Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Sejm o pieniądzach z KPO. Rządzący zarzucają Morawieckiemu zaniechanie urzędnicze

Ślubowanie poselskie Moniki Pawłowskiej Ślubowanie poselskie Moniki Pawłowskiej Jakub Halcewicz / Polityka
Polska straciła 5 mld euro z KPO – twierdzi wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha. Jego zdaniem odpowiedzialny jest były premier i minister ds. europejskich.
Protest rolników przed SejmemJakub Halcewicz/Polityka Protest rolników przed Sejmem
Protest rolników przed SejmemJakub Halcewicz/Polityka Protest rolników przed Sejmem
Protest rolników przed SejmemJakub Halcewicz/Polityka Protest rolników przed Sejmem
Protest rolników przed SejmemJakub Halcewicz/Polityka Protest rolników przed Sejmem
Protest rolników przed SejmemJakub Halcewicz/Polityka Protest rolników przed Sejmem

W piątek rano wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha przedstawił informację rządu ws. możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego i byłego ministra ds. europejskich Szymona Szynkowskiego vel Sęka. Chodzi o Krajowy Plan Odbudowy – rządząca koalicja zarzuca poprzednikom, że przez „zaniechanie urzędnicze” Polska straciła 5 mld euro.

„Ponad rok trwała procedura zatwierdzania planu, który miał zapewnić polskim rodzinom i firmom setki miliardów złotych. Dlaczego tak się działo? Bo dla ówczesnej ekipy rządzącej nie były ważne pieniądze, ale tematy będące przedmiotem sporu z Komisją Europejską” – mówił Myrcha. Przypomniał, że Szynkowski vel Sęk nie chciał składać wniosku o zaliczkę z KPO, twierdząc, że jest jeszcze dużo czasu. „Wydaje się w pełni zasadnym, że te zaniechania premiera Morawieckiego i jego ministrów już w sposób absolutnie rzetelny, spokojny oceniła niezależna i wolna od polityki prokuratura” – podsumował wiceminister.

Szynkowski vel Sęk w odpowiedzi stwierdził, że koalicja „strzela kulą w płot”, bo „minister ds. europejskich nie odpowiada za wnioski o środki z KPO”. Podkreślił, że „żadne pieniądze nie zostały utracone”. Oraz że „trzy dni opóźnienia z wnioskiem to nie była spektakularna sprawa, gdyż inne kraje miały więcej dni zwłoki”. „Jak możemy mówić o jakimś niedopełnieniu obowiązków, jeśli pieniądze nie zostały utracone? Jak możemy mówić, że obciąża to ministra ds. europejskich, skoro nie on odpowiada za wnioski?” – pytał.

Gwałt. PiS i Konfederacja przeciwne zmianom

W czwartek rozpoczęło się pierwsze czytanie projektu Lewicy, który ma zmienić definicję gwałtu w kodeksie karnym. Obecnie art. 197 par. 1 mówi, że „kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”. Lewica chce, by brzmiał tak: „Kto doprowadza inną osobę do obcowania płciowego bez wcześniejszego wyrażenia świadomej i dobrowolnej zgody przez tę osobę, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3”. Znaczące jest wprowadzenie minimalnego czasu kary, co ma sprawić, że sprawcy przestaną czuć się bezkarni.

„Projekt czyni gwałt zbrodnią, a nie występkiem, jak ma to miejsce obecnie. Znosi domniemanie zgody i konieczność udowodnienia przez ofiarę, że sprawca ponosi odpowiedzialność za jej krzywdę. Ten projekt, zamiast szukać usprawiedliwienia dla sprawcy, nazywa zgwałcenie po imieniu. Nadaje też autonomię seksualną wyrażaną przez wolę lub jej brak” – mówiła z mównicy sejmowej Anita Kucharska-Dziedzic z Lewicy.

Marcin Warchoł z PiS zarzucił Lewicy obłudę. „Przedłożony projekt zakłada zmianę ze sprzeciwu na brak zgody, przerzucając ciężar dowodu na oskarżonego. To rodzi pytania o zgodność z konstytucją, która mówi, że należy udowodnić winę oskarżonemu” – zauważył, stwierdzając, że jego partia jest przeciwko projektowi.

Podobnie jak Konfederacja, której przedstawiciel – Grzegorz Adam Płaczek – mówił tak: „Rząd chce, by zgoda była świadoma i dobrowolna. (...) Wszystko to wydaje się niewinną igraszką do momentu, gdy jakaś osoba przed udzieleniem zgody nie będzie nawet pod lekkim wpływem alkoholu albo nie wzięła chwilę wcześniej lekarstwa, które może zaburzyć jej świadomość. Czy taka osoba wyraża sprzeciw w sposób świadomy czy nieświadomy?”. Jego zdaniem proponowana zmiana definicji gwałtu z każdego czyni „potencjalnego gwałciciela”.

Policja donosi o pijanych rolnikach

Konfederacja domaga się dymisji ministra spraw wewnętrznych Michała Kierwińskiego w związku z działaniem policji podczas protestu rolników w Warszawie. „To się nie mogło stać bez przyzwolenia z góry” – powiedział na antenie RMF FM Krzysztof Bosak. Jego zdaniem „dziesiątki funkcjonariuszy zostały wykorzystane do sprowokowania tych zamieszek poprzez skierowanie ich prosto w tłum”.

Stołeczna policja poinformowała, że podczas protestu zatrzymano 52 osoby, a wylegitymowano 1,4 tys. Rannych zostało 14 funkcjonariuszy. „Alkohol wzmaga agresję. Wczoraj spośród 26 osób zatrzymanych blisko połowa była nietrzeźwa. Rekordzista miał 1,6 promila alkoholu w organizmie” – czytamy w komunikacie policji w serwisie X.

„Jest wiele pytań, które będziemy chcieli dzisiaj zadać podczas kontroli poselskiej w KSP [Komendy Stołecznej Policji] w związku z wczorajszymi wydarzeniami” – to z kolei Paweł Szefernaker z PiS podczas konferencji prasowej w czwartek rano. „Tak wielu rannych i tak wielu zatrzymanych nie było na tak dużych manifestacjach przez ostatnie lata. Pojawiają się pytania, komu było na rękę, żeby doszło do takiej sytuacji, i czy było przyzwolenie polityczne na to, aby w taki, a nie inny sposób policja reagowała podczas protestu rolników” – dodał.

„Kostką brukową w polski mundur”

„Zabezpieczenie protestów przez policję jest zawsze profesjonalne, merytoryczne, tak by obniżać napięcie, które się w tego typu sytuacjach pojawia” – powiedział szef MSWiA podczas konferencji prasowej. I wyjaśnił: „Ok. godz. 15 organizatorzy rozwiązali demonstrację. Wtedy mogliśmy oglądać to, co zdarzyło się przed Sejmem. Trzeba odłączyć dwie kategorie protestujących: rolników i grupkę chuliganów, prowokatorów, którzy zaatakowali policję”. Chuligani, tłumaczył Kierwiński, zaatakowali policję, która „przez całą demonstrację zachowywała się w sposób bardzo powściągliwy”.

Odniósł się do zarzutów prawicy: „W tej sprawie policja jest atakowana przez tych, którzy jeszcze kilka miesięcy temu wznosili hasła »murem za polskim mundurem«. Można powiedzieć, że teraz jest »kostką brukową w polski mundur«”. A także żądania dymisji podniesionego przez konfederatów: „Taka rola polityków opozycji, że będą sypali piach w tryby rządzącym. To polityczne zarzuty, jeżeli wniosek zostanie złożony, to na sali sejmowej będzie procedowany”.

Zapytany o policjanta, który rzucił jakimś przedmiotem w stronę protestujących, Kierwiński odpowiedział, że wie o tym zdarzeniu z mediów społecznościowych. „Rozmawiałem z komendantem, będzie przeprowadzone postępowanie wyjaśniające. Z tego, co wiem, ten funkcjonariusz sam zgłosił się do dowodzących akcji, że będzie chciał złożyć wyjaśnienia” – powiedział minister.

Rolnicy pod Sejmem

W czasie obrad na ulicach Warszawy odbywał się protest rolników. Przed kancelarią premiera odpalono race, palono śmieci i unijne flagi, rzucano petardami w policję. „Pamiętajcie państwo, że protesty rozpoczęły się jesienią. To była reakcja na to, co działo się wcześniej. Proszę, żeby sprawiedliwie oceniać sytuację” – powiedział z mównicy minister rolnictwa Czesław Siekierski. „Szef rządu spotkał się z przedstawicielami protestujących rolników. Kontynuacja tej rozmowy będzie w sobotę, żebyśmy mieli czas nieograniczony” – przekazał.

Tymczasem po godz. 14 protestujący zjawili się przed Sejmem. Tam także w ruch poszły wuwuzele, petardy i różne przedmioty rzucane w stronę policji – kostka bukowa, kamienie, banany, co popadnie. Ktoś z protestujących krzyknął, że to „ostatni pokojowy protest”, choć wcale na taki nie wyglądał. Po sieci krąży film, na którym widać, że co najmniej dwóch protestujących przedarło się przez kordon policji na teren Sejmu. Jedna z nich została zatrzymana przez mundurowych.

Grzegorz Braun z Konfederacji oświadczył z mównicy, że jego partia „dysponuje materiałami, które wskazują, że policja prowokowała rolników podczas protestów”, zaś jeden z jej liderów Sławomir Mentzen „dostał gazem w twarz”.

Marszałek Szymon Hołownia „nie wierzy”, że zamieszki wywołali rolnicy. Jego zdaniem odpowiedzialni za to są prowokatorzy i chuligani. „Cieszę się, że z bezpiecznej odległości obserwował pan protestujących w naszym imieniu rolników. Policja w nas wbiegła, nie była prowokowana, nagle uderzyła w nas gazem. Przypomina mi to najgorsze czasy pierwszych rządów PO, kiedy policyjni prowokatorzy rozbijali Marsze Niepodległości i bili ludzi. Jak tak ma wyglądać uśmiechnięta Polska, to nie chcę wiedzieć, co będzie za kilka lat. Mam dosyć uśmiechniętej Polski. Wolę, żeby parlamentarzyści płakali nad konstytucją niż od gazu pieprzowego psikniętego im w oczy” – ironizował Mentzen.

Z kolei Michał Wójcik z PiS wezwał ministra Marcina Kierwińskiego do odpowiedzi, „dlaczego wydał rozkaz ataku na rolników”. „Banda prowokatorów atakuje polską policję kostką brukową, a wy atakujecie policję. Gdzie macie przyzwoitość?” – odpowiedział Kierwiński. „Ci policjanci od kilkunastu dni bronią protestujących rolników, zapewniają im bezpieczeństwo. Dopiero gdy wasi prowokatorzy wkraczają tutaj, nagle zaczynają się...” – urwał, bo na mównicę próbował wejść jeden z posłów PiS.

Czytaj też: Toksyczne zboże z Ukrainy zalewa Polaków i Europę! Tak Kreml roznieca protesty rolników

Sejm przyjął uchwałę ws. TK

Sejm przyjął uchwałę w sprawie „usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego lat 2015–2023 w kontekście działalności Trybunału Konstytucyjnego”. „Za” opowiedziało się 240 parlamentarzystów, 197 przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Projekt przyjęto w całości. W świetle projektu Trybunał „wymaga ponownej kreacji sądu konstytucyjnego, zgodnie z konstytucyjnymi zasadami oraz przy uwzględnieniu głosu wszystkich sił politycznych szanujących porządek konstytucyjny. Sędziowie odnowionego TK powinni być wybrani z udziałem głosu ugrupowań opozycyjnych. Ustalanie składu osobowego powinno być rozłożone w czasie tak, aby potwierdzić wolę kreacji tego organu w sposób wolny od perspektywy bieżącej kadencji Sejmu i Senatu”.

Czytaj też: Sejm odciął się od znieprawionego trybunału Przyłębskiej. Trzy kluczowe znaczenia uchwały

Pierwsze czytanie projektu rozpoczęło się o godz. 14:30. Sejm w uchwale apeluje do sędziów dublerów o rezygnację i „włączenie się do procesu demokratycznych przemian”.

Anna Żukowska z Lewicy, jedna z posłanek reprezentujących wnioskodawców: – Uchwała to wyrażenie woli politycznej naprawy Trybunału Konstytucyjnego. Wskaże, że wyroki wydane przez obecny Trybunał są obarczone wadą. Za nią pójdą projekty ustaw.

Ta uchwała mówi sędziom dublerom „sprawdzam”. Jeśli nie odejdą, pokażą swoje prawdziwe intencje, że chodzi o władzę i pieniądze. Duda na pewno zawetuje nasze ustawy o TK i KRS. Pokazuje, że niczego się nie nauczył – mówi „Polityce” posłanka PO. A inny poseł dodaje: – Robimy, co możemy w sytuacji, w której prezydentem jest Andrzej Duda.

W koalicji słychać się, że ok. dziesięciu osób z PiS wysyła sygnały o możliwym przejściu do Trzeciej Drogi. Że czują pismo nosem, boją się rozpadu partii i chcą zabezpieczyć się na przyszłość. Nie jest jasne, o kima mowa.

„Jesteście specjalistami w mowie nienawiści, ale nie od strony teoretycznej, tylko praktycznej” – powiedział z mównicy sejmowej Krzysztof Szczucki z PiS, zarzucając koalicji rządzącej, że przyczyniła się do śmierci dwóch sędziów dublerów wybranych do TK. „W uchwale szargacie dobre imię pana prof. Morawskiego i pana prof. Ciocha, dwóch wybitnych polskich prawników, którzy odeszli także na skutek waszej nienawiści” – precyzował.

„Ta uchwała będzie miała takie samo znaczenie jak np. w sprawie zmiany króla angielskiego” – ironizował z mównicy Jarosław Kaczyński. „Prawnie nie będzie miała żadnego znaczenia. To jest komedia, teatr i obraża to miejsce” – dodał.

Ślubowanie Pawłowskiej bez PiS

Siódme posiedzenie Sejmu rozpoczęło się w środę o godz. 10 od ślubowania poselskiego Moniki Pawłowskiej. Przypomnijmy: przyjęła mandat po Mariuszu Kamińskim, który przestał być posłem po ogłoszeniu prawomocnego wyroku sądu za przekroczenie uprawnień w tzw. aferze gruntowej.

Na sali plenarnej nie było w tym momencie posłów z PiS. Weszli, gdy Pawłowska skończyła ślubowanie. Zapytana przez dziennikarzy, potwierdziła, że będzie chciała wstąpić do klubu PiS. Jeżeli nie zostanie przyjęta, będzie posłem niezrzeszonym. „Nie może być posłem klubu ktoś, kto nie jest posłem” – skomentował jej deklarację Przemysław Czarnek.

O godz. 12 rozpoczęły się prace nad pierwszym czytaniem rządowego projektu ustawy o KRS zmieniającego sposób wyboru jej członków (piszemy o nim niżej).

Czytaj też: PiS trzyma się w Trybunale nie-Konstytucyjnym. Jak długo jeszcze? Przyłębska boi się szturmu?

Siódme posiedzenie bez aborcji

Po długich oczekiwaniach Sejm miał się zająć pierwszym czytaniem czterech ustaw aborcyjnych – dwóch Lewicy i po jednej Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi (o tym, co zawierają projekty, pisze Agata Szczerbiak). Wypadły z porządku obrad, bo marszałek Sejmu i lider Polski 2050 Szymon Hołownia uznał, że w związku z toczącą się kampanią do wyborów samorządowych mogłyby upaść w pierwszym czytaniu. Sejm ma do nich wrócić po pierwszej elekcyjnej rundzie, czyli 11 kwietnia.

Marszałek postulował, by projektami zajęła się zbiorczo nadzwyczajna komisja sejmowa, ale nie udało mu się przekonać klubów i zapewne będą procedowane osobno. „Ostatnich kilka tygodni poświęciłem na konsultacje, rozmowy, próby mediacji i doprowadzenia do tego, żeby zminimalizować ryzyko, że wszystkie projekty, które dzisiaj są w Sejmie, zostaną odrzucone w ramach tej przedwyborczej kanonady w pierwszym czytaniu. Że umowna lewica wystrzela projekty tych bardziej na prawo, ci bardziej na prawo wystrzelają projekty tych bardziej na lewo i zostaniemy z ugorem, zostaniemy ze spaloną ziemią” – wyjaśniał Hołownia w TVN24.

Baliśmy się, że Lewica odrzuci nasz projekt, więc przyparliśmy ich do muru, przenosząc wszystkie projekty na później – przyznaje w rozmowie z „Polityką” jeden z polityków Polski 2050.

Decyzja zapadła we wtorek podczas wieczornego posiedzenia Prezydium Sejmu. Wicemarszałek Sejmu i szef Lewicy Włodzimierz Czarzasty złożył wniosek o głosowanie. Wynik był 3:3. Za procedowaniem projektów opowiedzieli się Czarzasty i wicemarszałkinie z Koalicji Obywatelskiej: Monika Wielichowska i Dorota Niedziela. Przeciw byli marszałek Hołownia, Piotr Zgorzelski z PSL i Krzysztof Bosak z Konfederacji. Przy remisie decydujący jest głos marszałka.

W reakcji na decyzję Hołowni posłanki i ministry Lewicy przyszły w środę do Sejmu ubrane na czarno. „W wielu polskich domach odbywa się codziennie referendum nad testem ciążowym i kobiety podejmują tę decyzję samodzielnie” – powiedziała Katarzyna Kotula podczas konferencji prasowej, która odbyła się przed rozpoczęciem obrad. Przypomniała, że polityczki Lewicy od lat składały projekty ustaw aborcyjnych. „Ale wtedy pani marszałek Elżbieta Witek chowała je do sejmowej zamrażarki. Dzisiaj projekty do zamrażarki chowa marszałek Szymon Hołownia” – zauważyła.

I dalej: „Jeśli Szymonowi Hołowni wydawało się, że odsuwając procedowanie tych ustaw, sprawi, że wybory samorządowe nie będą o aborcji, to bardzo się mylił”.

Żukowska do Hołowni: Ta błyskawica będzie wymierzona w pana

Wniosek złożyła Anna Maria Żukowska z Lewicy. I zarzuciła Hołowni z mównicy: „Zamrażarkę sejmową zamienił pan na uśmiechniętą chłodnię. Chowa pan projekty”. Zaznaczyła, że na projekty liberalizujące przepisy aborcyjne „nigdy nie jest dobry czas dla mężczyzn rządzących tym krajem”. „A to wejście do NATO, a to wejście do UE, a to wybory. Dla was nigdy nie jest dobry czas dla kobiet. Dlatego składam wniosek o zamknięcie posiedzenia Sejmu celem uzupełnienia porządku obrad o projekty dotyczące prawa do przerywania ciąży” – dodała posłanka Lewicy. Po czym wskazała na symbol Strajku Kobiet na swoim ubraniu i krzyknęła: „A ta błyskawica, panie marszałku, będzie wymierzona w pana”.

„Dobrze, przyjąłem to do wiadomości” – odpowiedział Hołownia. Dodał, że „Sejm jest od tego, aby wychodziło z niego prawo, a nie zadowoleni ze swoich występów politycy”. Oraz że przebieg debaty na temat ustaw aborcyjnych utwierdza go w przekonaniu, że decyzja o odroczeniu prac była słuszna.

Poseł PiS o zmianach w KRS: powrót do sędziokracji

O godz. 12 minister sprawiedliwości Adam Bodnar referował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o KRS. Zakłada on, że 15 sędziów w KRS wybieranych będzie w wyborach bezpośrednich i głosowaniu tajnym przez sędziów, a nie, jak to ma miejsce od 2018 r., przez Sejm. Po tych wyborach obecni członkowie KRS stracą swój mandat.

„Musimy doprowadzić do przywrócenia normalnych konstytucyjnych ram funkcjonowania KRS i innych organów wymiaru sprawiedliwości” – mówił Bodnar.

Rafał Wójcik z PiS złożył wniosek o odrzucenie projektu. „Pan, panie ministrze, od wielu tygodni prowadzi destrukcję wymiaru sprawiedliwości” – powiedział do Bodnara. Stwierdził, że ten projekt to „powrót do sędziokracji”, a „kolesie będą wybierać kolesi”.

Jego wystąpienie próbowała zakłócać Kamila Gasiuk-Pihowicz z KO. „Niech pani nie krzyczy, niech pani powie, ile pani wzięła pieniędzy z KRS” – powiedział Wójcik do posłanki, która jest też członkinią KRS wybraną przez obecny Sejm.

Gasiuk-Pihowicz odpowiedziała mu z mównicy: „Normą było deptanie konstytucji oraz tracenie miliardów złotych na kary nakładane przez TSUE. Sędziowie mieli być na telefon, wyroki miały być dla obywateli, a nie dla polityków partii rządzącej. To był system patologiczny. Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro byli ojcami chrzestnymi tej dewastacji”.

Więcej na ten temat

Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną