Kraj

Qualis vir, talis oratio, czyli jaka głowa, taka mowa

Zwykły premier i Niezwykły Wicepremier podczas zaprzysiężenia nowego składu rządu. Zwykły premier i Niezwykły Wicepremier podczas zaprzysiężenia nowego składu rządu. Adam Chełstowski / Forum
Po nominacji Niezwykłego Wicepremiera od bezpieczeństwa hasło „Teraz, k***a, my” może być realizowane bez przeszkód. W punkcie docelowym być może publikowanie takich felietonów jak ten uzna się za zagrażające bezpieczeństwu państwa.

Tak zwana dobra zmiana od początku raczyła świat (bo nie tylko Polskę) rozmaitymi gadkami serwowanymi przez najznaczniejszych Zjednoczonych i Prawicowych, jak również ich pomniejszych pomagierów (np. p. Bortniczuka, p. Kanthaka czy p. Schreibera). Jedni i drudzy dzielnie byli (i są) wspomagani przez propagandowych majstrów, pracujących zarówno w tyle wizji, jak i na jej przodku w TVP (nie wiadomo, jak interpretować ostatnią literę), uzupełniani produkcjami „Gazety Polskiej”, „wPolityce”, „Sieci”, „Do Rzeczy” i last, but not least, mediami Ojca Interesariusza z Torunia.

Ostatnio namnożyło się jednych i drugich, co niemiara. Pozwolę sobie przytoczyć i skomentować niektóre, a także przypomnieć wcześniejsze.

Czytaj też: Wielka Pandemiczna Improwizacja

Był Zwykły Poseł, jest Niezwykły Wicepremier

Priorytet należy się rzecz jasna najważniejszym oficjelom. Przez długi okres formalna struktura zarządzających obecnym stadium RP nie była jasna, ponieważ Zwykły Poseł decydował, a p. Duda i p. Morawiecki robili za wykonawców. Ostatnio to się zmieniło i na czele stoi Niezwykły Wicepremier, za nim – premier, a potem reszta. I tak ma być, bo jak Prezes Kaczyński groziłby wetem w sprawie budżetu UE, to można by to zbyć: „Ot, prywatna opinia”, a tak trzeba to brać za oficjalne stanowisko rządu.

I tak samo jest z obietnicą: „Na pewno uruchomię mechanizm koordynacji działań w obszarach, które dotyczą szeroko rozumianego bezpieczeństwa kraju. To oczywiście zadanie nie na tydzień czy dwa. Ten proces potrwa znacznie dłużej”. Jest ona dość nieokreślona z uwagi na nieostrość frazy „szeroko rozumiane bezpieczeństwo kraju” i niejasność zwrotu „mechanizm koordynacji”. Skoro p. Kaczyński zakończył swoje ślubowanie przez dodanie „Tak mi dopomóż Bóg”, słowa dotrzyma.

Jak rzekł Mao Zedong, „żeby przejść tysiąc mil, trzeba najpierw zrobić pierwszy krok”. Wygląda na to, że zrobiono, nie jeden, ale nawet dwa pierwsze kroki dla koordynacji działań w zakresie szeroko rozumianego bezpieczeństwa kraju. Są nimi orzeczenie p. Tomczyńskiego z Izby Dyscyplinarnej SN w sprawie p. Morawiec i zatrzymanie p. Giertycha przez CBA. Nie dociekam, czy p. Morawiec zasługiwała na odebranie jej immunitetu sędziowskiego, a p. Giertych – akcję CBA i jej skutki. Interesują mnie wypowiedzi ze strony funkcjonariuszy i ich kontekst.

Czytaj też: Wiedza i władza wicepremiera

Jak dokładnie pan Tomczyński wszedł w dowody

Pan Tomczyński jest sędzią Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, poleconym przez Krajową Radę Sądownictwa i mianowanym przez p. Dudę. Nie ukrywał swoich pro-PiSowskich sympatii. Przy okazji kampanii samorządowej w Warszawie rozpowszechniał np. taki wpis (autorstwa kogoś innego): „WarszawJAKI… nie spier***lcie tego”. W związku ze sprawą p. Morawiec stwierdził: „Nie będę wchodził dokładnie w dowody, natomiast stwierdzam, że w odniesieniu do każdego z czynów istnieją nie jeden, nie dwa, ale co najmniej trzy dowody popełnienia czynów”.

I dalej zaznaczył, że uchylenie sędziemu immunitetu nie oznacza przesądzenia winy, a tylko to, że „mogą być wobec sędziego podejmowane dalsze czynności procesowe, na przykład przesłuchanie sędziego, dalsze przesłuchanie świadków albo zbadanie komputera”. Nie jest to zbyt transparentne, ponieważ nie wiadomo, jak dokładnie p. Tomczyński wszedł w dowody, a skoro immunitet uchylił dla umożliwienia dalszych czynności procesowych, to należy wnosić, że dowody w sprawie wymagają uzupełnienia. Jeśli mam rację, to p. Tomczyński sam przyznał, że spier***lił sprawę.

Nota bene, jeden z dowodów jest paradny, bo od p. Morawiec zażądano wydania opracowania, o którym prokuratura twierdzi, że nie istnieje. Pan Mitera, rzecznik KRS, zapytany o demonstrowanie przez p. Tomczyńskiego swoich politycznych opcji, wyjaśnił, że to jego prawo obywatelskie (i znowu są równi i równiejsi – z innej beczki, nawet p. Błaszczak jest na kwarantannie, ale p. Kaczyński udał się na autokwarantannę), chociaż szczerze przyznał, że sędzia nie powinien używać wulgarnego języka.

To drugie jest mniej istotne niż pierwsze – zachowanie się p. Tomczyńskiego można interpretować jako niezgodne z zasadą bezstronności sędziów. Pani Manowska, I Prezes Sądu Najwyższego, obiecała: „dołożę wszelkich starań, aby SN, jak dotychczas, niezmiennie był i jest symbolem i ostoją niezależności wymiaru sprawiedliwości i niezawisłości sędziowskiej” oraz „zamierzam odgrodzić grubym murem Sąd Najwyższy od polityki”. Chyba ten mur ma spore wyrwy, np. takie, by p. Tomczyński zmieścił się w jednej z nich.

Czytaj też: Uchylony immunitet sędzi Morawiec. Kara za niezawisłość

Diagnoza Giertycha z powietrza (lub od p. Żaryna)

Pan Giertych został „odwiedzony” przez CBA 15 października – dziwne, gdyż służba nie zajmuje się instytucjami opartymi na kapitale prywatnym, ale załóżmy, że sprawa jest bardzo poważna dla szeroko rozumianego bezpieczeństwa kraju. Pan Giertych stracił przytomność w czasie wizyty i został odwieziony do szpitala. Nazajutrz p. Żaryn (Stanisław), rzecznik p. Kamińskiego (Mariusza), oświadczył: „W związku z doniesieniami medialnymi informuję, że stan zdrowia zatrzymanego […] Romana G. jest dobry. W tej chwili wykonywane są rutynowe badania lekarskie”.

Ciekawa informacja, ponieważ, po pierwsze, p. Żaryn nie ma ani upoważnienia, ani merytorycznych kwalifikacji, aby informować o stanie zdrowia p. Giertycha, po drugie, jego wpis pojawił się przed zakończeniem badań lekarskich, a po trzecie, strasznie mu było pilno do poinformowania ludzkości, że stan zatrzymanego Romana G. jest dobry. Równie pilno było prokuraturze uznać, że p. Giertych jest zdrów na podstawie opinii biegłych, którzy jednak nie zbadali chorego, pewnie z powodu pośpiechu. Diagnoza wzięta z powietrza lub, co na jedno wychodzi, od p. Żaryna – uznana za wystarczającą dla pojawienia się prokuratury w szpitalu i próby przedstawienia zarzutów.

Coś jednak nie wyszło i „prokuratorscy” medycy pojawili się przy łóżku p. Giertycha, wykonali uzupełniające badania i orzekli, że wszystko jest OK. Na tej podstawie prokuratura, już 17 października, a więc w sobotę, postawiła mu zarzuty i zastosowała rozmaite kroki zabezpieczające, w szczególności zawieszenie w czynnościach zawodowych. Niektórzy świadkowie tego wydarzenia twierdzą, że p. Giertych był nieprzytomny w chwili stawiania mu zarzutów, natomiast prokurator twierdzi, że symulował, co znaczy, że przedmiotowa czynność procesowa była skuteczna.

Czytaj też: Zatrzymanie Giertycha to sprawa polityczna. A przez to kryminalna

Nie te numery z panem Wąsikiem

Ciekawe jest to, że prokurator nie jest władny orzec o symulacji, a nic nie wiadomo, jakoby przy przedstawianiu zarzutów był lekarz. Oto wypowiedź ze strony śledczych: „Całokształt okoliczności wskazuje, że zachowanie Romana G. miało uniemożliwić przeprowadzenie z nim czynności, co potwierdza fakt, że po wyjściu prokuratora powrócił do poprzedniej aktywności. Rozmawiał później m.in. z Zastępcą Rzecznika Praw Obywatelskich, która następnie cytowała fragmenty rozmowy z zatrzymanym. Z prokuratorskiej praktyki wynika, że czasami tak zachowują się osoby podejrzane, próbujące w ten sposób uniknąć wykonania czynności procesowych z ich udziałem”.

Dość osobliwe rozumowanie, bo z tego, że ktoś później powrócił do poprzedniej aktywności, nie wynika, że wcześniej był w tym stanie. A p. Wąsik: „Wchodzi Adam Bodnar – Roman Giertych przytomny, wchodzi obrońca nadal przytomny. Wchodzi prokurator – Roman Giertych traci świadomość. Nie z nami te numery”. Faktycznie, nie te numery z p. Wąsikiem (ach, ten pląsik), skoro pomylił p. Bodnara z kimś innym.

Jest coś wspólnego w obu przypadkach, nie tylko to, że są groźne dla szeroko rozumianego bezpieczeństwa państwa. Oto p. Morawiec wytoczyła p. Ziobro proces o naruszenie dóbr osobistych. „Traf” sprawił, że rozprawa w sprawie odebrania p. Morawiec immunitetu sędziowskiego odbyła się niedługo przed rozpatrywaniem apelacji złożonej przez p. Ziobro.

Złożono wniosek o wyłączenie p. Tomczyńskiego, uzasadniając to możliwym brakiem jego obiektywności, ale to nie skutkuje wstrzymaniem postępowania. Pan Tomczyński skorzystał z tego i wydał orzeczenie, ale gdyby miał elementarne poczucie przyzwoitości, sam wyłączyłby się. Widocznie czas naglił, więc stało się, tak jak się stało.

Sprawa będzie dalej rozpatrywana przez Izbę Kontroli Społecznej i Spraw Nadzwyczajnych, ale niezależnie od wyniku jest oczywiste, że intencją majstrów od afery z p. Morawiec było stworzenie podstawy dla powiedzenia: „Patrzcie, i taka osoba ma czelność zarzucać Panu Ministrowi, że naruszył jej dobra osobiste”.

Czytaj też: Porażka prokuratury w sprawie, w której zatrzymano Giertycha

Szeroko rozumiane bezpieczeństwo, czyli TKM

Nawet jeśli to nie wpłynie na sąd, jaką radochę będą mieli PolJacy wszystkich stanów. Pośpiech był również bardzo ważny w sprawie p. Giertycha. Cała szopka z jego zatrzymaniem, skuciem przed budynkiem sądu i przeszukaniem miała miejsce dzień przed posiedzeniem sądu w sprawie biznesmena bronionego przez p. Giertycha. Wedle krążących informacji na rozprawie miały być ujawnione materiały obciążające osoby z PiS-owskiego topu.

Do rozprawy nie doszło, ale rzecz skomplikowały wyżej opisane fakty w szpitalu i brak zgody sądu na tymczasowy areszt kilku zatrzymanych. Wedle domysłów dziennikarzy Niezwykły Wicepremier, nadzorca tzw. resortów siłowych, wiedział o planach wobec p. Giertycha i je aprobował. Najwyraźniej kierował się chęcią zemsty osobistej na p. Giertychu za zdradę w 2007 r., podobnie jak p. Zbyszek (pardon za poufałość) mści się na p. Morawiec za pozew o ochronę dóbr osobistych i może na sędziach, którzy nie podzielili jego imaginacji o śmierci jego ojca.

To daje pewien klucz dla rozumienia zakresu szeroko rozumianego bezpieczeństwa jako terenu, na którym znane hasło „Teraz, k***a, my” może być realizowane bez przeszkód. W punkcie docelowym być może publikowanie (lub nawet pisanie) takich felietonów jak ten uzna się za zagrażające bezpieczeństwu państwa. I chwała p. Dudzie, że walnie przyczynił się do zaistniałej sytuacji przez ułaskawienie p. Kamińskiego i p. Wąsika oraz mianowanie sędziów à la p. Tomczyński.

Jazgot mediów wspomnianych w pierwszym akapicie na temat p. Morawiec i p. Giertycha świadczy, że celem CBA i prokuratury nie było ustalenie stanu faktycznego, ale zgoła coś innego. Tak też trzeba rozumieć oświadczenie p. Lichockiej, ulubienicy p. Kaczyńskiego (i wzajemnie): „Ja też cieszę się, że Roman Giertych dobrze się czuje, jak informują lekarze. Jego stan zdrowia jest dobry – tak że mam nadzieję, iż będzie mógł usłyszeć dzisiaj zarzuty” – p. Joasia nie cieszy się z byle czego, a operuje palcem wskazującym z nader istotnych powodów.

Mówiąc poważniej, wielokrotnie okazywana niechęć p. Kaczyńskiego do prawników (z wyjątkiem prokuratorów, rzecz jasna) zaczyna skutkować atakiem na korzenie państwa prawa. Pan Ziobro pomaga ze wszystkich sił w tej zbożnej akcji, przygotowując ustawę, w myśl której niespolegliwy sędzia może być delegowany z Przemyśla do Szczecina, aby wykonać polecenie tamtejszego prokuratora, np. w sprawie pozbawienia adwokata z Cieszyna prawa do wykonywania zawodu.

Czytaj też: Ewolucja Romana Giertycha

Mądrość i głupota. Głównie to drugie

Dotąd ilustrowałem tytułowe powiedzenie przykładami oznajmień wyrażających niektóre zasady rządów tzw. dobrej zmiany i jej najemników, np. prokuratorskich. Można np. powiedzieć tak: „Jeśli mściwa głowa, to nienawistna mowa”. Teraz czas na facecje bardziej odpowiadające aforyzmowi „Qualis vir, talis oratio” – umieszczanemu w zbiorach sentencji łacińskich w rubryce „Mądrość i głupota”.

Dalej będę ilustrował drugą ewentualność. Oto słowa p. Sasina: „Oczywiście występują problemy. Tym problemem jest chociażby zaangażowanie personelu medycznego, lekarzy. Niestety występuje taki problem, jak brak woli części środowiska lekarskiego. Chcę to podkreślić wyraźnie, części. Oczywiście bardzo wielu lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego z wielkim poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, ale część tych obowiązków wykonywać nie chce”.

Słowa te wzbudziły szereg negatywnych komentarzy, ale p. Sasin, wspomagany przez p. Terleckiego i TVP Info (reportaż sporządzony przez red. Węża o tym, jak lekarze się migają), dalej swoje. Nie zauważył, że wprawdzie wojewodowie, np. Książę Pan Radziwiłł, kierują lekarzy do opieki nad chorymi na covid-19, ale nieskutecznie – z uwagi na to, że skierowani nie mogą tego zrealizować, z tego prostego powodu, że muszą pełnić inne obowiązki lekarskie, są emerytami itd. Ale Szlachetnie Urodzony zapewnia, że „idzie nam to całkiem nieźle”. Jasne, że jakiś procent lekarzy się uchyla, ale to normalne w populacji statystycznej (w Polsce jest 180 tys. lekarzy, w tym 40 tys. dentystów). Pan Sasin ma, jak dokumentują fotografie, głowę dużą, ale chyba pustą i otwartą na przestrzał.

Pan Schreiber (w związku ze śmiercią trojga nauczycieli): „Na razie nie ma takiej decyzji [o zamknięciu szkół], z wielu powodów. Natomiast łącząc się w bólu z rodzinami ofiar […] pamiętajmy też, że pedagodzy giną np. w wypadkach samochodowych”. Ludzki gość z p. Schreibera, nawet łączy się w bólu. Chyba mu jednak całkowicie odbiło po tym, jak (jeszcze) Zwykły Poseł dopuścił go do konfidencji w Sejmie i pozwolił usiąść obok siebie.

A teraz p. Karczewski ze znakomitą receptą: „Jedno jabłko z wieczora – i nie ma doktora”, okrzykiem: „Jestem oburzony uwagami młodych lekarzy, którzy mówią, że podawane są sfałszowane dane. To o krok za daleko. Wszystkie dane są prawdziwe i absolutnie miarodajne”, oraz stwierdzeniem: „W jednym ze szpitali covidowych oferuje się anestezjologom pensję w wysokości nawet 50 tys. zł netto”. Gdzie ten facet żyje?

I jeszcze p. Niedzielski: „Jestem przerażony brakiem odpowiedzialności osób prześcigających się w pomysłach na obejście obowiązujących obostrzeń. Nie szkodzicie tylko sobie, ale narażacie na niebezpieczeństwo innych – szczególnie osoby z grup ryzyka. To skrajny egoizm. […]. Nie zamkniemy cmentarzy w dniu 1 listopada”. Odpowiedzialnością zrzucaną na obywateli zajmę się w kolejnym felietonie, natomiast pomysł z cmentarzami może być skwitowany tak: „Jeśli bezmyślna głowa, to i taka mowa”. Trzeba jednak dodać, że moralnie obrzydliwa, podobnie jak inne cytowane powyżej (i niżej).

Czytaj też: Sasin idzie na wojnę z lekarzami. To głupie i niesprawiedliwe

I znowu Kur wie lepiej

Na koniec p. Broda, profesor fizyki, ujawnia „ojciec resortowego dziecka, Andrzeja Morozowskiego, Mieczysław (właśc. Mozes Mordka, syn Judka i Maszy) był związany z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego i prowadzący dziennikarz [Morozowski właśnie] pominął z premedytacją tę sentymentalną kwestię”. Podobne doniesienia składał red. Kur w 1968 r. Tedy tradycja szperania w narodowościowym życiorysie ma długą Brodę w Polsce – i znowu Kur wie lepiej, podobnie jak p. Wąż (współczesny Kur, chociaż w innej branży).

A jak by to było cudownie, gdyby np. 60 proc. „leniwych” lekarzy, których wytropił p. Wąż, prowadząc rozmowy z przygodnymi ludźmi spotkanymi na ulicy, miało żydowskie pochodzenie. Dwa w jednym – wystarczy poczytać internet, aby przekonać się o tęsknocie „prawdziwych” Polaków do takiego stanu rzeczy – jeden z nich ostatnio napisał do mnie: „Parch szczeka, a jak (pan) jadę dalej”.

Dla jasności, p. Broda murem stoi za Jarosławem Kaczyńskim (to tytuł jednego z jego utworów). Tzw. dobra zmiana ma silne zaplecze „obywatelskie”. I może na nie liczyć jak na Zawiszę (Brunatnego).

Czytaj też: Totalny odlot tzw. dobrej zmiany w kierunku PRL

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną