Kraj

Historia „Dzikiego” i „Słowika” (Odc. 1)

Brunatny Dolny Śląsk. Historia „Dzikiego” i „Słowika” (Odc. 1)

Kwiecień 2018 r. Doprowadzenie Krzysztofa S. do wałbrzyskiej prokuratury Kwiecień 2018 r. Doprowadzenie Krzysztofa S. do wałbrzyskiej prokuratury Jacek Zych / Forum
Polska usłyszała o nich po reportażu TVN z „urodzin Hitlera”. Po wakacjach mają stanąć przed sądem z zarzutami propagowania faszyzmu i nawoływania do nienawiści. Ale ich historia zaczyna się dużo wcześniej.

Dolnośląskim nazistom ABW na głowę ściągnął koncert z Grodziszcza z marca 2017 r. To wieś pod Świdnicą. Nagrania z tego występu pokazał słynny reportaż „Superwizjera” TVN o nazistach świętujących „urodziny Hitlera”. Według ustaleń śledczych na imprezach hajlowano, wznoszono okrzyki ku czci Hitlera i Rudolfa Hessa, wywieszano banery międzynarodowej neonazistowskiej organizacji przestępczej Krew i Honor, a uczestnicy byli wytatuowani w emblematy nazistowskie, w tym swastyki i symbole SS.

Koncert odbył się w należącej do gminy świetlicy, co ciekawe, tylko półtora kilometra od pałacu w Krzyżowej. Tam w 1940 r., w majątku Helmutha Jamesa von Moltke, zawiązała się opozycyjna wobec Hitlera grupa. Jej liderzy, w tym sam hrabia, po aresztowaniu zostali w 1945 r. przez nazistów powieszeni. Dziś działa tam fundacja budująca porozumienie między narodami. Tymczasem tuż obok zagrały w 2017 r. Oidoxie (filar niemieckiego odgałęzienia Krwi i Honoru), saksoński Brainwash, szwajcarski Amok oraz nazistowska i banderowska Sokyra Peruna (ukr. Topór Peruna). Do tego polski Obłęd.

Wielka akcja policji i służb

Kolejna neonazistowska impreza miała odbyć się w kwietniu 2018 r. w Dzierżoniowie. Data nie była przypadkowa, 20 kwietnia wypadają urodziny Hitlera. Do koncertu ostatecznie nie doszło. Imprezę, w której brało udział ponad 200 nazistów z Polski i krajów sąsiednich, przerwała największa w ostatniej dekadzie interwencja służb.

Wzięło w niej udział 300 policjantów i agentów, dwa helikoptery i oddział antyterrorystów z Wrocławia. Funkcjonariusze weszli jednocześnie do kilku mieszkań na terenie dolnośląskich miast: Dzierżoniowa, Bielawy, Świdnicy i Strzegomia. Aresztowano organizatorów koncertu, noszących pseudonimy „Słowik” i „Dziki”.

Usłyszeli pięć zarzutów. „Wszystkie zarzuty dotyczą organizowania i uczestnictwa w koncertach zespołów neonazistowskich, w trakcie których podejrzani mieli publicznie propagować faszystowski ustrój państwa oraz nawoływać do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych” – tłumaczył Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Niecały rok później agenci ABW wkroczyli i dokonali przeszukania domu „Kadiego”, kolegi „Słowika” i „Dzikiego”. Jemu i trzem innym członkom zespołu Obłęd, w tym „Czerwonemu” i „Jaworowi”, przedstawiono zarzuty nawoływania w tekstach do nienawiści motywowanej kolorem skóry i wyznaniem. Wszystkim oskarżonym grozi do dwóch lat więzienia.

„Słowik” uważa się za patriotę. Twierdzi, że „nie miało miejsca propagowanie żadnego ustroju totalitarnego, impreza miała charakter zamknięty, prywatny i nikt postronny nie miał tam wstępu. (…) Muzycy poprzez swoje teksty przekazywali treści tożsamościowe i antyszowinistyczne, co potwierdza różnorodność uczestników. Byli tam goście ze wszystkich krajów europejskich, przebieg imprezy odbywał się we wzajemnym szacunku i integracji, zacierając w ten sposób uprzedzenia i waśnie historyczne”.

Kim są „Dziki”i „Słowik”? Jakie mają korzenie? Jaką działalność prowadzili? Przyjrzyjmy się ich historii.

Czytaj też: Polski toast za Hitlera

Historia „Dzikiego i „Słowika”

Kluczowe są tu małe miejscowości: Świdnica, Jawor, Dzierżoniów i Bielawa. Z pierwszej wywodzą się przede wszystkim naziblackmetalowcy, z kolejnych raczej naziskinheadzi. To tu narodzi się na nowo polskie odgałęzienie organizacji Krew i Honor (o jej pierwszym wcieleniu napiszemy w kolejnych odcinkach).

Z Jawora pochodzi neonazistowski zespół Nowy Ład. Skład: Maciej J. „Jawor” (perkusja), Wojciech M. „Czerwony” (perkusja) i Robert O. „Kadi” (bas i wokal). Dwaj ostatni grali wcześniej w słynnym zespole Konkwista 88. Po jej rozpadzie stworzą z „Jaworem” Obłęd. Z kolei w Dzierżoniowie i Bielawie działają chuligani związani z lokalnymi klubami piłkarskimi oraz grupą Reichenbach Schutzstaffeln (lub Reichenbach Skinheads). Reichenbach to przedwojenna, niemiecka nazwa Dzierżoniowa.

Szybko wybija się w tym towarzystwie Piotr G. „Dziki”. Zaczyna jako punk jeżdżący na festiwal w Jarocinie i szybko zostaje skinheadem. Od lat 90. organizuje w swoim mieście nazistowskie koncerty: Konkwisty 88 i zachodnich zespołów spod znaku „białej siły”, takich jak White Law, Celtic Warrior czy Kill Baby Kill. Prowadzi stoisko z butami, gdzie sprzedaje także kasety, gazety i gadżety z faszystowskimi emblematami.

W 1996 r. po raz pierwszy staje przed sądem. Jemu i jego dwóch kolegom zarzuca się pobicia i zastraszenia. Lokalni naziści próbują terroryzować miasteczko. Wyzwiska, pobicia, ataki z nożami, kijami bejsbolowymi i łańcuchami – „Brunatna Księga” Stowarzyszenia Nigdy Więcej opisuje co najmniej kilkanaście takich zdarzeń w ledwie 30-tys. Dzierżoniowie.

To miasto to po 1945 r. przez kilka lat największe w Polsce skupisko ludności żydowskiej. W listopadzie 1946 r. mieszkało tutaj 17,8 tys. Żydów, to prawie 100 proc. mieszkańców. Miasteczko nazywano złośliwie Żydkowem. Funkcjonowało tu 16 żydowskich spółdzielni, 28 warsztatów pracy i pięć osad rolniczych – kibuców. Jednak kolejne fale emigracji (1948, 1968, 1989) wymywają ludność. Żydów została garstka – i jedna synagoga.

I to na jej murach pojawiają się w latach 90. napisy „Jude raus” i „Rudolf Hess żyje” oraz swastyki. W mieście można znaleźć kibicowskie wlepki Lechii Dzierżoniów gloryfikujące SS. W siedzibie oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce wybite zostają szyby. Rok później „ktoś” podpala synagogę.

„Holokaust klatki i bareczków”

Z czasem wiernym towarzyszem „Dzikiego” stanie się kilka lat młodszy Krzysztof S. „Słowik”. Pochodzi z pobliskiej Bielawy. Początkowo pracuje jako bramkarz i ochroniarz w dyskotekach. Do dziś dużo ćwiczy. Prowadzi sklep z odżywkami. Zdjęcia i filmy z siłowni umieszcza z podpisami „Holokaust klatki i bareczków”, „Biały człowieku, stań się znów wielki” czy „Poprawność polityczna – najczęściej obecnie stosowany synonim słowa tchórzostwo”. Z fascynacją nazizmem się nie kryje. Na plecach wytatuowany ma ogromny napis „Blood & Honour”. Łatwo znaleźć jego zdjęcia w koszulce z napisem „Heil Hitler”.

Ich bliskim znajomym zostaje wrocławianin Marek B. Już w szkole średniej jest skinheadem. Wylatuje za fizyczny atak na niebiałą koleżankę. On z kolei ma na plecach napis „100% White”, a w innych miejscach flagę III Rzeszy, czarne słońce i nazistowską symbolikę. Jest synem właściciela klubu nocnego i sam taki przybytek prowadzi. Ma też sklep internetowy i jest dystrybutorem dwóch głównych niemieckich neonazistowskich marek odzieżowych. To fan militariów z dyplomami ukończenia kursów obsługi rewolweru i karabinu.

To oni stworzą nieformalny Club 28 (druga i ósma litera alfabetu to B i H, jak Blood & Honor). Spotykana jest również nazwa „Honorowi Krwiodawcy”, umieszczana zawsze czarnymi literami na czerwono-białym logo Krwi i Honoru. Początkowo ważny dla grupy jest także Wojciech C. „Ciepły” z Lublina. W młodości metalowiec, później skinhead i pierwszy wokalista zespołu Surowa Generacja, a także ochroniarz Konkwisty 88. Później właściciel studia tatuażu. Blisko z grupą jest związany z neopogańskim Nacjonalistycznym Stowarzyszeniem Zadruga wrocławski zespół White Devils. Obie przyjaźnie zakończy pierwsze śledztwo ABW.

Zespół, aresztowania, wyroki

White Devils powstaje w 2004 r. Wokalistą jest Tomasz M. „Sponsor”. „Jesteśmy wdzięczni naturze, że obdarzyła nas przywilejem urodzenia się białym człowiekiem”, deklaruje w jednym z wywiadów. „Honor, męstwo, szlachetność, potęga, twórczość, mądrość – to cechy, które charakteryzowały Białego Człowieka od początku jego istnienia, a całą esencję tych cech zebrał w sobie narodowy socjalizm”, dodaje. A we wrocławskim zinie „Biały Grom” ubolewa nad zniszczeniem sojuszu niemiecko-polskiego przez międzynarodowe żydostwo, co spowodowało wybuch II wojny światowej.

W latach 2008–09 zaczyna interesować się nimi ABW. Dochodzi do pierwszych przesłuchań i aresztowań. „Ciepły” i „Sponsor” idą, wedle kolegów, na współpracę. „Ch... ci w d..., bo sprzedałeś, / Zeznaniami obciążałeś, udawałeś nadczłowieka / Wyszła p…, bardzo miękka”, śpiewają o Tomaszu M. jego byli już przyjaciele z zespołu Obłęd.

Prokuratura gromadzi obszerny materiał dowodowy: instrukcje konspiracyjnej działalności, rasistowskie odezwy, listy „lewaków i wrogów rasy”, z którymi należy się rozprawić. Sąd tak opisywał ich aktywność: „Na scenie umieszczone zostały dwie flagi z nazistowską swastyką. Zaś publiczność podczas całego koncertu wznosiła okrzyki i pozdrowienia nazistowskie Sieg heil! (...). Koncert w założeniu organizatorów był manifestacją nazistowską (faszystowską) oraz miejscem propagowania takich idei oraz nienawiści na tle różnic narodowych, rasowych lub wyznaniowych. Oskarżony Krzysztof S. m.in. tańczył, trzymając w rękach flagę ze swastyką”.

W 2011 r. za zorganizowanie w dzierżoniowskich klubach Latino i Palladium trzech nazistowskich koncertów oskarżeni usłyszeli wyroki. „Słowika” skazano na rok prac społecznych po 30 godzin miesięcznie, „Dzikiego” uniewinniono. W 2013 r. wyrok stał się prawomocny.

W międzyczasie powstają kolejne neonazistowskie zespoły współpracujące z Clubem 28 – pod malowniczymi nazwami, jak Legion Twierdzy Wrocław czy Omerta. Repertuar szeroki: od hardcore′u po stadionowe przyśpiewki.

Zachodni neonaziści przyjeżdżają się wyluzować

Niskie wyroki zdopingowały „Dzikiego” i „Słowika” do dalszej działalności, jeszcze mocniej stawiają na koncerty. Tym bardziej że było to niezłe źródło zarobkowania. Z racji tajności imprez i trudności w wynajęciu sali bilety bywają bardzo drogie. Dodatkowo zachodni naziści, obserwowani w swoich krajach przez służby, do Polski i Ukrainy przyjeżdżają się wyluzować. Tu przez lata byli bezkarni.

W ciągu ostatniej dekady Club 28 zorganizował kilkanaście koncertów, które służyły za miejsce spotkań nazistów. Na imprezach hajlowano, wznoszono okrzyki ku czci Hitlera i Hessa, wisiały flagi ze swastykami, pojawiały się też na koszulkach.

Poznają przyjaciół, którzy ułatwili im to zadanie. Wiele płyt zaprzyjaźnionych z Clubem 28 wykonawców wydaje lubelska wytwórnia Strong Survive Records, czyli SS Records (!). Wsparł ich w owym czasie menedżer wrocławskiego klubu Easy Rider Marcin T. ps. „Tadzik”. W marcu 2014 r. odbył się tam koncert z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, na którym zagrały rasistowskie zespoły, a pod sceną hajlowano. Śledztwo umorzono po czterech miesiącach. Już jako eksmenedżer „Tadzik” dołączył do grupy Legion Twierdzy Wrocław.

„Nights of Terror”

Kolejnym klubem, gdzie udało się zdobyć przyczółek nazistom, był wrocławski Liverpool – tam menedżerował znany nacjopoganin Radosław Ł. ps. „Einar”. Kiedy antyfaszyści zablokowali jeden z koncertów, z pomocą pospieszył klub Tawerna należący do antysemity i zwolennika Grzegorza Brauna: dewelopera Bogdana Ludkowskiego. Tam także zaczęły występować neonazistowskie zespoły. Taka działalność to dla tego biznesmena nie pierwszyzna. Na należącym do niego terenie klubu piłkarskiego Ślęza Wrocław odbył się, reklamowany krzyżem celtyckim, międzynarodowy turniej piłkarski „Obudź się Europo”, a w Tawernie zatrudnienie znajdowali znani lokalni naziści.

Imprezy „agencji koncertowej” „Dzikiego” i „Słowika” odbywały się w kolejnych latach. W marcu 2015 r. zorganizowano pierwszą imprezę z cyklu „Night of Terror” – w Głuszycy, między Dzierżoniowem a Wałbrzychem, tuż obok hitlerowskiego kompleksu bunkrów „Riese”. Zagrało sześć zespołów z Polski, Niemiec, Łotwy i Estonii. W czerwcu w dyskotece Strefa -1 w Komprachcicach pod Opolem neonazistowskie zespoły grały podczas zlotu polskiej Krwi i Honoru. Kolejne imprezy odbyły się w rodzinnych okolicach „Dzikiego” i „Słowika” – w klubie Eclissi („Night Of Terror II”) i w sali weselnej Splendor „Memoriał 2016”. Apogeum ich działalności to 2017 r., kiedy odbyły się w Polsce aż cztery koncerty neonazistowskie, w tym ten dla nazistów feralny, z Grodziszcza, pokazany przez TVN.

Powiązania „Dzikiego”

Machina sprawiedliwości ruszyła dopiero po reportażu „Superwizjera” i materiałach prasowych, m.in. „Gazety Wyborczej”. Można zapytać, dlaczego organizatorów nazistowskich koncertów przez lata zdawał się omijać wymiar sprawiedliwości? Wiele wskazuje, że mogli korzystać z parasola ochronnego, roztoczonego także przez osoby związane z obecnym obozem władzy.

Koncert z marca 2015 r. w Głuszycy odbył się w Drink Barze u Lecha, należącym do byłego męża działaczki Porozumienia Jarosława Gowina Beaty Żołnieruk, prowadzącego ich wspólne biznesy. Trudno uwierzyć, by Żołnieruk nie znała brata kolegi – radnego z tego samego klubu, zamieszkałego w sąsiadującej z Głuszycą Bielawie.

„Dziki” to bowiem brat wojewódzkiego radnego PiS i byłego kandydata na burmistrza Dzierżoniowa Jerzego G., zamieszanego w afery w PCK i Południowo-Zachodniej SKOK. Dwukrotny radny sejmiku województwa, raz rady powiatu. Zaczynał karierę polityczną w AWS, skąd przeszedł do zakładanego potem PiS. Był blisko z późniejszym ministrem skarbu państwa Dawidem Jackiewiczem i rzecznikiem partii Adamem Hoffmanem. Uznawano go za prawą rękę eurodeputowanej i byłej minister edukacji w rządach Szydło i Morawieckiego Anny Zalewskiej.

„Znam Jurka od 2002 r., kiedy zakładał struktury PiS w powiecie dzierżoniowskim. To dobry organizator, człowiek punktualny i słowny. Od zawsze wrażliwy na krzywdę ludzi, zwłaszcza dzieci. Oddam głos właśnie na niego”, reklamowała go Zalewska w ulotce wyborczej. W spocie opisywała go jako „osobę kompetentną, wiedzącą, jak zabiegać o ludzkie sprawy, (…) najlepszego kandydata”. Dziś tej znajomości się wypiera.

Wynika to z faktu, że za radnym Jerzym G. od lat ciągną się skandale. W części zapadły już wyroki. Sąd Okręgowy we Wrocławiu 4 czerwca 2020 r. skazał Jerzego G. za wyprowadzenie ok. 12 mln zł z Południowo-Zachodniej SKOK na rok pozbawienia wolności bez zawieszenia. Wyrok jest jednak nieprawomocny. Radny na sali sądowej płakał i mówił, że jest niewinny.

Jednocześnie, zdaniem prokuratury, jako dyrektor wrocławskiego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża do wiosny 2017 r. miał wyprowadzić przeszło milion złotych. Na ławie oskarżonych w tej sprawie zasiadł z innymi działaczami PiS: wrocławskim posłem Piotrem B., radnym sejmiku wojewódzkiego Rafałem H. i wrocławskim radnym Jerzym Sz. Jerzy G. miał być mózgiem całej operacji. Grozi im nawet do dziesięciu lat więzienia.

Szczególne podziękowania należą się od autora tekstu dla Jacka Harłukowicza z wrocławskiej „Gazety Wyborczej” za jego wieloletnią pracę w tropieniu dolnośląskich neonazostow, a także dla kolektywów Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” i Stop Nacjonalizmowi. Bez ich pracy ta seria tekstów byłaby znacznie uboższa.

Skąd się wzięła Krew i Honor

To nazistowska międzynarodówka o luźnej strukturze, analogicznej do ISIS i Al-Kaidy. Określa się jako „ogólnoświatowa panaryjska organizacja zajmująca się walką o przetrwanie i dobrobyt Białej Rasy”. Jej nazwa pochodzi od motta Hitlerjugend (niem. „Blut und Ehre”).

Jej zwolennicy głoszą „biały nacjonalizm”, „białą supremację” i „biały separatyzm”, czyli kolejno nazizm, rasizm i apartheid. Co dla wielu zaskakujące, to grupa o internacjonalistycznym charakterze. Liczy się bowiem nie narodowość, ale „rasa”. Jej zdaniem „biali” powinni zachować większość w Europie i USA, dominować politycznie, ekonomicznie oraz kulturowo, a imigracja „kolorowych” i niski wskaźnik urodzeń zagrażają „białej rasie”.

Uważają się za ruch oporu białych przeciwko opresyjnym siłom „syjonistycznych rządów okupacyjnych” (ZOG). Utrzymują bowiem, że rządy krajów zachodnich są pionkami w międzynarodowej konspiracji kierowanej przez Żydów. Ich zdaniem społeczeństwo jest na skraju upadku i nie da się go naprawić. Dlatego głoszą nacjonalistyczną rewolucję i pochwalają przemoc. Wzorem dla nich jest nazistowska III Rzesza, zwłaszcza Waffen SS. Różne narodowe oddziały Krwi i Honoru używają własnych symboli, wspólne elementy obejmują gotycką czcionkę, kolory flagi III Rzeszy (czarny, biały i czerwony) i nazistowską symbolikę.

Zaczęło się w Anglii

Organizacja powstaje w Anglii pod koniec lat 70. W odpowiedzi na antyrasistowską akcję Rock Against Racism nazistowscy skinheadzi tworzą Rock Against Communism. Z pomocą partii Front Narodowy zakładają też klub, wytwórnię muzyczną i magazyn pod marką „White Noise”. W stajni wytwórni są gwiazdy muzyki white power: Skrewdriver, No Remorse, Sudden Impact i Brutal Attack. Kiedy wychodzi na jaw, że Front Narodowy okrada zespoły, muzycy tworzą własną markę i magazyn „Krew i Honor”.

Filarami nowej grupy są Ian Stuart (Donaldson) z zespołu Screwdriver i szef ochrony zespołu Nicky Crane. W Blood & Honour najbardziej widoczna jest muzyka, ale zespoły służą promocji idei i finansowaniu bojówkarzy. To te segmenty są dla grupy najważniejsze. „Krwiodawcy” popierają przemoc polityczną, „zastraszanie, groźby i bicie przeciwników”, „akcje bezpośrednie”, promują neonazistowskich terrorystów, „samotnych wilków” i działanie niezależnych od siebie komórek rewolucyjnych. Ich podręczniki uczą unikać wykrycia przez policję, usuwania odcisków palców, śladów włosów i DNA z miejsca popełnienia przestępstwa.

Nie trzeba było długo czekać na przejście naziskinów do działania. Zbrojnym ramieniem Krwi i Honoru staje się grupa Combat 18. Cyfry nawiązują do pierwszej i ósmej litery alfabetu – A i H to inicjały Hitlera. Ich mottem zostaje cytat z rzymskiego dramatopisarza Akcjusza: oderint dum metuant („niech nienawidzą, byleby się bali”). W swoim piśmie „Redwatch” publikują adresy i telefony działaczy antyfaszystowskich, lewicowych, LGBT i migranckich.

Walki frakcyjne i fala przemocy

Kiedy rozchodzą się ich drogi z Frontem Narodowym i jego następczynią Brytyjską Partią Narodową, wśród neonazistów dochodzi do serii rozłamów i walk frakcyjnych. Rozpoczyna się fala przemocy. W 1997 r. lider Combat 18 Paul David Sargent „Charlie” razem z byłym gitarzystą Skrewdrivera Martinem Crossem mordują członka innej frakcji: Christophera Castle „Catford Chrisa”.

Organizacja się rozpada i powstaje kolejna grupa – Ruch Narodowo-Socjalistyczny (RNS). To jej członek David Copland podłoży w Londynie trzy bomby – w Brixton, Brick Lane i Soho. Każda bomba zawiera do 1500 gwoździ. Giną trzy osoby, w tym kobieta w ciąży, a rannych zostaje 140. Cele – czarni, geje i hindusi. Scotland Yard i MI5 odpowiadają serią aresztowań. Zatrzymani zostają bracia „Charliego” Steve i Bill Sargent, naziokultysta i lider RNS David Myatt i kilku należących do C18 żołnierzy.

Grupa działa dalej w konspiracji. W 2008 r. wyrok siedmiu lat za planowanie zamachu terrorystycznego i posiadanie materiałów wybuchowych słyszy Nathan Worrell. W 2019 r. trafi ponownie do więzienia za podobne przestępstwa. W 2008 r. wyrok 16 lat za przygotowywanie się do ataku terrorystycznego na Żydów i Pakistańczyków dostaje członek Combat 18 nazista pedofil Martyn Gilleard. Rok później wyrok usłyszy niedoszły terrorysta Neil Lewington. Zatrzymany zostaje na dworcu, kiedy niesie dwa wykonane przez siebie ładunki wybuchowe. Wyrok – minimum sześć lat.

Od Hiszpanii po Rosję

W październiku 2009 r. Dragan Petrović, lider B&H w Serbii, zostaje aresztowany w Pradze wraz z 28 neonazistami. Wedle czeskich służb aresztowania udaremniają planowany przez nich atak terrorystyczny. Dodatkowo Pavel Blinka z grupy Devils Guard, Michal Moravec i Kamil Víta z Imperium oraz Vilém Farkač i Lukáš Rod z zespołu Attack usłyszeli zarzuty organizacji 14 koncertów rasistowskich kapel w całym kraju.

W marcu 2018 r. w Grecji aresztowanych zostaje siedmiu bojówkarzy Combat 18, oskarżonych o 30 ataków i planowanie zamachu terrorystycznego. Znaleziono przy nich 50 kg środków wybuchowych. Combat 18 przyznaje się też do przeprowadzenia zamachu na rosyjski Newski Express, w którym ginie 27 osób. Ataki na migrantów, pobicia, napady, morderstwa, przemyt broni i amunicji to najczęstsze przestępstwa popełniane przez członków siatki. Kanada umieściła Combat 18 na liście organizacji terrorystycznych, a Niemcy, Hiszpania i Rosja przynależność do tej formacji na ich terytorium uznają za nielegalną.

Krew i Honor w Polsce

W efekcie licznych rozłamów i konfliktów frakcyjnych w wielu europejskich krajach działa kilka gangów utożsamiających się z Krwią i Honorem. Podobnie w Polsce. Jedna z nich, której liderem był Andrzej P. „Szubert” ze Świnoujścia, prowadziła własnego Redwatcha, umieszczając na swojej stronie zdjęcia, adresy i telefony działaczy lewicy, Żydów, migrantów i antyfaszystów.

W efekcie m.in. do Kazimiery Szczuki, Pawła Huellego i Piotra Najsztuba trafiały wulgarne anonimy i pogróżki, a anarchista Maciej D. „Chirurg” został dźgnięty nożem. W 2010 r. za prowadzenie strony „Szubert” został skazany na półtora roku więzienia, Bartosz B. ze Słupska na rok i miesiąc, a Mariusz T. z Bielska-Białej na rok i trzy miesiące. Kolejne wcielenie Blood & Honour w Polsce to już opisywane przez nas losy „Dzikiego”, „Słowika” i ich kolegów.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną