Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Żyletka

Malecha był jak mały wulkanik – iskry leciały z niego tak nęcące, że byłoby marnotrawstwem z nich nie skorzystać.

Henia polubiłem od pierwszego spotkania. Na szczęście i on mnie szybko przytulił. Zbliżyła nas do siebie w 1960 r. zwyczajna żyletka. Henryk mieszkał wtedy w harcerskim hotelu przy Niemcewicza w Warszawie. Tego dnia byliśmy umówieni, że raniutko do niego wpadnę i razem ruszymy do teatru, gadając po drodze o ważnych sprawach. Zaspałem. O suchym pysku, nieco zarośnięty, przyjechałem i spotkałem Henia wychodzącego z hotelu. – Przepraszam, zaspałem, nawet się nie ogoliłem – zacząłem, ale mi przerwał. – Też zaspałem, wyskoczyłem teraz tylko po żyletkę, bo starą wyrzuciłem. – Mam nową! – krzyknąłem i triumfalnie wyjąłem opakowanie z portfela. W hotelowej łazience przejąłem dowodzenie. – Twoja maszynka, twoja żyletka, bo ci ją daję w prezencie. Będziesz się golił, a ja opowiem ci mój pomysł na skecz. Ogolę się drugi… Nie będziesz się brzydził, że użyję tej samej maszynki po tobie? Henryk momencik się zawahał, ale chwycił: – Bardzo się będę brzydził, ale nie dam po sobie poznać – powiedział.

W przyjaźni trwaliśmy ponad 60 lat. Malecha był jak mały wulkanik – iskry leciały z niego tak nęcące, że byłoby marnotrawstwem z nich nie skorzystać. Zamarzył mu się satyryczny teatr studentów, czyli młodej inteligencji zaraz po marcu 1953, tuż po śmierci Stalina, co wydawało się czystym absurdem. A jednak rok później, 13 marca, odbyła się pierwsza próba, a 2 maja 1954 r. STS wystartował z programem „To idzie młodość”. Henryk został pierwszym dyrektorem teatru. Oczywiście nie działał sam, miał silne wsparcie Jarka Abramowa, Andrzeja Jareckiego, Jurka Markuszewskiego, Andrzeja Drawicza, Rysia Pracza i wielu innych. Ja dołączyłem do nich parę lat później. Premiera goniła premierę, a STS był jak szczotka do szorowania zapyziałej, ponurej rzeczywistości.

Polityka 39.2021 (3331) z dnia 21.09.2021; Felietony; s. 97
Reklama