Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Sędziowie hejterzy pod ochroną Sejmu?

Marek Ast w Sejmie Marek Ast w Sejmie Michał Dyjuk / Forum
Władza wciąż broni się przed wyjaśnieniem skandalu i ukaraniem winnych tzw. afery hejterskiej w resorcie sprawiedliwości.

W piątek 29 kwietnia o 10 miało się odbyć posiedzenie sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka poświęcone tzw. aferze hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie odbyło się, bo prowadzący obrady poseł Marek Ast z PiS zażądał, aby zaproszeni przez posłankę Kamilę Gasiuk-Pihowicz (KO, wiceprzewodnicząca komisji) sędziowie Arkadiusz Cichocki i Tomasz Szmydt (obaj ze skruchą opowiadają o kulisach kampanii nienawiści, w której sami brali udział) opuścili salę.

Gdy nie pomogła ogłoszona w tym celu pięciominutowa przerwa, przewodniczący Ast zamknął posiedzenie. Miał na nim wystąpić sam Zbigniew Ziobro zapowiadający przedstawienie informacji obciążających sędziego Cichockiego. Najwyraźniej bał się stanąć z nim twarzą w twarz. Ta skandaliczna sytuacja wpisuje się w ciąg wydarzeń świadczących o tym, jak bardzo władza broni się przed wyjaśnieniem skandalu i ukaraniem winnych. Sprawa jest „sprzed pandemii”, a tym bardziej „sprzed wojny”, więc nie od rzeczy będzie przypomnienie, czego dotyczy.

Afera hejterska. Niepojęte zachowanie sędziów

Otóż latem 2019 r. grupa sędziów związanych z resortem sprawiedliwości zorganizowała wulgarną nagonkę na ok. 20 sędziów ośmielających się wydawać postanowienia i wyroki nie po myśli władzy bądź krytykujących tzw. reformę sądownictwa. Nagonka polegała na szerzeniu (przez tzw. trolle) w mediach społecznościowych (np. z konta KastaWatch na Twitterze) i poprzez mailing nienawistnych i oszczerczych komentarzy oraz kłamliwych treści na temat życia prywatnego atakowanych sędziów; dochodziło też do upubliczniania adresów i innych wrażliwych danych.

W szczególny sposób dotknęło to sędziego dr. hab. Krystiana Markiewicza, prezesa stowarzyszenia sędziów Iustitia. To niebywałe i niepojęte w cywilizowanym świecie postępowanie sędziów i urzędników znane jest jako „afera hejterska”. Mimo że do skandalu doszło w resorcie sprawiedliwości, minister nie stracił stanowiska. Odejść musiał (podał się do dymisji) jedynie jego zastępca Łukasz Piebiak, który koordynował tę akcję.

Od tego czasu władza robi wszystko, aby ukręcić łeb sprawie, tak jakby odejście wiceministra miało wystarczyć za jej wyjaśnienie. Jedyny wyrok, jaki w niej zapadł, to grzywna nałożona na dziennikarkę „Polityki” Ewę Siedlecką w związku z jej komentarzami prasowymi. Sędzia Michał Kowalski uznał je za pomówienia i zniewagę w stosunku do dwóch sędziów (jednego z neo-KRS, drugiego z Izby Dyscyplinarnej SN), którzy wnieśli przeciwko red. Siedleckiej powództwo prywatne. Sędzia Kowalski stwierdził bowiem, że wpisy w mediach społecznościowych mogły zostać zmanipulowane i nie ma pewności, czy sędziowie Maciej Nawacki i Konrad Wytrykowski faktycznie byli ich autorami. O tym, ile wart jest ten wyrok i jak ostentacyjnie kontrolowana przez Ziobrę prokuratura stara się zatuszować aferę hejterską, niechaj świadczy fakt, że zajmująca się nią prokuratura odmówiła obronie udostępnienia akt na potrzeby procesu.

Poseł Ast postąpił bezprawnie

Awantura na posiedzeniu komisji to kolejny skandal, choć w przypadku PiS, Solidarnej Polski oraz całego środowiska władzy mówienie o „skandalach” jest nie na miejscu; niedopuszczalne i mające w zwykłych warunkach praworządnej republiki zachowania mają natychmiastowe i daleko idące konsekwencje, a w naszym przypadku są dosłownie codziennością. Nie mamy jednak lepszego słowa.

Patrząc z prawnego czy regulaminowego punktu widzenia, trzeba powiedzieć, że poseł Ast postąpił bezprawnie. Jego twierdzenie, że przepustka dla sędziów wydana na wniosek klubu Koalicji Obywatelskiej nie upoważnia ich do udziału w komisji – i to na zaproszenie wiceprzewodniczącej tejże komisji – jest fałszem. Sam nieraz brałem udział w różnych posiedzeniach w Sejmie, mając przepustkę wydaną na wniosek klubu. Jest też nie do pomyślenia, aby wiceprzewodniczący komisji nie miał władzy zapraszania kogo chce na jej obrady. Jeśli miałby być pozbawiony takiej prerogatywy, to jakie w ogóle przywileje i uprawnienia wiązałyby się z tą funkcją?

Wiceprzewodniczący każdego gremium jest jego współgospodarzem, a gdy jest to gremium polityczne, w którym z natury rzeczy występuje parytet sił politycznych i antagonizm poglądów, zachowanie praw mniejszości politycznej jest kluczowe dla demokratycznego sposobu funkcjonowania instytucji – w danym wypadku instytucji Sejmu.

Pytania o trójpodział władzy

Jeszcze bardziej oczywista jest sprawa z punktu widzenia etycznego, który zawsze ma pierwszeństwo. Jeśli posiedzenie komisji ma służyć wyjaśnieniu bulwersującej sprawy, a mowa ma być w jego trakcie o konkretnych osobach, to obecność tych osób nie może być całkowicie wykluczana. Komisja sejmowa czasami przyjmuje funkcję arbitra w sprawach, które dotyczą konkretnych osób, a generalną zasadą wszelkiego sądzenia jest prawo do udziału w części procesu wynikające z prawa do obrony. I choć komisja sejmowa nie jest sądem, to czasami odgrywa podobną rolę, a zainteresowane osoby mają prawo co najmniej przysłuchiwać się obradom.

Owszem, komisja sejmowa ma też prawo do prowadzenia obrad w komforcie, jaki daje dyskrecja, a wobec tego i do nieobecności pewnych osób, o których jest na posiedzeniu mowa, oraz mediów. Ale ten przywilej musi być wyważony zarówno z prawem społeczeństwa do informacji, jak i prawem osób, których sprawa dotyczy, do tego, by w razie potrzeby bronić swych racji. Gdy na posiedzeniu minister ma wystąpić z krytyką sędziego, dobre obyczaje, zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości podpowiadają, że ów sędzia ma słuszny interes, a przeto i prawo do tego, aby być przy tym obecny.

Nie można też zapominać o szczególnym statusie sędziego. Trójpodział władzy wymaga szacunku dla swobody działania przedstawicieli poszczególnych jej rodzajów. Sędziowie nie powinni stawiać przeszkód posłom i ministrom w dostępie do wiedzy o ich poczynaniach, a posłowie i ministrowie nie powinni przeszkadzać sędziom w poruszaniu się w przestrzeni publicznej kontrolowanej przez administrację bądź legislatywę. Obawiam się jednak, że tego rodzaju rozważania i argumenty w naszych realiach mają tyle sensu co wygłaszanie kazań dla ptaszków.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną