Kraj

Kara za edukację seksualną? Tego nawet prawniczy Bareja by nie wymyślił

Protest przeciw karaniu za edukację seksualną Protest przeciw karaniu za edukację seksualną Forum
Trzeba by wykonać olbrzymią czystkę w bibliotekach, zasobach filmowych itd., a wszystko po to, aby oddzielić propagowanie i pochwalanie od zdrowego (obyczajnego) przedstawiania seksu małoletnich. Ba, nie wiem, czy ostaną się niektóre fragmenty Pisma Świętego.

Oto projekt nowelizacji kodeksu karnego, procedowany przez jeszcze urzędujący Sejm:

Art. 200b. §1. Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§2. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego.

§3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w §2 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§4. Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Jest to tzw. projekt obywatelski, zgłoszony przez inicjatywę „Stop Pedofilii” i poparty przez 265 tys. obywateli (wymaganych jest co najmniej 100 tys.). Propozycja wpłynęła do Sejmu 6 sierpnia i już po tygodniu została skierowana do pierwszego czytania. Rząd nie wypowiedział się w ogóle, co jest niezgodne z dotychczasową praktyką. Pierwsze czytanie odbyło się 15 października. Wcześniej zgłoszono wniosek o odrzucenie projektu, ale nie uzyskał większości. Został skierowany do prac w komisji, ale zajmie się nim już nowy parlament (o ile nie zostanie zwołane jeszcze jedno posiedzenie Sejmu przed 11 listopada).

Czytaj także: Więzienie za edukację seksualną?

Ani słowa o edukacji seksualnej

Wiele głosów wskazuje na to, że uchwalenie nowelizacji uniemożliwi edukację seksualną. W uzasadnieniu można przeczytać: „Proponowana zmiana zapewni prawną ochronę dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją, która rozwija się w niebezpiecznym tempie i dotyka tysięcy najmłodszych Polaków za pośrednictwem tzw. edukacji seksualnej”.

Pan Pankiewicz, przedstawiciel wnioskodawców, utrzymuje, że projekt w ogóle nie dotyczy kwestii edukacji. Podobnie p. Jackowski, senator, przekonuje, że skoro w projekcie nie ma mowy o edukacji seksualnej, bezpodstawne są obawy, jakoby nowelizacja ją wykluczała. Podobnie argumentuje p. Kanthak, dotychczasowy rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości, a obecnie poseł. Dodaje, że projekt jest obywatelski, co nadaje mu dodatkowe uzasadnienie. Pan Kanthak z właściwą sobie bystrością zauważył, że tzw. dobra zmiana poważnie traktuje inicjatywy obywatelskie, podczas gdy za „naszych poprzedników” były kierowane do niszczarki.

Wszelako porównanie obywatelskich inicjatyw ustawodawczych negatywnie ocenionych przez rząd pokazuje, że takowych przypadków było w latach 2015–19 mniej więcej tyle samo, ile w latach 2011–15. Pan Kanthak podkreślił, że nowelizacja jest zgodna z wartościami chrześcijańskimi, co oczywiste, podzielanymi przez niego. Niemniej rodzi się pytanie: jak mają się owe wartości do mówienia (nie)prawdy na temat stosunku „nas” i „naszych poprzedników” do ustawodawczych inicjatyw obywatelskich?

Czytaj także: „Wara od edukacji seksualnej, wara od naszych dzieci”

Kim jest małoletni, kim nieletni

Wszystko wskazuje na to, że nowelizacja zostanie uchwalona przez parlament, aczkolwiek jej kuriozalność jest niezwykła (z wyjątkiem art. 200b§1). To, jak stosowane jest prawo, zależy od jego interpretacji. Pojawia się całe spektrum niejasności na poziomie językowym. Kto to jest małoletni? W prawie cywilnym małoletni to osoba, która nie ukończyła 18 lat i nie zawarła małżeństwa. Załóżmy, że nie jest to sytuacja wyjątkowa, gdy dwoje 17-latków zawarło ślub z powodu ciąży nupturientki. Jej rodzice stwierdzają (jeszcze przed zawarciem małżeństwa): „Dobrze się stało, że zaszła w ciążę, wyjdzie za mąż i się ustatkuje”. To znaczy, że pochwalili obcowanie seksualne swojej małoletniej córki. A więc do paki na dwa lata, a jeśli powtórzyli to w TVN (wystąpienie w TVP byłoby zapewne okolicznością łagodzącą, a może nawet wyłączającą przestępczość), to mogą liczyć na trzy.

Wina jest kwalifikowana, bo rodzice powinni szczególnie dbać o morale swej latorośli. Gwarantuje to art. 200b§4. Zacytowana wersja jest i tak łagodna, gdyż p. Matusiewicz, poseł PiS (już były) i aktywista Ordo Iuris, proponuje zaostrzenie sankcji do lat pięciu w przypadku art. 200b§4. Ponadto obcowanie seksualne z nieletnimi (tj. osobami, które nie ukończyły 15. roku życia) jest karalne.

Każdy nieletni jest małoletni, ale nie na odwrót. Wynika z tego, że osoby propagujące lub pochwalające stosunki seksualne w wypadku, gdy zachowania takie nie są karalne, będą pociągane do odpowiedzialności karnej. Paradne! Tak to się porobiło we współczesnych czasach, że życie seksualne jest rozpoczynane relatywnie wcześnie i to raczej masowo, a nie sporadycznie. Co ma zatem robić obserwator takich zjawisk? Tzw. dobra zmiana sugeruje, że potępiać albo pozostawiać bez komentarza. Niejaki p. Orzechowski, aktywista Ligi Polskich Rodzin i wiceminister edukacji za „pierwszego PiS”, chciał zakazać homoseksualizmu, zwalczał teorię ewolucji (postulował, aby nauczać kreacjonizmu) i odgrażał się, iż nauczy polskie nastolatki cnotliwego życia przedmałżeńskiego. A więc nowe wraca, a nawet pędzi – aby skorzystać ze znanego powiedzenia.

Czytaj także: Polska potrzebuje edukacji seksualnej i uznania praw LGBT

Propagować, promować, szerzyć, popularyzować...

Od razu powstaje pytanie, jak rozumieć „propagowanie”. Słownik języka polskiego wyjaśnia, że propagować to tyle co upowszechniać jakieś poglądy, idee lub wiedzę. Oj, niedobrze, niedobrze, dyrektor szkoły zaprosi lekarza seksuologa na pogadankę o naturalnych metodach zapobiegania ciąży i obaj pójdą za kratki za propagowanie takowych sposobów w związku z działaniami „na terenie szkoły lub innego zakładu, lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.

Widać tu spory zasób synonimów dla słowa „propagować”. Oto lista: „rozgłaszanie, promowanie, szerzenie, krzewienie, przekonywanie, publicity, nakłanianie, urabianie, upowszechnianie, posłannictwo, reklamowanie, zachęcanie, rzecznictwo, propaganda, lansowanie, popularyzowanie, promocja, agitowanie, cel życia, przeznaczenie, apostolstwo, lobbowanie, powinność, reklama, nauczanie, autoreklama, rozpowszechnianie, namawianie, agitacja, popularyzacja”.

Prokuratorzy pod wodzą p. Ziobry będą mieli pełne ręce roboty, żeby zdecydować, czy np. popularyzowanie, upowszechnianie, apostolstwo itd. jest propagowaniem, czy nie. Z pochwalaniem też może być problem semantyczny z uwagi na jeszcze większy zasób synonimów, ale tego już nie będę drążył poza stwierdzeniem, że niekiedy propagowanie jest pochwalaniem, a innym razem nie.

Zakładając, że chodzi o wykluczenie tzw. edukacji seksualnej w przeciwieństwie do tej bez „tzw.”, konia z rzędem temu, kto orzeknie, że dana pogadanka jest rzeczywistą edukacją, czy tylko „tzw.”. Trzeba by wykonać olbrzymią czystkę obyczajową w bibliotekach, zasobach filmowych, repertuarze teatralnym itd., a wszystko po to, aby oddzielić propagowanie i pochwalanie od zdrowego (obyczajnego) przedstawiania seksu małoletnich, jeśli istnieje spółkowanie małolatów niezasługujące na sprzeciw moralny (z wyjątkiem uświęconego przez święty węzeł małżeństwa sakramentalnego).

Ba, nie wiem, czy ostaną się niektóre fragmenty Pisma Świętego. Najlepiej będzie, jak powoła się jakiś specjalny urząd zajmujący się ewidencją na użytek stosowania art. 200b kk. Może p. Banaś stanąłby na jego czele – w końcu zna się na pewnych aspektach całej sprawy, a i przestałby sprawiać kłopoty tzw. dobrej zmianie. Poczucie absurdu dopełnia błędna składnia. Winno być: „podejmowanie obcowania płciowego przez małoletniego”, a nie „podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego”.

Edukatorzy seksualni: Nie prowadzimy lekcji z masturbacji

Co suweren wie o seksie

Seksuolodzy załamują ręce nad poziomem wiedzy o sprawach ciała i seksu wśród nastolatków. „Pierwsze 10 stosunków jest bez konsekwencji”, „Wymocz sobie w occie, to nie zajdę w ciążę”, „Po stosunku poskacz sobie trochę”, „Chyba jestem w ciąży, bo byłam pod prysznicem z kolegą” (scenka z popularnego polskiego serialu) czy (właścicielka biura podróży) „Do historii przeszła już reklamacja matki, której córka została rzekomo zapłodniona w basenie. W którym była sama”.

A w konsekwencji mamy tysiące ciąż u nieletnich (nie tylko małoletnich), podziemie aborcyjne, turystykę aborcyjną, dzieciobójstwa zaraz po porodzie, ersatze seksualne wśród dzieci czy liczne przypadki pedofilii. A panowie Pankiewicz, Kanthak, Matusiewicz, Jackowski i legion innych są zachwyceni dbałością o moralność przebijającą z art. 200b. Ich nie obchodzą opinie socjologów, psychologów, prawników czy lekarzy.

Mają zresztą niezłych popleczników w suwerenie. Oto jedna z opinii znaleziona w internecie: „W minionych latach bywaliśmy świadkami niejednej intelektualnej masturbacji dokonywanej na oczach milionów widzów i słuchaczy, jednak dopiero w tej kadencji parlamentarnej doświadczymy prawdziwego potopu lewackiego krasomówstwa oraz nowinkarstwa. Mogę się nawet o to założyć. Czemu? Ano temu, że dopiero od niedawna lewa strona sceny politycznej zapełniła się bojownikami o kształt klimatu (cokolwiek to ma oznaczać), o godność krów, o wprowadzenie »małżeństw« homoseksualnych, o zaprzestanie używania zaimków »ona«, »on« i »ono«, o seksualizację przedszkolaków, o oszczędzanie energii poprzez zjadanie własnych potomków... Dawnymi czasy głosicieli tego rodzaju mądrości sami czerwoni towarzysze czym prędzej odsyłaliby do miejsc nieuciążliwego odosobnienia. Było – minęło”.

Dobrze koresponduje to z wypowiedzią p. Jędraszewskiego o tęczowej zarazie. Prokuratura uznała, że zagrożenie płynące ze słów hierarchy jest abstrakcyjne i nieokreślone, natomiast p. Duda uznał, że metropolita udokumentował swój ogromny szacunek dla człowieka, dodając, że „zresztą chyba nikt w to nie wątpi”. Manifestacje pod krakowską kurią świadczą o tym, że ta ocena jest mylna – nie chyba, ale na pewno. Nie ma przy tym wątpliwości, kto zagrzewa Ordo Iuris i „Stop Pedofilii” o batalie w rodzaju tej o art. 200b.

Czytaj także: Wiedza nastolatków o seksie pełna białych plam

Co na to Andrzej Duda? Opowie kawał?

Sejm pewnie przyjmie nowelizację, może w nieco zmienionej formie, ale znając prawnicze kompetencje dobrozmieńców i ich ekspertów, kosmetyka będzie niewielka. Senat, o ile nic się nie zmieni w wyniku prób kaperowania opozycyjnych lub niezależnych senatorów (wrócę do tej kwestii w jednym z następnych felietonów), zaproponuje zmiany, ale to najwyżej opóźni procedurę i spowoduje masowe oświadczenia ze strony tzw. dobrej zmiany, że totalna opozycja lekceważy sprawy narodowej dziatwy od 0 do 18 lat.

Co uczyni p. Duda? Na razie milczy, gdyż zajęty jest opowiadaniem kawałów w rodzaju (uroczystość stulecia AGH): „Jest ogólnoświatowa konferencja rektorów w Południowej Afryce, z Europy leci samolot pełen rektorów i niestety, nastąpiła awaria, samolot w okolicach Afryki Równikowej spadł do dżungli. Na szczęście większość pasażerów jakoś przeżyła, ale miejscowe plemię ogarnęło wszystkich rektorów. Wszyscy rektorzy zostali zjedzeni poza jednym. Poza panem prof. Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem AGH. Dlaczego? Bo wódź plemienia był jego kolegą z AGH”. Dobre, nieprawdaż?

Wracając do rzeczy: można by pokładać nadzieję w p. Dudzie, że skutecznie zawetuje legislacyjną bzdurę w postaci projektu art. 200b kk, ale trudno przypuścić, aby decyzja w tej sprawie zależała od niego. Pan Duda najpewniej podpisze nowelizację, ewentualnie ujawni swoje wątpliwości, ale odwoła się do troski o człowieka, której nauczył się od p. Jędraszewskiego. Może nawet opowie kawał, jak to grupa polskich małoletnich dziewic leciała samolotem do Kapsztadu, maszyna rozbiła się niedaleko równika, dziewczyny ocalały i już miały być zjedzone, ale okazało się, że tubylcy nie spożywają tych, co jeszcze nie poznały mężczyzny. Morał, wypowiedziany ze śmiechem od ucha do ucha, będzie taki: „Widzicie, jakie zbawcze skutki może mieć art. 200b”.

A oto inna ciekawostka prawno-obyczajowa. Są poważne powody, aby sądzić, że trzech członków KRS było „umoczonych” w Piebiak Gate. Cóż uczyniła ta zacna rada pod wodzą p. Mazura i mająca swoje wyjście informacyjne w osobie p. Mitery? Otóż KRS orzekła: „Nie ujawniono w dostępnych i analizowanych źródłach wypowiedzi sędziów członków KRS, które pozwalałyby na sformułowanie wobec nich zarzutów naruszenia prawa, ślubowania sędziowskiego ani zasad etyki sędziowskiej”. Nie wykluczam, że powyższa konkluzja jest trafna, gdyż KRS pominęła w swych analizach źródła wprawdzie dostępne, ale prowadzące do zgoła odmiennych wniosków.

Czytaj także: Seks przyszłości

Patriotyczne życie: łatwe i przyjemne

I na koniec coś dla rozweselenia. Dr Bukowski, filozof, specjalista od antropologii filozoficznej, napisał tak (utwór nosi tytuł „Patriotyczny i wesoły piknik z graffiti w tle”): „Takie akcje znakomicie budują wspólnotę sąsiedzką i są zarazem ważnym elementem przeciwstawiania się wandalizmowi, którego jednym ze współczesnych objawów jest wykonywanie wulgarnych oraz obraźliwych graffiti na murach, elewacjach budynków, mostach, wiaduktach itp.

W ramach ostatniego w tym roku Pikniku Sąsiedzkiego zorganizowanego przez Stowarzyszenie Pogromców Bazgrołów mieszkańcy osiedla Jagiellońskiego w Krakowie namalowali wczoraj polską flagę na elewacji bloku zniszczonego przez chuliganów. Stowarzyszenie przypomina, że gdyby ktoś zechciał zniszczyć to patriotyczne graffiti, odpowiadałby przed sądem za znieważanie symboli narodowych. Podczas pikniku odbyło się też wspólne grillowanie dostarczonej przez organizatorów kiełbasy, a każdy uczestnik otrzymał od nich niezbędne akcesoria malarskie. To się nazywa łączyć przyjemne z pożytecznym, w dodatku w patriotycznej atmosferze, ale bez narodowej tromtadracji i napuszonej frazeologii”.

I jak nie uwierzyć, że patriotyczne życie jest łatwe, proste i przyjemne? Nasuwa się jednak pytanie: a co gdy ktoś namaluje napis „Pedały do gazu” lub gwiazdę Dawida na szubienicy? I powie, że uczynił to z powodów patriotycznych? Czy chłopcy od p. Zbyszka (pardon za poufałość) też powiedzą, że zagrożenie jest tylko abstrakcyjne i nieokreślone?

Czytaj też: Jak powinno się wyjaśnić aferę Piebiaka?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną