Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Glapiński, kamery i kombinezony. NBP kontratakuje

Prezes NBP Adam Glapiński Prezes NBP Adam Glapiński mat.pr. / Twitter
Niespełna dwie godziny po publikacji w „Polityce” tekstu o Narodowym Banku Polskim na jego stronie internetowej pojawiło się stanowcze oświadczenie. Warto wyjaśnić kilka spraw.

W najnowszym wydaniu „Polityki” ukazał się krótki tekst oparty na relacji naszych źródeł w NBP (pod śródtytułem poniżej).

NBP pod nadzorem kamer

Adam Glapiński niestrudzenie zabiega o to, by PiS wybrał go na drugą sześcioletnią kadencję prezesa. Pierwszą kończy już w czerwcu 2022 r. – Bardzo dba o to, aby z NBP nie wyciekały informacje, które nie są korzystne dla jego wizerunku. Choć tak naprawdę to on sam swoim gawędziarstwem na konferencjach prasowych i wpisami na oficjalnym koncie na Twitterze najbardziej sobie szkodzi – mówi jeden z długoletnich pracowników banku. Ostatnio Glapiński zarządził, by na terenie centrali NBP zamontowano ok. 600 kamer z możliwością nagrania głosowego. – Podobno kamery są nawet w bufecie, w którym zresztą prezesa nigdy nie widujemy, a który ostatnio przez te kamery opustoszał. Ludzie nie mają ochoty, aby prezes słyszał, o czym rozmawiają przy zupie – opowiada nasz informator.

Miesiąc temu związki zawodowe zapytały Glapińskiego o „podejrzenia założenia podsłuchu w pokojach pracowników”. Odpowiedział im, że zamontował 600 kamer, i zapewnił, że „opcja nagrywania głosowego jednak nie jest wykorzystywana”. – Biorąc pod uwagę to, że w centrali NBP pracuje ok. 1,6 tys. pracowników, liczba nowych kamer robi wrażenie. Może teraz nie jest używana opcja nagrywania głosu, ale przecież w każdej chwili prezes może kazać ją włączyć. Atmosfera w pracy jest bardzo nieciekawa – słyszymy.

Prezes Glapiński w czasie pierwszej fali nie chciał zgodzić się na pracę zdalną: groził zwolnieniami, naganami, odbieraniem premii. Dopiero po interwencji związków zawodowych nieco odpuścił i ok. 30 proc. pracowników dostało pozwolenie na pracę z domu. Sam prezes, jeśli chodzi o pandemię, jest bardzo ostrożny. Według relacji pracowników panie sprzątające na piętrze prezesa mogą poruszać się tylko w specjalnych kombinezonach ochronnych. – A w korytarzu, przy którym urzęduje prezes, zawisła kartka: „Wstęp tylko z ważnym paszportem covidowym” – relacjonuje nasz rozmówca z NBP. I dodaje, że i tak mało kto się tam zapuszcza – pracownicy nie chcą się potem tłumaczyć prezesowi, kiedy ten zobaczy ich na nagraniu z kamer.

Jest opcja nagrywania czy nie?

Niespełna dwie godziny po publikacji tekstu na stronie internetowej NBP pojawiło się oświadczenie. W komunikacie czytamy: „W NBP nigdy nie było kamer, które nagrywały dźwięk. Prezes Glapiński nigdy nie zażądał instalacji ani jednej kamery!”. I dalej, że „telewizja dozorowa w NBP została zamontowana w 2014 r., przed objęciem stanowiska przez Prezesa Glapińskiego, i nie posiada modułu mikrofonowego do nagrywania dźwięku. Byłoby to sprzeczne z obowiązującym prawem”.

Informację o tym, że w centrali NBP pojawiły się nowe kamery, uzyskaliśmy z dwóch niezależnych źródeł. Co więcej, na dowód tego, że w banku zainstalowane są kamery z możliwością nagrywania dźwięku, nasi informatorzy pokazali notatkę ze spotkania związków zawodowych z prezesem Glapińskim 27 października. Czytamy w niej: „Pytanie związków zawodowych w sprawie podejrzenia założenia podsłuchu w pokojach pracowników. (...) Prezes Adam Glapiński poinformował, że na terenie Centrali NBP zamontowano ok. 600 kamer z możliwością nagrania głosowego. Opcja nagrywania jednak nie jest wykorzystywana”.

Wygląda więc na to, że związkowcom prezes mówi jedno („możliwość nagrania głosowego jest, ale nie jest wykorzystywana”), a w komunikacie opublikowanym na stronie twierdzi co innego („w NBP nigdy nie było kamer, które nagrywały dźwięk”).

Dyrektor już raz podsłuchiwał?

Pracownicy NBP, w tym związki zawodowe, wiążą podejrzenia założenia podsłuchów (w tym kamer z możliwością nagrywania) z tym, że w banku coraz większe wpływy zyskuje Piotr Woyciechowski. Adam Glapiński podał mu pomocną dłoń – uczynił jednym ze swoich doradców. W 2017 Woyciechowski został odwołany po roku z fotela prezesa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Według medialnych doniesień podczas jego rządów w spółce ktoś podsłuchiwał działaczy związków zawodowych.

W październiku Adam Glapiński stworzył w NBP Departament Centrum Pieniądza, a na jego dyrektora wskazał Woyciechowskiego. Ten komentator TVP i prorządowej prasy ma radykalne poglądy. O marszu solidarności z migrantami na granicy pisał na Twitterze: „Zaraza pisana cyrylicą w natarciu”. W latach 90. współpracował blisko z Antonim Macierewiczem, to on opracował słynną listę, a potem razem likwidowali WSI.

Prezes boi się koronawirusa

Dalej w komunikacie NBP czytamy: „kłamstwem jest też, że ekipa sprzątająca na piętrze Prezesa musi używać specjalnych kombinezonów”. Mamy jednak świadków, którzy widzieli, jak tak właśnie ubrana osoba poruszała się kilka miesięcy temu przy gabinecie prezesa Glapińskiego. Na innych piętrach osoby sprzątające w takich kombinezonach nie chodzą.

NBP nie zaprzecza, że na korytarzu prezesa zawisła kartka z napisem „Wstęp tylko z ważnym paszportem covidowym”. To uwiarygadnia fakt, że prezes jest w sprawie covid-19 wrażliwy. Nie mamy powodu nie wierzyć naszym informatorom, którzy widzieli specjalnie ubraną ekipę sprzątającą.

I wreszcie w komunikacie NBP czytamy: „kłamstwem jest również, że Prezes NBP groził komukolwiek zwolnieniem za przebywanie na pracy zdalnej”. Pisaliśmy o tym już rok temu. Powtórzmy zatem, że 6 października 2020 r. prezes wysłał do pracowników maila: „Proszę pamiętać, że utrzymanie odpowiedniej dyscypliny i praca na miejscu wskazują na to, że praca wszystkich pracowników banku jest potrzebna i pomoże w utrzymaniu bez zmian dotychczasowego zatrudnienia”. Pracownicy odczytali to jako ostrzeżenie przed zwolnieniami.

Prezes był bardzo niechętny pracy zdalnej. Jak pisała w kwietniu 2020 r. „Gazeta Wyborcza”, Glapiński zarządził wstrzymanie premii dla pracownika łódzkiego oddziału za to, że był na urlopie za granicą, choć wyjechał, kiedy granice były jeszcze otwarte.

Prezes sam sobie zaprzecza

Na oficjalnym Twitterze NBP tak oceniono nasz tekst: „Cały artykuł w »Polityce« to zbiór absurdalnych kłamstw. Jaki może być cel upowszechniania takich bzdur? Czy są jakieś granice absurdu w kampanii ataków na Prezesa NBP?”. Widać materiał bardzo zirytował prezesa, choć informacje przez nas zebrane zostały potwierdzone w kilku źródłach.

Zamiast przypisywać dziennikarzom udział w „kampanii ataków na Prezesa NBP”, Adam Glapiński powinien zadbać o reputację i powagę tak ważnej instytucji. A także o komfort pracy i zaufanie pracowników bardzo zaniepokojonych tym, co dzieje się z instytucją, w której pracują od lat.

Czytaj też: NBP publikuje listę doradców prezesa. Kilku nazwisk brakuje

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną