Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wnioski z kontroli NFZ po śmierci Izabeli z Pszczyny. Szpital winny, ale państwo też

Ani jednej więcej. Protest w Białymstoku, 6 listopada 2021 r. Ani jednej więcej. Protest w Białymstoku, 6 listopada 2021 r. Michał Kość / Forum
W szpitalu w Pszczynie kontrola NFZ wykryła „rażące nieprawidłowości m.in. w organizacji, sposobie realizacji i jakości udzielonych świadczeń” zmarłej tam na sepsę ciężarnej Izabeli.

NFZ zwrócił się też o opinię do konsultanta krajowego w dziedzinie perinatologii prof. Mirosława Wielgosia. Ten zaś stwierdził, że postępowanie personelu medycznego „nie spełniało kryterium należytej staranności oraz nie zapewniało standardu bezpieczeństwa zmarłej pacjentki”. A konkretnie: „podjęcie decyzji o rozwiązaniu ciąży nastąpiło zbyt późno, tym samym personel nie reagował adekwatnie do objawów klinicznych pacjentki wskazujących na rozwijający się wstrząs septyczny. Stwierdzono również m.in. brak stałego monitorowania stanu pacjentki oraz zlecenia koniecznych dodatkowych badań kontrolnych”.

Czytaj też: Strach po tragedii w Pszczynie. Teraz będzie jeszcze większy

Śmierć Izabeli. Lekarze mieli obowiązek

A więc potwierdziły się zarzuty stawiane publicznie personelowi tego szpitala: że czekano, aż płód obumrze, nie próbując ratować matki. To podstawa dla rodziny do żądania odszkodowania. A dla prokuratury – do prowadzenia śledztwa już nie „w sprawie” śmierci, a „przeciwko” osobom, które zajmowały się pacjentką.

To drugie – czyli rola prokuratury w tej sprawie – jest teraz kluczowe dla stanu przestrzegania prawa do aborcji. Tego okrojonego, nieludzkiego, ale jednak prawa. Bo lekarze zajmujący się Izabelą mieli prawo i obowiązek przerwać ciążę dla ratowania jej zdrowia i życia. Z kontroli NFZ i opinii konsultanta krajowego wynika, że z tego obowiązku się nie wywiązali. Nie monitorowali stanu jej zdrowia, nie zauważyli piorunującej sepsy i nie przeciwdziałali należycie – zgodnie z protokołami medycznymi – postępowi sepsy. Domyślamy się, że zrobili to ze strachu przed postępowaniem prokuratorskim o bezprawne przerwanie ciąży.

Tak nie powinno być. Prawo nie powinno paraliżować, zastraszać lekarzy. Ale też lekarze – skoro wybrali ten zawód – nie powinni przedkładać własnego bezpieczeństwa nad zdrowie i życie pacjentów w sytuacji, gdy mają przepis pozwalający dokonać wyboru zgodnego ze sztuką medyczną. A prawo dopuszcza aborcję dla ratowania życia i zdrowia pacjentki. Nawet jeśli potem zjawi się prokurator i będzie ich dręczył śledztwem, czy aby na pewno było zagrożenie życia i zdrowia. Sepsa jest takim zagrożeniem.

Czytaj też: Czy znajdę w sobie odwagę, aby zajść w Polsce w ciążę?

Nowy antyaborcyjny projekt w Sejmie

I właśnie z powodu tego strachu paraliżującego lekarzy to śledztwo będzie bardzo ważne. Lekarze powinni zauważyć, że także niewykonanie aborcji wbrew prawu grozi konsekwencjami. Skoro z każdej strony są bici – powtarzam: tak być nie powinno – to powinni dokonać wyboru zgodnego z najlepszym interesem kobiety. I zgodnego z ułomnym, ale jednak prawem.

Póki mogą. Bo w tym samym czasie, gdy ukazał się raport pokontrolny NFZ, w Sejmie mamy pierwsze czytanie antyaborcyjnego projektu Kai Godek. Znosi on wszelkie przesłanki do przerwania ciąży i zrównuje ochronę prawną życia i zdrowia „dziecka poczętego” z ochroną osoby urodzonej. Matka może być przez sąd potraktowana łagodniej lub w ogóle nie zostać ukarana, ale dla lekarzy nie będzie zmiłuj: od ośmiu lat do dożywocia.

Czytaj też: #AniJednejWięcej. Czas wprowadzić poprawkę do konstytucji

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną