Kraj

Tuskizacja opozycji

Zmęczenie i rutyna udzieliły się też większości twardego elektoratu opozycji, który zdaje się nie oczekiwać już jakichś nowych pomysłów swoich liderów, a jedynie coraz bardziej dosadnych epitetów pod adresem PiS.

Rutyna i zmęczenie. Te słowa najlepiej opisują obecną kondycję polskich polityków. W przypadku znajdujących się już szósty rok u władzy działaczy PiS nie ma w tym niczego zaskakującego, bo tak zwykle wygląda tzw. syndrom drugiej kadencji, gdy staje się jasne, że opór materii zniweczył większość planów, a obawa przed utratą władzy i przykrymi tego konsekwencjami miesza się z coraz bardziej niebezpiecznymi pomysłami jej utrzymania. Dlatego właśnie z taką gorliwością ekipa Kaczyńskiego rzuciła się do wykorzystania kryzysu migracyjnego, wykreowanego przez Łukaszenkę. Wobec sondażowego fiaska Polskiego Ładu na Nowogrodzkiej uznano, że temat ten podbije słupki poparcia, a stan wyjątkowy na granicy wzmocni atmosferę zagrożenia i pozwoli na trwały powrót powyżej progu 40 proc., dający nadzieję na trzecią kadencję u władzy.

Rutyna i zmęczenie dały już jednak o sobie znać, co znakomicie pokazała słynna konferencja ministrów Błaszczaka i Kamińskiego, na której próbowali przekonać Polaków, że grozi nam inwazja nie tyle migrantów ekonomicznych, co zdegenerowanych terrorystów pragnących gwałcić dzieci i zwierzęta. To zaś skompromitowało narrację rządu bez porównania skuteczniej niż płomienne apele Agnieszki Holland i mogłoby spowodować osłabienie tego czynnika sprzyjającego PiS, gdyby nie fakt, że kryzys migracyjny potwierdził, iż rutyna i zmęczenie są jeszcze silniejsze po stronie opozycji.

Najpierw jej liderzy zmarnowali znakomitą okazję, aby wykonać jakąś wspólną akcję, uzasadniając zawieszenie dotychczasowej rywalizacji międzynarodowym charakterem kryzysu. Później zaś zajęli się – oczywiście każdy na własną rękę – krytykowaniem poczynań władz, w sposób dowodzący wiary w to, że w Polsce wyborów się nie wygrywa, ale wyłącznie przegrywa. Najbardziej gorliwym wyznawcą tego poglądu wydaje się Donald Tusk, który nawet nie próbuje udawać, że do zwycięstwa potrzebny jest jakiś program, tylko przekonuje, że wystarczy rozkołysać jeszcze mocniej niż przez minione sześć lat antypisowskie emocje, cierpliwie czekając, jak dziennikarze razem z prezesem Banasiem, wspierani przez TSUE, KE oraz żądających podwyżek przedstawicieli różnych grup zawodowych, skutecznie podmyją poparcie dla rządu, a ostateczny cios wymierzy inflacja.

Polityka 41.2021 (3333) z dnia 05.10.2021; Komentarze; s. 9
Reklama