Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Weto Andrzeja Dudy. Trzy kłopoty obozu władzy, który słabnie

Prezydent Andrzej Duda powołuje Jarosława Kaczyńskiego na wicepremiera w rządzie Mateusza Morawieckiego. Październik 2020 r. Prezydent Andrzej Duda powołuje Jarosława Kaczyńskiego na wicepremiera w rządzie Mateusza Morawieckiego. Październik 2020 r. Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Osobiście nie wierzę, że cała historia była ustawką, że Jarosław Kaczyński przewidział wszystkie 27 ruchów do przodu, że PiS wstawił nam do domu z koronawirusem i inflacją kozę, a teraz ją wyprowadził. Wyjaśnienie jest banalniejsze.

A więc weto. Andrzej Duda sięgnął po to narzędzie po raz siódmy za rządów PiS i odesłał Sejmowi do ponownego rozpatrzenia nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji zwaną lex TVN.

Czytaj też: Ameryka ostro o lex TVN

Weto Dudy. Ciekawy fragment uzasadnienia związany z TK

Decyzja prezydenta była słuszna, a jej obszerne uzasadnienie – klarowne i przekonujące, choć zapewne nie wszystkimi swoimi motywami Duda podzielił się z publicznością.

Prezydent tłumaczył, że weto wynikało z konieczności uwzględnienia kwestii ochrony prawa własności, zasady swobody działalności gospodarczej, sprawy ochrony interesów w toku oraz polsko-amerykańskiej umowy handlowej z 1990 r. i jej przestrzegania jako elementu wiążącego Polskę prawa międzynarodowego. Dodał, że nowelizacja ustawy medialnej dotyczy podmiotu, który „realizuje swoje działania gospodarcze w ramach wolności gospodarczej, w ramach polskiej konstytucji w sposób w pełni legalny i ma obowiązującą koncesję na nadawanie”.

Wspomniał też, że wziął pod uwagę kwestię pluralizmu medialnego i wolności słowa. Powołał się również na rozmowy z Polakami, „którzy nie chcą kolejnych sporów”. Podkreślił, że wahał się między zawetowaniem ustawy a skierowaniem jej do Trybunału Konstytucyjnego. Wskazał zarazem, że Trybunał mógł nie uwzględnić w orzeczeniu umowy handlowej z USA. To był zresztą bardzo ciekawy fragment tego uzasadnienia. Wszystko wskazuje na to, że Duda postanowił zabić lex TVN, i doskonale zdawał sobie sprawę, że wysłanie ustawy do TK tego nie załatwi.

Decyzja prezydenta kończy żywot lex TVN; czy powstanie jakaś kolejna, łagodniejsza wersja ograniczająca możliwość udzielania koncesji stacjom należącym do podmiotów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, to się dopiero okaże.

Czytaj też: Lex TVN to strzelba, która wisi na ścianie. Kiedy wypali?

Duda i PiS wciąż potrzebują się nawzajem

Weto nie kończy natomiast boju obozu władzy z TVN; na stole jest sprawa koncesji dla TVN 7 (wygasa w lutym i wcale nie jest powiedziane, że KRRiT ją przedłuży).

Sprawa lex TVN żyła króciutko – Sejm odrzucił weto Senatu do ustawy 17 grudnia – ale wiele mówi o stanie obozu władzy. Osobiście nie wierzę, że cała historia była ustawką, że Jarosław Kaczyński przewidział wszystkie 27 ruchów do przodu, że PiS wstawił nam do domu z koronawirusem i inflacją kozę, a teraz ją wyprowadził i może triumfować, bo udało mu się na dziesięć dni odwrócić uwagę od niekorzystnych tematów.

Uważam, że wyjaśnienie jest banalniejsze. Obóz władzy słabnie, traci spoistość i zdolność do skutecznego przeprowadzania skomplikowanych operacji. Posłowie PiS, głosując w sprawie senackiego weta 17 grudnia, byli przekonani, że prezydent „jest dogadany”, że najwyżej wyśle ustawę do Trybunału, ale weta nie użyje. Nic takiego się nie wydarzyło. Prezes nie rozmawia z prezydentem, kanały komunikacyjne zarosły, otoczenie Dudy jest niepisowskie, a po części może nawet pisosceptyczne.

Nie zgadzam się z opiniami części komentatorów (pisał tak m.in. Patryk Słowik w wp.pl), że weto nie jest porażką obozu rządzącego. Lex TVN nie odwrócił uwagi Polaków – a jeśli, to tylko na chwilę – od drożyzny i epidemii. A niezałatwienie sprawy, która miała być załatwiona, to zawsze kłopot. Konsternacja części wyborców prawicy i mobilizacja opozycji, która dostała kolejny argument, że władza się sypie, to kłopot drugi. Niepewność, co będzie robił prezydent z następnymi ustawami, to kłopot trzeci.

Oczywiście nie należy się teraz spodziewać wielkich fajerwerków; ci, którzy liczą na nową wojnę na górze, będą pewnie zawiedzeni. Prezydent, nawet obrzucany obelgami przez żelazny elektorat PiS, nie przejdzie nagle na stronę opozycji.

Duda i PiS potrzebują się nawzajem i nawet jeśli nie tworzą już „biało-czerwonej drużyny”, to wciąż mają wiele wspólnych interesów. Prezydent nadal chce, by ta większość rządziła do końca kadencji, a ta większość chce, by prezydent chronił ją w przypadku, gdyby po wyborach w 2023 r. przestała być większością. Ale ta generalna zasada nie oznacza, że Pałac będzie dawał zielone światło każdej upichconej na Nowogrodzkiej ustawie.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną