Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Kraj

Złote rady żony prezesa NBP. Kim jest Katarzyna Glapińska?

Adam Glapiński z żoną Katarzyną na ślubie prezesa TVP Jacka Kurskiego Adam Glapiński z żoną Katarzyną na ślubie prezesa TVP Jacka Kurskiego Konrad Kozłowski / Polska Press
Katarzyna Glapińska wyznała kilka lat temu, że jej mąż zawsze zajmował się sprawami, które i ją wciągały. Pewnie dlatego ostatnio znów dała się wciągnąć – w rozmowę na sopockim molo.
Katarzyna i Adam Glapińscy w SopocieYoutube Katarzyna i Adam Glapińscy w Sopocie

Adam Glapiński z żoną Katarzyną spacerowali w ostatni weekend po sopockim molo, a młoda działaczka Agrounii postanowiła zadać prezesowi NBP kilka trudnych pytań. Glapińscy zgodzili się na rozmowę, choć prawdopodobnie nie wiedzieli, że są nagrywani. Ich dość zaskakujące odpowiedzi i reakcje trafiły do sieci.

„Jak my, młodzi ludzie, mamy żyć? Mam dwa etaty, firmę, a kredyty idą 100 proc. do góry” – wyliczała działaczka Agrounii. Katarzyna Glapińska ironizowała w odpowiedzi: „Głosować na Tuska”. Kobieta tłumaczyła, że kredyt wzięła dwa lata temu, a Glapiński pocieszał, że był wówczas najtańszy w historii. „Teraz ma pani normalny kredyt” – dodała jego żona.

Dopytywana, na jak długi czas się zapożyczyła, kobieta odparła, że na 20 lat. Prezes radził jej skorzystać z wakacji kredytowych. A Katarzyna Glapińska dodała: „Życzę, żeby wygrała pani w totolotka”. „Nie no, nie bądź taka, Kasiu” – upominał ją mąż.

Działaczka Agrounii żaliła się prócz tego, że idzie zapaść gospodarcza. Dopytywała, jak ma prowadzić teraz biznes. Żona Glapińskiego na to stwierdziła, że najlepiej „pogadać z Putinem”. I przestrzegła: „Jak Putin wejdzie do Polski, to będzie jeszcze gorzej”. Działaczka Agrounii zaprotestowała, dodając, że NATO nas obroni. „Mój Boże kochany, no to cudownie... jesteśmy też w UE, tak? To śmieszne, że pani na to liczy” – komentowała Glapińska. „Kasiu, nie strasz. Nie wolno straszyć” – ganił ją prezes NBP.

Czytaj też: NBP i Glapiński coś sobie prognozują o inflacji. Hamulec się zaciął

Glapińscy. Najpierw mieszkanie, potem ślub

Do tej pory o Katarzynie Glapińskiej niewiele się mówiło. Małżeństwo nie pokazywało się razem. Kilka miesięcy temu Radio Zet ujawniło, że Glapińscy są współwłaścicielami trzech mieszkań w Warszawie, podwarszawskiej willi z basenem i apartamentu w Sopocie. Po Glapińskiej można by oczekiwać nieco więcej empatii dla kogoś, kto narzeka na wysokie raty kredytu. Dla niej sprawa mieszkania też była w młodości niezwykle istotna, choć zdobyła je z większą łatwością.

Krystynie Pytlakowskiej i Ewie Wilcz-Grzędzińskiej w wydanej w 1992 r. książce „Lwy (nie)ujarzmione” Glapińska mówiła, że osiem lat zwlekali ze ślubem. „Zawsze bowiem twierdziłam: najpierw mieszkanie. I nie wiem, czy w końcu doczekalibyśmy się tych małżeńskich sakramentów, gdyby nie zbieg nieszczęśliwych okoliczności”. A były takie, że zmarła matka Adama Glapińskiego, a starszy brat wyemigrował (został zatrzymany w marcu 1968 r. podczas studenckich demonstracji). W tej sytuacji ojciec Glapińskiego zamienił swoje czteropokojowe mieszkanie na dwa mniejsze.

„Włożyliśmy w tę operację straszne pieniądze, wszystkie, które zarobiliśmy w Szwecji” – opowiada Glapińska. W dniu sfinalizowania transakcji odbył się także ich ślub. Są małżeństwem od 40 lat. Żona przyszłego prezesa NBP wspominała, jak „znajomi z zazdrością kiwali głowami: jakie oni mają szczęście, ślub i od razu mieszkanie. Zapomnieli o sześciu latach czekania, dwóch latach poszukiwań chętnego do zamiany i miesiącach pracy na Zachodzie”.

Zagraniczne wojaże

Glapiński poznał Katarzynę na SGPiS (dzisiejsze SGH). Gdy on skończył liceum Batorego w Warszawie, ona właśnie zaczynała tam naukę. Kiedy ona rozpoczynała studia, on już robił doktorat. Poderwał ją na otrzęsinach, gdy była na pierwszym roku. Nie mają dzieci. – Mam wrażenie, że właśnie dlatego Glapiński traktował Marka Ch. jak syna. Młodszy o 31 lat, mógłby być przecież jego synem. Glapa był jego aniołem stróżem na uczelni, wspierał jego karierę i rekomendował go na szefa KNF – opowiada nasz rozmówca ze środowiska PiS. Przypomnijmy, że Ch. oferował biznesmenowi Leszkowi Czarneckiemu święty spokój w zamian za zatrudnienie za grube miliony wskazanego prawnika. Po spotkaniu, na którym padła ta korupcyjna propozycja, obaj udali się do Glapińskiego, który według „Gazety Wyborczej” sprawiał wrażenie, jakby o wszystkim wiedział. Nawet po wybuchu afery prezes NBP mówił o swoim pupilu, że to „nienagannie uczciwy, patriotyczny, profesjonalny człowiek”.

Z relacji żony Glapińskiego dowiadujemy się, że jako małżeństwo jeździli do Szwecji zarabiać pieniądze. Sprzątali biura. „Była to bardzo dobrze płatna, legalna praca. Tam kupiliśmy pięknego starego volkswagena” – opowiada Glapińska. Wspomina też, że mąż dwa razy (do 1992 r.) odwiedził Stany. „Dwa i pół miesiąca pracował na budowie w ekipie montującej domy – miał zatem także i praktyczne kwalifikacje na ministra budownictwa. Za część zarobionych pieniędzy spędził dwa tygodnie w wymarzonym Nowym Jorku, część poszła na spłatę długów”.

Oboje uwielbiają narty. Ktoś z PiS opowiadał, że pasja ta pozwoliła Glapińskiemu zbliżyć się do prezydenta Dudy, który zgłosił go na drugą kadencję prezesa NBP. „Nigdy nie powodziło nam się specjalnie dobrze, ale też nigdy nie było tak, byśmy nie mieli pieniędzy na narty. Wyskakiwaliśmy w góry na pięć dni kilka razy w roku” – wyznała Glapińska.

Podziwia kobiety, irytuje donżuanerią

Znajomi Glapińskich opowiadają, że Katarzyna była bardzo zadowolona, gdy bliska współpracowniczka jej męża Martyna Wojciechowska odeszła z NBP. Jako szefowa departamentu komunikacji i promocji miesięcznie zarabiała ok. 50 tys. zł plus premie. Katarzyna Glapińska przyznała we wspomnianej książce, że jej mąż jest nazbyt wspaniałomyślny. „Jest pełen podziwu dla kobiet – i zawsze to okazuje. Poważa je. Ceni ich urodę. Wydaje się nawet wobec nich bezkrytyczny, a przynajmniej wobec uszczerbków ich urody. (...) Kiedyś mnie to drażniło. Byłam rzeczywiście zazdrosna o te jego wieczne zachwyty. Na szczęście to uczucie minęło. Choć jeszcze dziś – przyznam – potrafi mnie zirytować swoją donżuanerią”.

Kiedy Adam Glapiński stał się osobą publiczną, ministrem za czasów Porozumienia Centrum, musiał porzucić flanelowe koszule i dżinsy. „Mąż dba o siebie. Co prawda wszystko ja kupuję – nie ma czasu biegać po sklepach – ale on zamawia. Ja realizuję tylko polecenia” – opowiada Glapińska. 20 lat temu żaliła się, że przynajmniej jeden dzień w tygodniu jej mąż powinien odpocząć. „I zajmować się żoną? – pyta Glapińska retorycznie. – Och, nie mam aż takich wymagań”.

NBP jest najważniejszy

Według relacji Glapińskiej jeszcze 20 lat temu mąż nie przejmował się specjalnie atakami prasy. „Nie rujnują one jego układu nerwowego. Nie podpisał też pozwu sądowego, pod którym parafki zbierał Jan Krzysztof Bielecki – m.in. dlatego, że nie odbiera prasie prawa do krytyki rządu, nawet bardzo ostrej. Poza tym Adam jest już uodporniony na ataki prasy. PC było przecież nieustannym ulubionym celem niewybrednych napaści środków masowego przekazu”. A jednak trzy lata temu NBP skierował do sądu wnioski, żeby w ramach zabezpieczenia roszczeń usunąć sześć tekstów z „Gazety Wyborczej” i dwa z „Newsweeka” opisujących związki prezesa Glapińskiego z aferą KNF. Sąd je oddalił.

Glapińska dla odmiany bardzo przejmuje się atakami na męża. „Niestety, ja irytuję się nimi zdecydowanie bardziej niż on”. Teksty, które dotyczą go bezpośrednio, gromadzi w teczce. To ona robiła mu prasówkę, podtykała pod nos to, co powinien przeczytać, albo sama czytała i streszczała.

Rozmowa na sopockim molo potwierdza, że dla Glapińskiej praca męża jest niezwykle ważna, a ataki na NBP odbiera bardzo osobiście. Tak też było 20 lat temu („To, co on robi, jest najważniejsze. Także dla mnie”). Jak opowiadała przed laty, jej pracy oboje nie traktowali aż tak emocjonalnie. „Przyjemną i ciekawą pracę” dostała co prawda w Instytucie Rynku Wewnętrznego. „Natomiast on zawsze zajmował się sprawami, które również mnie wciągały” – wyjawiła Glapińska. Pewnie dlatego dała się wciągnąć w rozmowę na molo.

„Niech się pani ze mną zamieni” – powiedziała jej w weekend działaczka Agrounii. I usłyszała w odpowiedzi: „Ja już byłam w gorszym miejscu, bo żyłam w komunie, proszę pani, i dałam radę. Znacznie było gorzej niż dzisiaj”. Ale państwo Glapińscy akurat tak źle nie mieli.

Czytaj też: Ceny rosną, nastroje spadają. Krótki kurs zaciskania pasa

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną