Kraj

PiS w wyborczym amoku. Gdzie jest pies pogrzebany?

Andrzej Duda spotkał się z sadownikami w Dylewie koło Grójca Andrzej Duda spotkał się z sadownikami w Dylewie koło Grójca Krzysztof Sitkowski / Kancelaria Prezydenta RP
Dla wywindowania p. Dudy na kolejną kadencję dobra zmiana jest gotowa na wiele, w szczególności ignorowanie wskazań ekspertów oraz igranie z ogniem epidemicznym.

W poprzednim felietonie zapowiedziałem komentarz do opinii „Obatela” Czarneckiego, że w celu przestrzegania konstytucji „można działać bez wymaganego upoważnienia w prawie”. Podobnych zmyśleń czy (bez)myśleń pojawiło się ostatnio wiele, by tylko przytoczyć „dowcip” p. Girzyńskiego na temat art. 146 ust. 2 („Do Rady Ministrów należą sprawy polityki państwa niezastrzeżone dla innych organów państwowych i samorządu terytorialnego”) konstytucji. Otóż wykoncypował on, że jest to podstawa dla działań Rady Ministrów w organizacji wyborów prezydenckich.

Tymczasem są to właśnie materie wyraźnie zarezerwowane dla „innych organów”. Inaczej mówiąc, p. Girzyński utrzymuje, że można domniemywać kompetencje organów państwowych. Nieprawda, aksjomatem teorii prawa jest to, że organ ma tyle kompetencji, ile wyraźnie przyznaje mu prawo. Nawiasem mówiąc, równie dobrze p. Czaputowicz (inna gwiazda tzw. dobrej zmiany) mógłby na podstawie rzeczonego art. 146 zarządzić i odwołać wybory króla San Escobar, ponieważ nie jest to zastrzeżone dla innych organów państwowych i samorządu terytorialnego, a przecież sytuacja powstała na terytorium odkrytym przez p. Waszczykowskiego (czcigodnego poprzednika p. Czaputowicza) i niewątpliwie mieści się w spektrum polityki państwa polskiego.

Innym kwiatkiem jest komentarz p. Wójcika do sprawy prokurator Wrzosek. Wiceminister sprawiedliwości (żeby było śmieszniej) nadał tak: „To jest bardzo ważne, tak było, jest i być powinno zawsze. Jest tylko jeden polityk, który pełni określone funkcje dwie w prokuraturze: jednocześnie jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Wynika to z przepisów prawa, z polskiego porządku prawnego. Natomiast pozostała część prokuratorów nigdy nie powinna być absolutnie politykami. (...) Prokuratura jest niezależną instytucją, prokurator ma być apolityczny”. Wyjątkowo zabawne z logicznego punktu widzenia. Prokuratura jest niezależną (chyba politycznie) instytucją, aczkolwiek na jej czele stoi polityk.

Ewa Siedlecka: Prokurator Święczkowski łamie prawo?

„Nie możemy sobie pozwolić na łamanie konstytucji”

(Bez)myśli „Obatela” Czarneckiego, p. Girzyńskiego czy p. Wójcika można by uznać za swoisty polityczny humor uczniaków z oślej ławki, ale jest to objaw czegoś znacznie poważniejszego, mianowicie z jednej strony atrofii świadomości prawnej, a z drugiej – zaniku elementarnej przyzwoitości w sprawach publicznych. Chociaż wymienieni są tylko najmitami sprzątającymi w służbowych przedpokojach tuzów tzw. dobrej zmiany, jakoś manifestują poglądy swoich pracodawców.

Osią jest w tym przypadku stosunek do ustawy zasadniczej z 1997 r. w kontekście wyborów. Pani Szydło tak to ujęła: „Konstytucyjnie wybory muszą się odbyć. Nie możemy sobie w tej chwili pozwolić na łamanie konstytucji. Każde inne rozwiązanie jest po prostu złym rozwiązaniem”. A p. Sasin: „Wybory są rozpisane na 10 maja, ta data nas dzisiaj obowiązuje, do tej daty się przywiązujemy. Natomiast ja chcę wyraźnie powiedzieć – nie ma konstytucyjnej możliwości, żeby przesunąć te wybory na dalszą datę. To by musiało wiązać się ze zmianą konstytucji”.

Wyszło szydło z worka, bo wprawdzie „nie możemy sobie w tej chwili pozwolić na łamanie konstytucji”, ale w innych chwilach jest to możliwe, ba, nawet zdarzyło się, gdy p. Becia S. odmówiła publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Pan Sasin mija się z prawdą, ponieważ, jak wiadomo, można wybory przełożyć z powodu wprowadzenia stanu nadzwyczajnego lub rezygnacji prezydenta.

Konstytucja przewiduje takie scenariusze

Wicepremier od aktywów powiada, że wprowadzenie stanu nadzwyczajnego w celu przesunięcia wyborów byłoby złamaniem konstytucji, bo są inne przepisy na wypadek epidemii niż dotyczące stanu klęski żywiołowej. Otóż p. Sasin nie rozumie, że wprowadzenie stanu klęski żywiołowej z powodu epidemii nie byłoby złamaniem konstytucji, a tylko jej aplikacją z uwagi na bezpieczeństwo obywateli, a nie ma żadnych kompetencji profesjonalnych do wypowiadania się na temat potrzeby takowego zastosowania.

Czytaj też: Jacek Sasin i wyborcza farsa

Co do opróżnienia urzędu prezydenta – konstytucja stanowi w art. 128, ust. 2: „Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej – nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”. Są więc sposoby przełożenia wyborów zgodne z konstytucją, a nawet przez nią przewidziane. Jasne jak słońce, ale nie dla p. Szydło i p. Sasina.

Eksperci PiS od prawa i medycyny

Tzw. dobra zmiana uzupełnia swoją, rzeczywistą lub udawaną, ignorancję konstytucyjną sofistycznymi proklamacjami autorstwa p. Sasina: „Odwołanie tych wyborów czy doprowadzenie do tego, że nie mogą się odbyć, to wprowadzenie Polski w bardzo poważny kryzys polityczny, kryzys konstytucyjny, który w konsekwencji może doprowadzić do tego, że Polska będzie pozbawiona prezydenta, a więc możliwości działania w tym trudnym okresie, stanowienia prawa, przyjmowania ustaw”; p. Szczerskiego: „W tle pandemii odbywają się bardzo duże przetasowania na arenie międzynarodowej. Dlatego potrzebna jest stabilna władza, aby polski interes w tym wszystkim odpowiednio umieścić. To nie jest moment na to, żeby wewnętrznie osłabiać państwo, ponieważ komunikat będzie jasny, że Polska jest krajem problematycznym, a więc państwem, które wychodzi z tej sytuacji słabsze, niż było poprzednio. Do tego nie możemy dopuścić”; czy p. Zbyszka (pardon za poufałość), znanego autorytetu już nie tylko prawniczego, ale także medycznego: „Przeprowadzenie wyborów prezydenckich jesienią – jak proponuje opozycja – może narazić znacznie więcej Polaków na śmierć; to szaleństwo opozycji”.

A p. Duda spiął to wszystko bezinteresowną klamrą: „Jeśli nie wybierzemy prezydenta, to kraj pogrąży się w chaosie”, w domyśle „mnie” po „wybierzemy”.

Czytaj też: Wybory. Wielkie przyspieszenie i wielka niewiadoma

Wszystko dla umiłowanej Dojczyzny

O co więc biega w tych natrętnie rozpowszechnianych sofizmatach (szalbierstwach argumentacyjnych, jeśli ktoś woli), mających usprawiedliwić tezę, że skoro kadencja prezydenta trwa pięć lat, to wybory muszą się odbyć „nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej”, a więc w maju 2020 r.?

Pan Michał Kamiński powiada: „Jarosław Kaczyński już uczynił z tych wyborów przedmiot honorowy, totem. Totem swojej totalnej władzy nad Polską. I jak każdy magiczny przywódca, a takim jest Jarosław Kaczyński, musi o swój totem dbać”. Pomijając to, czy p. Zwykły Poseł jest magiczny, czy nie (wedle mnie to produkt zbiegu okoliczności, a magii w nim tyle, ile, jak powiedział Wokulski, „trucizny w zapałce”), sprawa jest banalnie prosta, mianowicie to, że konstytucyjnie dopuszczalne terminy zmiany daty wyborów skutkowałyby zakończeniem kadencji p. Dudy 6 sierpnia 2020 r.

Czytaj też: Pakiety wyborcze jak ulotki fryzjera?

I tu jest pies pogrzebany. Gdyby wybory nie odbyły się do tego terminu, funkcje prezydenta przypadłyby marszałkowi Sejmu. Gdyby miała to być p. Witek, na pewno gwarantowałaby ciągłość sposobu sprawowania władzy przez p. Dudę, tj. pod całkowitym zwierzchnictwem Zwykłego Posła, ale może być tak, że pojawiłaby się nowa osoba, w szczególności, o zgrozo, z grona zdradzieckich mord. To byłoby zaiste straszne dla dobrozmieńców z powodów ambicjonalnych, ale również merkantylnych, gdyż utrudniłoby dostęp do umiłowanej Dojczyzny. Muszą więc dmuchać na zimne, a remedium na ten możliwy horror jest próba legalizacji per facta concludentia (metodą faktów dokonanych) upływu pięcioletniej kadencji p. Dudy jako konstytucyjnego ogranicznika terminu wyborów.

Czytaj też: Codzienny stan nienadzwyczajny

Miliony na wybory zamiast na zdrowie i suszę

Dla wywindowania p. Dudy na kolejną kadencję tzw. dobra zmiana jest gotowa na bardzo wiele, w szczególności ignorowanie wskazań ekspertów (o tym już kilkakrotnie pisałem, więc nie będę się powtarzał), igranie z epidemicznym ogniem przez znoszenie ograniczeń sanitarnych w sytuacji, gdy zachorowalność na Covid-19 się utrzymuje. To wręcz wygląda na celowe działanie w celu przekonywania ludzi do głosowania korespondencyjnego: stosowanie ustaw, które jeszcze nie obowiązują, zastępowanie przepisów prawa przez ustne polecenia Handlarza Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym, obrzydliwe kaperowanie posłów przy pomocy straszenia odebraniem synekur w spółkach skarbu państwa (tym ponoć miał się zajmować resort sprawiedliwości, wprawiony w rozmaitych świństwach – vide Piebiak gate), wydawanie setek milionów złotych (w tym na przekupywanie pracowników Poczty) na wybory, które być może się nie odbędą, zamiast na służbę zdrowia czy przygotowanie się do suszy, czy wreszcie złamanie zasady ochrony poufnych informacji o obywatelach.

Oto art. 99 jednej z ustaw antykoronawirusowych: „Operator [wyborczy] (...) po złożeniu przez siebie wniosku w formie elektronicznej otrzymuje dane z rejestru PESEL bądź też z innego spisu lub rejestru będącego w dyspozycji organu administracji publicznej, jeżeli dane te są potrzebne do realizacji zadań związanych z organizacją wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej bądź w celu wykonania innych obowiązków nałożonych przez organy administracji rządowej. Dane, o których mowa w zdaniu pierwszym, przekazywane są operatorowi wyznaczonemu w formie elektronicznej. (...) Operator wyznaczony uprawniony jest do przetwarzania danych wyłącznie w celu, w jakim otrzymał te dane”.

Na tej podstawie Ministerstwo Cyfryzacji przekazało Poczcie Polskiej dane o numerach PESEL wszystkich obywateli. Urząd Ochrony Danych Osobowych w opinii dla Senatu orzekł, że zasady wyborów korespondencyjnych nie naruszają ochrony danych, a p. Duda, mieniący się strażnikiem praw obywatelskich, podpisał ustawę z art. 99 (łatwo zauważyć, że jego ostatnie zdanie jest „efektywnym” zabezpieczeniem poufnych danych, ale tylko gdy przypiszemy mu sens magiczny). Wygląda na to, że jego powołaniem jest gra w TikToka i prawienie, w asystencji p. Ardanowskiego (przyboczny p. Morawieckiego od rolnictwa), że zapach obornika unoszący się nad tym sadem (tj. miejscem, gdzie p. Duda akurat stał, wygłaszając omawianą mądrość) absolutnie nie świadczy o zacofaniu, ale o nowoczesnym państwie, które dba o obywatela i produkuje zdrową żywność. Życzmy sobie, aby polskie państwo było nowoczesne inaczej niż p. Duda.

Czytaj też: Chleba tańszego powszedniego. Ceny biją w Polsce rekordy

Jarosław Kaczyński, ostatni mąż stanu

Sprawa wyborów w maju ciągle się waży – tzw. dobra zmiana wysyła rozmaite sygnały, np. o stanie wyjątkowym lub stanie klęski żywiołowej. Jest też wspomagana przez rozmaitych publicystów. Pan Bukowski, doktor filozofii, tak ocenia rzeczywistość: „Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie wychodził już obronną ręką z sytuacji, które z pozoru wydawały się beznadziejne. Jest to cecha mężów stanu, którzy potrafią realizować swoje dalekosiężne wizje nawet w skrajnie niekorzystnych warunkach, ponieważ myślą wyłącznie o przyszłości swojego kraju w przeciwieństwie do polityków marzących jedynie o wygraniu najbliższych wyborów. (...) Kaczyński jest jedynym dzisiaj mężem stanu w Polsce”.

Czytaj też: Co zrobi Jarosław Gowin?

To nawet urocze, że p. Kaczyński jest jedynym mężem stanu w dzisiejszej Polsce, który myśli wyłącznie o przyszłości kraju, a nie o wygraniu wyborów. Pan Bukowski, który broni imponderabiliów narodowych m.in. przez oprotestowanie emisji serialu „Czterej pancerni i pies” jako gloryfikacji stalinowskiego totalitaryzmu, sformułował adres: „Zawsze sprawia mi Pan Profesor radość swoimi wizytami na moim blogu”, skierowany do p. Brody, fizyka jądrowego. A ten głosi taki pogląd: „Zamknij więc mordy totalna opozycjo i wszyscy jej zwolennicy, bo na szczęście jesteśmy w innej sytuacji. Jesteśmy w o wiele lepszych warunkach, jesteśmy mocniejsi właśnie tą mocą, której nam było potrzeba na dzisiejsze czasy. A Polska prawdziwie zmartwychwstanie! Być może zmusicie władze do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, ale przygotujcie się na to, że pierwsze decyzje będą wtedy dotyczyć głównego zagrożenia, z jakim mamy dzisiaj do czynienia – będą dotyczyć was! Na początek zostaniecie wszyscy umieszczeni na 14-letnią kwarantannę w zakładach karnych, w jednoosobowych celach, z ekskluzywnym dostępem do TVP. A potem zobaczymy, czy coś zrozumieliście”.

Szczere wyznanie tego, co sprawiłoby radość p. Brodzie i p. Bukowskiemu. Trudno wątpić, że p. Duda (o p. Kaczyńskim nawet nie wspominając) przyłożyłby z zadowoleniem rękę do reedukacji totalnej opozycji i wszystkich jej zwolenników w intencji „zmartwychwstania Polski”. Trzeba wziąć pod uwagę, że walka o demokratyczne wybory w Polsce dotyczy także tego problemu.

Czytaj też: WHO nie ogłosiło stanowiska ws. wyborów korespondencyjnych

Nobel dla wiceministra zdrowia!

Na deser coś od p. Kraski, wiceministra zdrowia: „Rzeczywiście na kartonie papierowym wirus żyje do 24 godzin. Następne badania zostały wykonane na papierze i bibule. Badacze wskazali, że po 30 minutach połowa wirusa ginie, a po trzech godzinach praktycznie go nie ma. (...) Z pewnością listonosze będą czuli się bezpieczni”.

Jeśli w tym cytacie nic nie jest przekręcone, to p. Kraska powinien dostać Nobla od razu w biologii i medycynie za odkrycie, że jedna połowa (większa czy mniejsza?) wirusa ginie po 30 minutach, a po trzech godzinach praktycznie go nie ma. Pan Kraska najwyraźniej ustalił, że obecność koronawirusa na kartonie papierowym do 24 godzin wyklucza zakażenie się nim, a papier i bibuła są pod tym względem jeszcze lepsze. Więc my i listonosze możemy być pewni naszego bezpieczeństwa przed zakażeniem. Pan Kraska ma głowę chyba tylko od parady, a żeby było śmieszniej, jest lekarzem.

Stefan Karczmarewicz: Co mają testy na SARS-CoV-2 do stanu gospodarki?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną