Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Gość w dom

Gość w dom. Polacy nie zawsze wiedzą, w co się pakują

Babcia Katerina z córkami Tatianą (po lewej), Oleną i pieskiem Ikiem, za oknem mąż Tatiany Vladimir. Zanim trafili do Marty, koczowali na warszawskim lotnisku. Babcia Katerina z córkami Tatianą (po lewej), Oleną i pieskiem Ikiem, za oknem mąż Tatiany Vladimir. Zanim trafili do Marty, koczowali na warszawskim lotnisku. Leszek Zych / Polityka
Pomagają wszyscy albo prawie wszyscy i nie zawsze wiedzą, w co się pakują. Co innego wpłacić na konto, kupić jedzenie czy ubrania, a co innego wziąć obcych ludzi do siebie do domu.
Oleg i jedna z ukraińskich matek goszczą u Ryszarda w podwarszawskim Milanówku.Leszek Zych/Polityka Oleg i jedna z ukraińskich matek goszczą u Ryszarda w podwarszawskim Milanówku.

Wygląda to tak, jakby chęć pomocy ukraińskim uchodźcom stała się zaraźliwa. Wręcz głupio i wstyd nie robić nic. Uchodźcy rozlali się już z większych miast na całą Polskę. W wiejskich sklepikach zaczyna brakować niektórych towarów, bo ludzie kupują dla siebie i dodatkowo „na parapet”. Płacą i zakupione towary zostawiają na parapecie okna w sklepie. Dla uchodźców. Kto potrzebuje, może wziąć. W takiej atmosferze trudno być biernym, nawet jak się nie ma możliwości. Więc niektórzy porywają się z motyką na słońce.

Polityka 13.2022 (3356) z dnia 22.03.2022; Temat tygodnia; s. 17
Oryginalny tytuł tekstu: "Gość w dom"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >