwykły pracownik. Zobaczyliśmy, że jest niezwykle zdolny i lojalny”. Na tyle lojalny, że już w 2011 r. prezes powierzył mu kierowanie kampanią parlamentarną partii. Choć Platforma wygrała wówczas wyraźnie, Poręba wyszedł z porażki bez szwanku. Został przy Kaczyńskim, gdy odchodzili Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski. „Miałem poczucie, że nie szliśmy w jedną stronę ze spójnym przekazem PiS. Nie wszyscy zaangażowali się w kampanię tak, jak należy” – oceniał niedawno w mediach tamtą walkę wyborczą.

Ostatnio kierował kampanią samorządową, zasłynął w niej m.in. utarczką z dziennikarzem TVN (Poręba zwrócił się do niego: „odejdź szczylu”). W PiS można usłyszeć, że nie jest może gejzerem pomysłów, za to sprawnym organizatorem, szybko podejmuje decyzje. Gwarantuje też Kaczyńskiemu spokój w partii, zawsze gra na prezesa.

Czytaj także: Dwie przyczyny rekordowej frekwencji w eurowyborach

Piotr Agatowski rządzi badaniami

Kilku rozmówców z PiS podkreśla rolę, jaką w tej kampanii odgrywał Piotr Agatowski. Człowiek mocno chroniący swoją prywatność, właściciel firmy PA Marketing Group. Jak sprawdziliśmy w sprawozdaniu finansowym PiS, w zeszłym roku wystawił partii za badania opinii faktury na 822 tys. zł.

Agatowskiego w 2014 r. ściągnął do PiS Andrzej Duda (panowie znają się z Krakowa), który wtedy kierował eurokampanią. Na zebraniach sztabu przedstawiciele różnych partyjnych frakcji nie mogli się nadziwić, że Agatowski pokazuje badania, które wcale nie muszą podobać się prezesowi. – Piotr nie jest politykiem i może sobie pozwolić, aby ignorować koterie. Konfrontuje prezesa z faktami i on to docenia – mówi sztabowiec PiS. Potem Agatowski został na kampanie prezydencką i parlamentarną – obie dla PiS zwycięskie. To go wzmocniło. – Andrzej miał przegrać, a wygrał, i to wielka zasługa Agatowskiego oraz Marcina Mastalerka, który popadł jednak w niełaskę prezesa, bo za bardzo chciał wybić się na niezależność – słyszymy w PiS.

Piotr Agatowski zajmuje się przede wszystkim badaniami jakościowymi, tzw. fokusami. Wyciąga z nich wnioski, które później służą za inspirację do konkretnych kroków w kampanii.

Badania pokazały, że słowem kluczem dla elektoratu PiS w kontekście europejskim jest równość. To dlatego prezes mówił w Poznaniu, że chodzi nie tylko o równość w znaczeniu wielkiej polityki, czyli stawianie czoła koncepcji Europy dwóch prędkości, ale też że ta równość odnosi się do „aspektów polskiej codzienności”, czyli słynnej chemii z Niemiec i proszków tej samej marki, które w Polsce gorzej piorą. Na drugi dzień w Białymstoku mówił o „wspólnocie równych szans”. – Znaczenie tej równości wychodziło nam z badań, a Platforma bardzo nam pomogła, bo w PE podzieliła się w głosowaniu nad dyrektywą, która daje gwarancję równości jakości produktów w całej UE – słyszymy od polityka PiS.

Europosłowie opozycji nie zdołali dotrzeć do opinii publicznej z jasnym przekazem, że część z nich była przeciw dyrektywie, bo wcale nie chroni ona dostatecznie konsumentów przed podwójną jakością produktów.

W pracach sztabu teoretycznie uczestniczył też inny specjalista od badań – szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych, politolog Waldemar Paruch, ale nasi rozmówcy twierdzą, że nie odgrywa większej roli, a jego obecność wynika „z miękkiego serca Jarosława”.

Czytaj także: Koalicja straciła. I na strachu przed PiS już nie zyska

Kolejny come back Plakwicz i Matczuka

Za opakowanie wizerunkowe działań PiS w kampanii odpowiadał znany duet piarowców – Anna Plakwicz i Piotr Matczuk. O ich zaangażowaniu opowiada nam kilku rozmówców z PiS. Jak się dowiadujemy, Plakwicz, od stycznia dyrektorka w podległym MON Wojskowym Centrum Edukacji Obywatelskiej, wzięła bezpłatny urlop, by pracować przy kampanii. Niewykluczone, że go przedłuży na czas batalii o Sejm.

– Anka zna prezesa od lat, ma z nim bardzo dobre relacje, widać, że bardzo zależało jej na tej kampanii – słyszymy od naszego rozmówcy. Plakwicz i Matczuk wykazali się w kampaniach najpierw Andrzeja Dudy, a potem w parlamentarnej. Po zwycięstwie PiS w 2015 r. Plakwicz została dyrektorką departamentu obsługi medialnej Centrum Informacyjnego Rządu, a Matczuk – szefem CIR. Nie umieli znaleźć wspólnego języka z Elżbietą Witek, ówczesną rzeczniczką Beaty Szydło i szefową jej gabinetu politycznego. W końcu odeszli z kancelarii i założyli spółkę Solvere. Ściślej – najpierw założyli Solvere, a krótko potem odeszli z posad rządowych, co zaowocowało małym kryzysem wizerunkowym PiS, bo Plakwicz i Matczuk jako urzędnicy nie mogli prowadzić działalności gospodarczej. Ostatecznie prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Dziś Solvere jest w likwidacji, ale wcześniej zrealizowała kampanię „Sprawiedliwe sądy”, która miała ukazywać rzekomą nieuczciwość „kasty sędziowskiej”. Plakwicz i Matczuk wystawili Polskiej Fundacji Narodowej za tę akcję faktury na 1 191 347 zł. Solvere była też na liście płac PiS od sierpnia do grudnia 2017 r. – 450 tys. zł, a także przez pierwsze dwa miesiące 2018 r. – zarobiła wtedy 73 tys. zł.

W marcu 2018 r. Plakwicz i Matczuk wrócili do KPRM i odpowiadali za wizerunek rządu. Po kampanii samorządowej, w listopadzie ubiegłego roku, odeszli od Morawieckiego. To oni wypuścili słynny antyuchodźczy spot, który miał pokazywać Polskę w 2020 r. pod rządami PO, pełną islamskich terrorystów i uchodźców napastujących Polki. Nawet w PiS można usłyszeć, że klip raczej zmobilizował wyborców opozycji, co przyczyniło się do klęski kandydatów partii w dużych miastach. Od współpracowników premiera słyszymy, że choć oboje są sprawni technicznie i marketingowo, to brak im zdolności do strategicznego myślenia. W sztabie na eurowybory – jak już wspomniano – nie oni jednak zajęli się strategią.

Krzysztof Sobolewski dyryguje terenem

PiS zdaje sobie sprawę – może nawet lepiej niż opozycja – że kampanię wygrywa się, jak mówią, „orząc w terenie”. Pracę struktur koordynował Krzysztof Sobolewski (rocznik 1978, w PiS od 2003 r.), dziś jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego. Na konwencjach zajmuje zwykle miejsce obok prezesa. Sobolewski jest pełnomocnikiem wyborczym PiS i jednym z ważniejszych sztabowców. Na Nowogrodzkiej zastąpił Joachima Brudzińskiego, gdy ten w styczniu 2018 r. został ministrem spraw wewnętrznych. Dziś to Sobolewski – zaufany Brudzińskiego – zawiaduje strukturami. Jest przewodniczącym Komitetu Wykonawczego PiS, czyli szefem wszystkich zarządów okręgowych partii, organizuje ich pracę między wyborami, a także odpowiada za kampanie w terenie.

Kaczyński podkreślał po wyborze Krzysztofa Sobolewskiego, że to „człowiek, który świetnie się orientuje w sprawach partii, jest bardzo rzetelny, sprawny, pracowity, inteligentny”. Przez ostatnie dwa tygodnie kampanii nie tylko kandydaci, ale też wszyscy parlamentarzyści mieli za zadanie objechać swoje regiony, rozmawiać z ludźmi na ulicach, przekonywać do głosowania. Każdy z kandydatów musiał przedstawić plan swojej aktywności na finisz kampanii.

Radosław Fogiel kieruje kampanią w internecie

Również w tej kampanii PiS inwestował w obecność w internecie. W dwóch bataliach w 2015 r. zgarnął tytuł króla sieci, bo partia zdołała zawładnąć internetowym przekazem politycznym. Robili najwięcej i najszybciej. Za zarządzanie emocjami i kierowanie treściami w sieci tym razem odpowiedzialność wziął Radosław Fogiel (rocznik 1982). Oczywiście Paweł Szefernaker, jeden z najbliższych współpracowników Brudzińskiego, który do tej pory uchodził za magika internetowego partii, też przychodzi na zebrania sztabu, ale nie odgrywa już kluczowej roli.

Fogiel znalazł się w bliskim otoczeniu prezesa PiS, od kilku lat jest dyrektorem jego biura poselskiego, a od 2014 r. radnym mazowieckiego sejmiku. – Szefer, jako zastępca Joachima w MSWiA, ma pełne ręce roboty. Korzystamy z jego doświadczenia, wiedzy i intuicji, ale to Radek Fogiel będzie rozliczany z tego, jak nam idzie z przekazem w internecie – twierdzi nasz rozmówca z PiS.

Na ostatniej prostej – jak się dowiadujemy – sztabowcy mieli uruchomić nowe, nieznane do tej pory w Polsce internetowe narzędzie. Zaprezentują je dopiero w czerwcu. Będzie to zupełnie nowa forma komunikacji z sympatykami PiS.

Na ile to spontan, na ile plan?

W kampanię bardzo mocno zaangażował się też Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera i łącznik między rządem a sztabem. To naturalne, gdy jedną z twarzy eurowyborów jest Mateusz Morawiecki, a paliwem politycznym są rządowe programy socjalne. Dworczyk, bardzo aktywny ostatnio w mediach, bywa też wymieniany wśród kandydatów na ministrów konstytucyjnych w kolejnej rekonstrukcji rządu – albo już za chwilę, gdy zwolni się fotel Brudzińskiego, który przenosi się do Brukseli, albo w następnej kadencji – jeśli PiS wywalczy reelekcję.

– 75 proc. naszych działań jest zaplanowanych, 25 proc. to spontan – szacuje jeden ze sztabowców. Wyniki eurowyborów pokazują, że są dość skuteczni i w planowaniu, i w spontanicznym reagowaniu na to, co przynosi kampania.

Czytaj także: Oficjalne wyniki wyborów. Zwycięstwo PiS

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną