Podróże po bezdrożach
Kres Trzeciej Drogi nie tak miał wyglądać. Kto tu parł do rozwodu i co zrobią osobno
To rozstanie nie tak miało wyglądać. O tym, że projekt się kończy, słychać było od dawna, ale Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz, którzy po dwóch latach niełatwej koalicji wciąż się lubią i nieźle dogadują, chcieli ogłosić koniec na wspólnej konferencji i zapewnić, że rozstanie przebiega w zgodzie i według planu. Efekt był inny. Najpierw poszły przecieki w sprawie rozpadu Trzeciej Drogi z obrad Rady Naczelnej PSL 17 czerwca, szybko dementowane przez rzecznika partii Miłosza Motykę. Ale te nieoficjalne informacje podchwycili Hołownia i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: nie czekając na oficjalną decyzję Polski 2050 (miała zapaść pod koniec czerwca), wpisami w mediach społecznościowych przyklepali sprawę. Następnie informację potwierdził w Radiu Zet Kosiniak-Kamysz. PSL i Polska 2050 rozeszły się, by samodzielnie powalczyć o wyborców, a także skonfrontować się z trudną sytuacją sondażową – według czerwcowego badania Opinii24 wspólnie mieli 5,1 proc. poparcia. Od teraz badania będą pokazywać ich notowania osobno.
Ich współpraca od początku była trudna. Obie partie zupełnie do siebie nie pasowały – pod względem programu, aspiracji, stylu działania, ludzi, którzy ją tworzą, czy typu elektoratów. W 2023 r. połączyła je słabość sondażowa, wspólnota politycznych celów i trwająca do dziś wzajemna sympatia obu liderów, którzy też są różni, ale punktów wspólnych znaleźli więcej niż ich partie. Obaj relatywnie młodzi, ojcowie małych dzieci, konserwatywni światopoglądowo, i obaj – wówczas, ale w pewnym sensie i teraz – starający się przetrwać pod presją silnego, zagarniającego centrowy elektorat Donalda Tuska.
Po pierwszym zaskakującym sukcesie w wyborach do Sejmu w 2023 r. szybko okazało się, że efekt synergii przestał działać, a współpraca bardziej im przeszkadza, niż pomaga.