Kraj

Kulisy kryzysu w Platformie Obywatelskiej

Borys Budka i Grzegorz Schetyna w Sejmie, marzec 2020 r. Borys Budka i Grzegorz Schetyna w Sejmie, marzec 2020 r. Mateusz Włodarczyk / Forum
Odmłodzone władze nie dodały partii wigoru, a odstawieni na boczny tor „starzy” działacze dodatkowo zaogniają sytuację. Partią targają konflikty, spór z Lewicą narasta, sondaże lecą na łeb, na szyję, a PiS szykuje kolejny polityczny reset. Czy dla wyborców PO może być jeszcze atrakcyjna? Tekst Malwiny Dziedzic z środę w tygodniku „Polityka” i we wtorek na Polityka.pl.

O tym, że po ponad 15 latach wylatuje z partii, poseł Ireneusz Raś dowiedział się od… „Polityki”. Paweł Zalewski, którego również usunięto z szeregów Platformy, doczekał się chociaż telefonu od sekretarza generalnego PO Marcina Kierwińskiego. Obaj byli zaskoczeni; nie spodziewali się aż tak nerwowej reakcji ze strony przewodniczącego Budki i to w sytuacji, kiedy Platformą targają wewnętrzne konflikty, spór z Lewicą narasta, sondaże spadają na łeb, na szyję, a PiS szykuje kolejny polityczny reset.

Owszem, krytykowali działania partii i jej szefa, ale nie oni jedni, poza tym – jak przekonują – robili to w dobrej wierze, ponieważ nie mogli patrzeć, jak największa formacja opozycyjna traci i wyborców, i wiarygodność. Nikt z nimi wcześniej nie rozmawiał, nikt nie poinformował nawet, że zarząd zbiera się, by decydować o ich członkostwie; nie znali zarzutów, nie mieli możliwości obrony. – Kiedy są tak słabe sondaże, rozpoczyna się dyskusję, a nie usuwa tych, którzy wzywają partię do reformy. Krytyka jest w takich momentach potrzebna, bo najgorsze to trwanie i próba przeczekania – tłumaczy poseł Raś. – To wyraz niedojrzałości przewodniczącego, który nie rozumie powagi sytuacji, w jakiej się znajduje. Kiedy ma się 30 proc. poparcia i kogoś się wyrzuca, to daje efekt dyscyplinujący. Ale jak się ma 12 proc., to efekt jest demoralizujący – mówi poseł Zalewski.

Było piątkowe popołudnie, następnego dnia Zjednoczona Prawica miała prezentować Polski Ład – nieoficjalnie: nowy wyborczy program PiS, preludium do ewentualnych wcześniejszych wyborów. Można było śmiało zakładać, że wydarzenie na co najmniej kilka dni zogniskuje uwagę opinii publicznej. Ale władze Platformy miały poczucie, że sprawa jest „odhaczona”: w ciągu dnia zorganizowano cztery konferencje prasowe, w media społecznościowe wpuszczono prześmiewczy hasztag („#NieładPiS”), działaczom rozesłano slajdy z podsumowaniem dotychczasowych obietnic rządzących i polecono kolportować je w internecie. Tak oto można było się zabrać za „wiosenne porządki” – jak zaufani Budki określają akcję czyszczenia szeregów z niepokornych posłów.

Zwołano zdalny zarząd, który miał udowodnić, że Budka wcale nie jest słabym przewodniczącym i że „on także potrafi walnąć pięścią w stół”. – Chcą mieć twardą rękę, to będą ją mieli – słychać było na piątym piętrze Czytelnika, gdzie na co dzień urzędują władze PO. – Schetyna dostał jasny sygnał.

Bo w tym wszystkim wcale nie chodziło o jedną czy drugą krytyczną wypowiedź Rasia bądź Zalewskiego, ale właśnie o byłego przewodniczącego – to on jest głównym adresatem ruchu Budki.

Tekst Malwiny Dziedzic z środę w tygodniku „Polityka” i we wtorek po południu na Polityka.pl.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Smartfonowa rewolucja według Wiśniewskiego

Czy świat wszechobecnych i wszechmocnych smartfonów jest tym, o czym marzyliśmy? A bezprzewodowa ewolucja stale przyspiesza.

Mariusz Herma
19.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną