„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Czyj jest las? Dlaczego mapa wycinek zezłościła leśników?

Od jakiegoś czasu ludzie angażują się w sprawy miast, powstały ruchy miejskie, a ostatnio coraz częściej zajmują się też lasami. Od jakiegoś czasu ludzie angażują się w sprawy miast, powstały ruchy miejskie, a ostatnio coraz częściej zajmują się też lasami. marcinjozwiak / Pixabay
Rozmowa z Martą Jagusztyn z inicjatywy „Lasy i Obywatele” o tym, jak w Polsce zmienia się postrzeganie lasu i dlaczego leśnikom tak trudno to zrozumieć.
Marta Jagusztyn z inicjatywy „Lasy i Obywatele”Arch. pryw. Marta Jagusztyn z inicjatywy „Lasy i Obywatele”

AGNIESZKA MAZURCZYK: Jak się zaczęła pani walka o las?
MARTA JAGUSZTYN: Zaczęłam od ochrony, razem z innymi mieszkańcami, lasu w Szuminie w Nadbużańskim Parku Krajobrazowym, gdzie teraz mieszkam. Na tych doświadczeniach powstała ogólnopolska inicjatywa „Lasy i Obywatele”. Wspieramy ludzi, którzy chcą chronić lasy, badamy ten ruch i proponujemy rozwiązania systemowe.

Na czym dokładnie polegają działania „Lasów i Obywateli”?
Przede wszystkim można się do nas zwrócić o pomoc, jeśli chce się mieć wpływ na to, co dzieje się w lasach. Niczego nie robimy za zainteresowanych, pokazujemy tylko, co można zdziałać. Żeby zatrzymać wycinkę w Szuminie, musieliśmy nauczyć się szybko wielu dość hermetycznych rzeczy. Jeśli człowiek ma się przez to wszystko przegryźć sam, okaże się to trudne i zniechęcające. Dlatego na początku stworzyliśmy mapę obywatelskich inicjatyw leśnych, czyli narzędzie informujące, gdzie w Polsce ludzie angażują się w ochronę lokalnego lasu. Chcieliśmy pokazać, jaka jest skala zjawiska, ale też połączyć różne osoby.

W 2017 r. inicjatyw w obronie lasów było dziewięć, teraz jest ponad 220. Co spowodowało taki wzrost?
Pandemia, zmiany klimatyczne...

Nigdzie nie jesteśmy bezpieczni

O zmianach klimatycznych wiedzieliśmy już trzy lata temu i jakoś nie nastąpił wybuch zaangażowania.
Tak, wiedzieliśmy, ale do mnie też jakoś dopiero niedawno dotarło, że koniec mojego życia może być trudny, ludzie, którzy teraz są dziećmi, będą mieli znacznie gorszą starość w związku z tym, że będą nawiedzać nas susze, upały, będziemy doświadczać niepokojów związanych ze zmianami klimatu. A do tego mogą nas dręczyć pandemie. Wcześniej jakoś do mnie to nie docierało. Miałam do czynienia z pandemią SARS w 2003 r., mieszkałam wtedy w Pekinie, ale wydawało mi się, że to dotyczy tamtego kawałka świata. Że to oni mają problem. A gdy wrócę do domu, zostawię to za sobą i będę bezpieczna. Teraz się okazuje, że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni.

Czyli bronimy lasów ze strachu przed zmianami klimatycznymi.
Tak, ale nie tylko. Generalnie na całym świecie rośnie zaangażowanie i aktywizm w lokalne sprawy. Tygodnik „The Economist” przygotowuje co roku rozbity na kilka składowych tzw. Indeks Demokracji. Jednym z jego elementów jest partycypacja w życiu publicznym, społecznym. I o ile większość tych demokratycznych składników spada, o tyle ten związany z aktywizmem rośnie. Ludzie coraz częściej wychodzą na ulice i protestują w różnych sprawach albo po prostu zaczynają naprawiać najbliższą rzeczywistość. Zorientowali się, że nie wystarczy wybrać polityków i oddać wszystkie sprawy w ich w ręce, bo życie publiczne tak nie działa.

Od jakiegoś czasu ludzie angażują się w miastach, powstały ruchy miejskie, a ostatnio coraz częściej zajmują się też lasami. Zobaczyliśmy, że jeśli sami tego nie zrobimy, to decyzje podejmowane o lesie niby w naszym imieniu nie będą wcale służyć naszemu interesowi.

Czytaj też: Klimatyczny bilans. Jest źle, pandemia nie pomogła

Kogo oburza mapa wycinki

Wróćmy do tego, co robicie jakoLasy i Obywatele”.
Jak wspominałam, budujemy narzędzia, które ułatwiają zaangażowanie się. Na drugiej naszej mapie były rębnie ujęte w bieżących planach urządzenia lasu. Mapa pomaga zrozumieć, co planują leśnicy.

To ta mapa tak ostatnio oburzyła Lasy Państwowe?
Tak, ale nie do końca rozumiem dlaczego: pokazaliśmy to samo co serwis Lasów Państwowych, ale w bardziej zrozumiały sposób. Opracowaliśmy tę mapę bardzo starannie z informatykiem Grzegorzem Jakackim i przyrodnikiem Pawłem Pawlaczykiem. Pracowaliśmy w ramach wolontariatu, pro bono. Lasy Państwowe zarzuciły nam, że Polacy są oszukiwani, bo mapa rzekomo sugeruje więcej wycinek, niż zaplanowano. Uważamy ten zarzut za absurdalny. Mapa wiernie odzwierciedla plany publikowane przez LP m.in. na portalu Bank Danych o Lasach. Gdy cierpliwie poklikasz, uzyskasz te same informacje co u nas, tyle że podane w trudny i nieczytelny sposób.

LP zarzuciły nam ponadto, że wyróżniliśmy działki, na których tylko część drzew zostanie wycięta. Sęk w tym, że identyczny poziom szczegółowości prezentuje Bank Danych o Lasach – tam też nie widać, czy wycinki mają dotyczyć wschodniej, czy południowej części działki. Tak szczegółowe informacje nie są przez LP udostępniane. A powinny.

Gdyby ludzie czuli się dobrze poinformowani, nasza mapa przeszłaby bez echa. Tymczasem informacji brak, a leśnikom się nie ufa. Stąd skala odzewu społecznego. Histeryczna reakcja Lasów Państwowych pokazuje syndrom oblężonej twierdzy, która zmobilizowała się i włożyła masę publicznych pieniędzy w to, by stawiać nam zarzuty. Komunikat o tym, że rzekomo manipulujemy opinią publiczną, wydała Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych, a część nadleśnictw powtórzyła to na swoich fanpage’ach na Facebooku. Podjęliśmy kroki prawne, bo z oskarżeniem o manipulację przeholowali. A o dokładne dane o rębniach, które nie są publicznie dostępne, zawnioskowaliśmy na podstawie prawa dostępu do informacji o środowisku.

Czytaj też: Jak skutecznie gospodarować lasami

Jak rozmawiać z leśnikami

Jak wygląda dialog obywateli i leśników?
Leśnicy mają swój język i uważają, że wszyscy powinniśmy o lesie mówić tak jak oni. A to wcale nie jest język, który obrazuje, jak ludzie postrzegają las i jakie wartości w nim widzą. Kiedy np. leśnicy mówią o „odnowieniu lasu”, to znaczy, że wytną stary las i posadzą nowe drzewka. Albo „lasem” nazywają zrąb, na którym aktualnie nic nie rośnie. To dla ludzi absurdalne.

Kultura instytucji LP sprawia, że za standardowe spotkanie z mieszkańcami uważa się takie, na którym leśnik wyjaśnia, a ludzie słuchają. I w dodatku wychodzi na to, że wszystko, co leśnicy robią w lesie, robią najlepiej. W LP panuje mit trwale zrównoważonej gospodarki leśnej, choć w opinii wielu obserwatorów o żadnej równowadze mówić nie można. „Dialog ze społeczeństwem” to fasada. Z wieloma leśnikami udało mi się sensownie rozmawiać, ale zwykle poza protokołem.

To może problem leży nie w leśnikach, tylko w samej instytucji, która w zhierarchizowaniu i postępowaniu trochę przypomina Kościół.
Lasy Państwowe rzeczywiście są jak Kościół w tym znaczeniu, że kontakt z przyrodą jest dla ludzi bardzo ważny, dla wielu z nich to wręcz egzystencjalna potrzeba. Kościół narzuca i kontroluje np. to, w jaki sposób powinniśmy rozumieć miłość, rodzinę, sens życia itd. Lasy Państwowe też próbują definiować nasz kontakt z naturą. Do tego dochodzi ten fachowy język, który – jak kiedyś łacina w Kościele – jest sposobem na utrzymanie władztwa. Kiedy ludzie czegoś nie rozumieją, łatwiej utrzymać status quo.

Lasy Państwowe są instytucją, nad którą nie ma prawdziwej kontroli. Chociaż teoretycznie kontrola polityczna jest im narzucona, to w praktyce LP dogadują się z każdą władzą. Na poziomie lokalnym budują swoją siatkę wpływów. Wśród leśników jest wielu radnych. LP są fundatorami inwestycji. By zbudować poparcie, wspierają ochotnicze straże pożarne, koła gospodyń wiejskich. A potem wykorzystują tę zależność samorządów i organizacji. Jak podczas ostatnich konsultacji unijnej Strategii Leśnej i celów Strategii Bioróżnorodności 2030. Lasy Państwowe głosowały przeciw ochronie przyrody i namawiały intensywnie te organizacje lokalne i samorządy, które wcześniej otrzymały od LP wsparcie, by zagłosowały tak jak one.

Mając kontrolę nad ponad jedną czwartą powierzchni kraju, Lasy budują swoją pozycję. Najważniejsze dla nich nie jest nawet priorytetyzowanie funkcji produkcyjnej lasu, tylko utrzymanie nad nim władzy.

Czytaj też: Jak ludzie radzili sobie z kryzysem klimatycznym?

Po co nam lasy?

Władzy i profitów.
To jest taki system, do którego jak już wejdziesz, to musisz go bronić, bo rzeczywiście zapewnia ci masę profitów. Człowiek zyskuje stałą, bardzo dobrze płatną pracę, możesz sobie kupić fajną leśniczówkę za kilka procent wartości. I to są korzyści, z których można czerpać, jeśli jest się lojalnym wyznawcą tego systemu. Tyle że równocześnie środowisko pracy w LP jest bardzo trudne. To hierarchiczna, autorytarna struktura, w której jest się przesuwanym jak pionek.

Jak las powinien wyglądać zdaniem obywateli, a jak widzą go leśnicy?
Należałoby to zbadać, sprawdzić, czym jest las dla różnych grup. Z mojego doświadczenia wynika, że obywatele i obywatelki w dużej mierze chcieliby, żeby las był dla nich miejscem wytchnienia. Widzą stan środowiska i chcieliby zostawić naturze trochę miejsca, by mogła się zregenerować. Nie negują funkcji produkcyjnej lasu, ale rozumieją też, że las ich chroni w dobie zmian klimatycznych.

Zresztą nasze rozumienie różnych funkcji lasu ewoluuje. Dwa miesiące temu w Wielkiej Brytanii pod kierownictwem Partha Dasgupty, ekonomisty z Cambridge University, powstał raport „Ekonomika bioróżnorodności”. Mówi on o tym, że ekonomia i gospodarka nie istnieją w oderwaniu od natury i ekologii, a pomijanie tego, gdy podejmuje się decyzje dotyczące polityk publicznych, to wielki błąd. Prof. Dasgupta z zespołem piszą wyraźnie, że zasoby przyrody to nasze aktywa, a bioróżnorodność jest wartością samą w sobie. Tak jak zróżnicowanie portfela inwestycji finansowych redukuje ryzyko i niepewność, tak zróżnicowanie naturalnych zasobów, czyli bioróżnorodność, wzmacnia odporność natury na wstrząsy, jej zdolność, by podnosić się i adaptować do kryzysów.

Lasy Państwowe tkwią zaś w przekonaniu, że możemy naturę non stop eksploatować i nie musimy się nad tym zastanawiać. W odpowiedzi na zmiany klimatyczne słyszymy, że będziemy sadzić więcej drzew liściastych. Dla mnie to trochę za mało jak na strategię przystosowania się do zmian klimatycznych. Brak w Polsce poważnej debaty o korzyściach, jakie ludzie czerpią z lasu – o tym, że produkuje tlen, zapewnia retencję wody, chroni przed suszą, przed upałem, że kreuje mikroklimat, wreszcie pomaga naszej psychice, bo człowiek może się w lesie wyciszyć. Nie rozmawia się o tym, że to wszystko są ważne wartości i usługi ekosystemowe, które można wycenić. Ekonomiści wykazują, że dziś ta ekosystemowa czy społeczna wartość lasów jest często wyższa niż to, co zyskujemy ze sprzedaży drewna.

Na szczęście postawy się zmieniają. Ludzie chcą zachować lasy, regularnie je sprzątają, domagają się dyskusji, jak zachować równowagę między różnymi funkcjami lasu i mądrzej niż obecnie wypełniać ich funkcję gospodarczą. Odzew po publikacji drugiej mapy przerósł nasze oczekiwania. Tygodniowo zgłaszają się do nas setki osób, dla których ochrona lasów jest na tyle ważna, by wkładać w nią swój prywatny czas, pracę i zaangażowanie.

Posłuchaj: Zielony Ład. Czy pokonają go węglowi populiści?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną