Kraj

Kiedy wyrok aborcyjny mógłby być „non est”

Protest przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Protest przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta
Trybunał w składzie z tzw. dublerami wydał wyrok aborcyjny. Czy istnieje rozwiązanie prawne, które mogłoby doprowadzić do uznania go za „non est”?

Stowarzyszenie sędziów Iustitia wydało stanowisko w związku z wyrokiem Trybunału Julii Przyłębskiej. Wzywa sędziów, by mimo grożących im sankcji dyscyplinarnych i karnych, wynikających z ustawy kagańcowej, „dokonywali oceny istnienia i skuteczności orzeczenia TK, w którego składzie zasiadały osoby wybrane na wcześniej obsadzone miejsce”. Czyli dublerzy. W składzie z dublerami Trybunał wydał wyrok aborcyjny.

Czytaj też: Stan wyjątkowy lada dzień. Czy to realny scenariusz?

Heroiczni sędziowie i wyroki dublerów

Taki apel płynący z samego środowiska jest wyjątkowo dramatyczny i heroiczny. Heroiczny, bo groźba utraty prawa do orzekania za kwestionowanie legalności powołania sędziów jest niezwykle realna. Mamy przecież pierwszą ofiarę: olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna, zawieszonego bezterminowo w obowiązkach za dążenie do ujawnienia list poparcia do stworzonej przez obecną władzę neo-KRS. Właśnie za swoją niezłomność otrzymał tegoroczną nagrodę im. Anny Laszuk Radia TOK FM.

Dalej Iustitia proponuje rozwiązania na przyszłość: zmianę konstytucji, rozwiązanie Trybunału Julii Przyłębskiej, Trybunału Stanu oraz powołanie w ich miejsce nowego ciała – Trybunału Rzeczpospolitej. A także przywrócenie zasady, że sędziów do KRS wybierają sędziowie, a nie politycy.

Warunki do zmiany konstytucji zapewne szybko nie zaistnieją, a jeśli zaistnieją, to nie wiadomo, jaka władza będzie ją przeprowadzać i w jakich celach. Dlatego dzisiaj trzeba się skupić na tym, co wykonalne i zgodne z prawem. A takim jest – moim zdaniem – postulat formalnego uznania wyroków wydanych z udziałem dublerów za – jak mawia sam prezes Kaczyński – „non est” (nieistniejące). Wszystkich – od początku orzekania dublerów w grudniu 2016 r. Niezależnie od tego, czy rozstrzygnięcia wydane z ich udziałem uznajemy za społecznie dobre, czy złe. Tylko taki mechanizm jest praworządny. Sytuacja jest w tej chwili tak dynamiczna, że obecna władza mogłaby na to w ostateczności pójść.

Czytaj też: Nadciąga wojna kaczyńsko-polska?

Co może być „non est”?

Kuszący jest postulat „ulicy”: by całość działalności Trybunału Przyłębskiej uznać za „non est”. Argumentem jest podważanie legalności powołania Julii Przyłębskiej na urząd prezesa. Ta bezprawność wynika z tego, że dokonano tego na podstawie przepisów, które dopiero dwa tygodnie później weszły w życie. I nie było formalnego wniosku sędziów TK o przedstawienie jej kandydatury prezydentowi.

Ale z bezprawności powołania nie wynika automatycznie bezprawność wszystkich działań kierowanego przez nią Trybunału. Warto przypomnieć, że w 2018 r. ten sam TK uznał, że trzech ostatnich prezesów Sądu Najwyższego wybrano na podstawie niekonstytucyjnych (zdaniem Trybunału Przyłębskiej) przepisów. I co? Nikt, łącznie z PiS, nie zakwestionował z tego powodu ani orzecznictwa SN wydanego w ciągu ostatnich kilkunastu lat, ani nawet nie usunął prof. Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska. Słusznie, bo formalny wpływ prezesa SN czy TK na orzeczenia, w których nie biorą udziału osobiście, nie powoduje bezprawności. A jeśli biorą – to przecież nikt nie podważał ich statusu sędziego. Podobnie nikt nie kwestionuje prawomocności powołania Przyłębskiej na sędzię TK.

Reasumując: prawnych powodów do zakwestionowania całej działalności Trybunału Przyłębskiej nie ma. Mimo że jest wiedzą powszechną, że orzeka zgodnie z wolą partii rządzącej. A to, czym i kiedy się zajmie oraz co ma orzec, wynikać może z kontaktów bilateralnych realizowanych na linii prezes–prezes. Dowody? Oprócz wypowiedzi samego Kaczyńskiego o biesiadowaniu z Przyłębską mamy dokument autorstwa dublera Mariusza Muszyńskiego o zasadzie zmiany składów sądzących w celu sprawniejszego uzyskania orzeczenia. I publiczne wyznanie w tej sprawie innego dublera: Jarosława Wyrembaka.

Czytaj też: W pandemii wyszło na jaw, że władza PiS jest amoralna

Argument z Krystyną Pawłowicz

Jednak brak niezawisłości nie jest przewidzianą w prawie przesłanką do uznania nieważności wyroku. Dlatego także argumenty, że wyrok aborcyjny jest nieważny, bo brała w nim udział była posłanka Krystyna Pawłowicz, która w poprzedniej kadencji podpisała się pod identycznym wnioskiem do TK, też nie jest prawną przesłanką do podważenia werdyktu. Jest prawną przesłanką do wyłączenia jej ze składu, ale o tym zawsze decyduje Trybunał. W przeszłości wiele razy mieliśmy do czynienia z żądaniami wyłączenia sędziów z powodu braku obiektywizmu – że przypomnę próbę wyłączenia blisko połowy składu sądzącego nowelizację ustaw lustracyjnych w 2007 r. przez posła Arkadiusza Mularczyka. Wtedy TK przyjął zasadę, że każdy sam decyduje, czy w danej sprawie stać go na bezstronność. Co notabene nie było chyba najszczęśliwsze.

Argument dotyczący udziału Pawłowicz w orzeczeniu aborcyjnym to pretekst, by uznać za „non est” tylko jeden wyrok wydany z udziałem dublerów w sytuacji, gdy wszystkie takie wyroki należy odrzucić. Ale dla polityków to za trudne. Więc wybierają wariant oparty na zasadzie: „nie musi być w zgodzie z prawem, jeśli jest słusznie”. Nie idźmy tą drogą. Prowadzi tam, gdzie jesteśmy dzisiaj.

Czytaj też: Znowu nie docenili gniewu kobiet i dolewają benzyny do ognia

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Zimna woda zdrowia doda

Pierwszy raz mors wchodzi do zimnej wody z ciekawości, drugi – na przekór sobie, a trzeci – z przyzwyczajenia.

Agnieszka Kulawiak
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną