Kraj

Walka na haki. Kto je na prawicy zbiera i na kogo?

Walka na haki. Kaczyński zabierze Ziobrze prokuraturę?

Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie, 28 maja 2020 r. Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński w Sejmie, 28 maja 2020 r. Mateusz Włodarczyk / Forum
Niektórzy w PiS twierdzą, że Jarosław Kaczyński pozwoli Zbigniewowi Ziobrze zostać w rządzie, ale pod warunkiem, że odda nadzór nad Prokuraturą Krajową. Dlaczego mu na tym zależy?

W Zjednoczonej Prawicy wciąż kryzys. Nasi rozmówcy z obozu władzy przewidują, że rozstrzygnięcie opinia publiczna pozna dopiero za kilka dni. Jarosław Kaczyński, w towarzystwie przyjaciela Macieja Łopińskiego, spotkał się dziś w nocy ze Zbigniewem Ziobrą w willi na ul. Bacciarellego, należącej do Kancelarii Prezydenta. Jak poinformowało Radio RMF FM, jednym z warunków pozostawienia Ziobry w resorcie (prócz poparcia ustawy bezkarnościowej) ma być dymisja prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego, jednego z najbardziej zaufanych ludzi Ziobry. Prokuratura przeszłaby pod nadzór PiS. – Prezesowi nie spieszy się, żeby zdymisjonować Ziobrę, bo lepiej mieć go przy sobie. Inaczej będzie się mścił, wyciągał na nas kwity. To pranie brudów załatwi nas na długie lata – twierdzi nasz rozmówca. Dlaczego opowieść o przejęciu przez PiS od Solidarnej Polski nadzoru nad Prokuraturą Krajową może być prawdziwa?

Podobno w czasie negocjacji o rekonstrukcji rządu, kiedy było jeszcze w miarę spokojnie, Ziobro delikatnie przypomniał Kaczyńskiemu, że ma wiedzę o śledztwach i ciemnych sprawkach dotyczących polityków Zjednoczonej Prawicy. Mocno to prezesa zirytowało. Kiedy działali jeszcze wspólnie i w porozumieniu, obaj chętnie posługiwali się takimi metodami, a teraz Ziobro za pomocą haków próbuje coś na Kaczyńskim wymusić, m.in. gwarancję dobrych miejsc na listach wyborczych czy subwencję budżetową.

Metoda Kaczyńskiego i Ziobry

Janusz Kaczmarek, za pierwszych rządów PiS prokurator krajowy, w wywiadzie rzece „Cena władzy” zwracał uwagę na jedną szczególną cechę Ziobry. „Z racji stanowiska i swojego charakteru zawsze chciał mieć wiedzę jak najdokładniejszą, udokumentowaną” na temat każdej istotnej sprawy, w której przewijały się nazwiska ludzi z opozycji i jego obozu politycznego. Ochoczo informował o nich Kaczyńskiego, kiedy ten nawet nie był jeszcze premierem. Potem razem decydowali, co z tym zrobić.

Tak te narady relacjonował Kaczmarek: „Jako pierwszy głos zabierał Ziobro, który mówił: »Panie premierze, w takiej i takiej sprawie jest taki i taki wątek, a ten wątek jest związany z takim rodzajem przestępstwa popełnionego bądź zamierzonego przez takiego czy też innego polityka«. Nie miało znaczenia, z jaką opcją związany był ten polityk”. I dalej: „Kiedy zbliżały się wybory, (...) premier [Kaczyński] zadysponował, żeby tak przygotować postępowania przygotowawcze, jeżeli nie uda się ich zakończyć aktami oskarżenia, żeby chociaż pokazać układ i polityków, a zatem żeby informacje na ten temat pojawiały się w mediach”.

Kiedy znów PiS zdobył władzę, Ziobro zmienił ustawę o prokuraturze, tak by za nadużycie władzy nie groził mu nawet Trybunał Stanu. – Minister jest obok prezesa PiS najpotężniejszą osobą w państwie. Ma do dyspozycji armię ponad 6 tys. zależnych od siebie prokuratorów. Przepisy ustawy obowiązującej od marca 2016 r. pozwalają mu w każdym momencie żądać akt, wydawać polecenia, wystąpić o przeprowadzenie czynności operacyjno-rozpoznawczych i poznać materiały zgromadzone w toku takich czynności, np. z podsłuchów – opowiada jeden z prokuratorów, który nie chce podawać nazwiska.

Czytaj też: Na kogo Ziobro zbiera haki?

Święczkowski oddany Ziobrze

Zbieranie haków to od zawsze domena Ziobry. Kiedyś nagrywał kolegę z rządu i koalicjanta: wicepremiera Andrzeja Leppera. Potem triumfalnie demonstrował dziennikarzom dyktafon i mówił, że to „gwóźdź” do jego politycznej trumny. Jak pisaliśmy w „Polityce”, jeszcze na studiach oskarżył swoich kolegów o to, że wysyłają mu anonimy z groźbami. Zanim zgłosił sprawę na policję, prowadził prywatne śledztwo, nagrywał z ukrycia, prowokował pytaniami w prywatnych rozmowach, licząc, że przyznają się do winy. Ziobro doprowadził tę sprawę aż przed Sąd Najwyższy (skończyło się uniewinnieniem).

To na jego polecenie za pierwszych rządów PiS kierownicze stanowisko w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną Prokuratury Krajowej objął młody, obiecujący prokurator z Katowic Bogdan Święczkowski. Januszowi Kaczmarkowi, który go awansował, wyznał ponoć: „Jestem oddany Zbyszkowi, zawsze będę”. A sam Ziobro wyłożył mu kiedyś swoją filozofię kierowania prokuraturą: „Musimy przyjmować na stanowiska ludzi młodych, i to do pierwszego szeregu, ponieważ tacy ludzie będą nam całkowicie oddani”.

Święczkowski jest doskonale znany prezesowi PiS. Kaczmarek we wspomnianej książce relacjonował: „Kiedy pan Święczkowski był u ministra Ziobry, mówił: »Mam, Zbyszek, ciekawe rzeczy. (…) Nie mogę tobie tego zostawić, muszę jeszcze dzisiaj to zwrócić, nie mogę doprowadzić do sytuacji, w której coś wynoszę, a tego samego dnia nie oddaję«”. Oczywiście chodziło m.in. o materiały ze śledztw.

Haki na Morawieckiego

Trudno sobie wyobrazić, jakie haki i na kogo ma Ziobro. – Że coś ma i będzie tym grał, słał do mediów, to pewne. Przekonał się o tym jego największy wróg: Morawiecki – opowiada nasz rozmówca. To Ziobrę w kuluarowych rozmowach wskazuje się jako odpowiedzialnego za wyciek nagrań z restauracji Sowa i Przyjaciele, gdzie ówczesny prezes BZ WBK biesiaduje, chwali rządy PO i załatwia po znajomości posady, m.in. synowi europosła Czarneckiego.

W prokuraturze jest kilka śledztw, w których Morawiecki się „przewija”. Wciąż nie doprowadzono do końca sprawy prywatyzacji Ciechu. Przypomnijmy, że śledztwo wszczęto na podstawie doniesienia posłów Solidarnej Polski. Na sprzedaży spółki Janowi Kulczykowi Skarb Państwa miał stracić aż miliard złotych. Połowę z 830 mln potrzebnych na zakup Ciechu biznesmen pożyczył od BZ WBK, a podpis pod umową kredytową złożył Morawiecki, jego ówczesny prezes. Toczy się też śledztwo w sprawie GetBacku – ziobrowcy kolportują wieści o powiązaniach premiera z oszustwami tej spółki (Polacy stracili w tej aferze o wiele więcej pieniędzy niż na Amber Gold). Prezes firmy skupującej wierzytelności Konrad K. szukał pieniędzy na ratowanie firmy u prezesów PKO BP Zbigniewa Jagiełły i Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa. Obaj przyjaźnią się z Morawieckim. Borys nawet spotkał się z K., na co przystał podobno sam premier.

W kręgu zainteresowania służb są poza tym oświadczenia majątkowe szefa rządu, finanse jego żony i działki kupione od Kościoła po bardzo atrakcyjnych cenach. Słychać też od dawna o jeszcze dwóch restauracyjnych „taśmach Morawieckiego”.

Czytaj też: Kaczyński uderzy. Albo rybka, albo akwarium

Morawiecki pod ochroną prezesa

Jeden z polityków PiS zwracał nam uwagę na te wczorajsze słowa Ziobry: „Nie może być tak, że osoby niezwykle wpływowe i bardzo majętne mogą czuć się bezkarne, kiedy dopuszczają się przestępstw, zwłaszcza na wielką skalę, w stosunku do bardzo wielu Polaków. Prokuratura, którą kieruję, zawsze będzie w sposób pryncypialny kierować się właśnie takimi zasadami, wobec każdego”. Minister na chwilę przed posiedzeniem Komitetu Politycznego PiS w sprawie losów koalicji mówił niby o aferze GetBacku i zarzutach dla biznesmena Leszka Czarneckiego, ale zdaniem naszego rozmówcy miał też na myśli Morawieckiego. Chodzi o wspomniane sprawy, ale też o projekt „bezkarności plus”, dotyczący działań urzędników podejmowanych w ramach walki z pandemią Covid-19.

Przypomnijmy, że Kaczyński obiecał premierowi ochronę, a uchwalenie tej ustawy to jeden z warunków stawianych teraz Ziobrze. Premier zdał przed prezesem test lojalności i podpisał papiery o majowych wyborach kopertowych, choć zdawał sobie sprawę, że nie działa zgodnie z prawem. Teraz Kaczyński za tę lojalność chce go wynagrodzić. Co jest zrozumiałe tym bardziej, że wiąże z Morawieckim polityczne nadzieje.

W tle są też inne sprawy. Przypomnijmy, że prokuratura Ziobry zamiotła pod dywan doniesienia Marka Falenty o tym, że politycy PiS wiedzieli o procederze nielegalnych podsłuchów restauracyjnych. Ziobro z pewnością wie więcej ponad to, co ujawniono opinii publicznej. Tak samo jak w sprawie budowy dwóch wież przez spółkę Srebrna, też wymagającej wyjaśnień. Itd. itd.

Haki na Ziobrę

To oczywiste, że jeśli Kaczyński zażądał od Ziobry oddania nadzoru nad Prokuraturą Krajową, to minister tę cenę zapłaci, by zachować stanowisko – ale dopiero gdy skopiuje wszystkie materiały ze śledztw. Kserokopiarki są już zapewne rozgrzane.

Ale wiadomo, że haki są skuteczne do momentu, kiedy pozostają w zanadrzu. – Użycie ich osłabi Kaczyńskiego i jeszcze bardziej pogrąży Ziobrę, który stanie się politykiem zupełnie niewiarygodnym, zdrajcą, przez najbliższe trzy lata pozbawionym dostępu do pieniędzy i zasobów, które pozwolą mu budować partyjkę na kolejne wybory – mówi jeden z polityków PiS.

Prezes, wyciągając Prokuraturę Krajową z rąk Ziobry, może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, pokończyć niewygodne dla siebie śledztwa, a po drugie, zebrać z pomocą służb parę haków na Ziobrę i jego otoczenie. A jeśli koalicjanci się nie dogadają, to właściwie z pierwszej ręki dowiemy się o rządach Zjednoczonej Prawicy i jej politykach bardzo ciekawych rzeczy, o których sami pewnie nigdy by nam nie powiedzieli.

Czytaj też: Wojna czy pokój? W co grają ziobryści

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Polonia jest taka jak my. Ewa Winnicka opowiada o polskim Greenpoincie

Mnie ten temat dlatego tak bardzo pociąga, że zmusza do zastanowienia, co to znaczy być w ogóle Polakiem – mówi Ewa Winnicka, autorka książki „Greenpoint. Kroniki Małej Polski”.

Janusz Wróblewski
16.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną