Wyścig zbrojeń
Wyścig zbrojeń. Gigantyczna operacja z SAFE: było dużo szybko i naraz. Czy trafnie?
Ta gigantyczna operacja była możliwa dzięki uruchomieniu unijnego programu SAFE, w którym Polska otrzymała do dyspozycji niemal 44 mld euro na zakupy zbrojeniowe planowane od ubiegłego roku. Nie ma co ukrywać, że rządowi chodziło o „efekt WOW”, który przykryłby komunikacyjną nieporadność towarzyszącą walce o ustawę, zablokowaną ostatecznie przez Karola Nawrockiego.
Po szoku, jakim było weto w sprawach bezpieczeństwa, rząd wdrożył plan B i uzbroił się w jasny przekaz, że SAFE jest dla polskich, a nie niemieckich firm, że skorzystają na nim fabryki w całej Polsce, i że najważniejszym beneficjentem będzie Wojsko Polskie, które za kilka lat otrzyma sprzęt i uzbrojenie, na jakie bez dodatkowych unijnych funduszy musiałoby czekać dłużej. Żeby zrobić jeszcze większe wrażenie i by zadziałała magia liczb, podpisywanie umów zostało skomasowane w ostatnich trzech dobach przed upływem terminu na zamówienia jednostronne.
W branży obronnej nie brakowało obaw, czy MON zdąży przed 30 maja, bo po podpisaniu umowy pożyczki z Komisją Europejską 8 maja długo nic w temacie SAFE się nie działo, mimo zapowiedzi, że lawina umów ruszy natychmiast. Przesunięcie wszystkiego na finisz wynikało częściowo z komplikacji proceduralnych (bo nie jest tak łatwo przełożyć pożyczane miliardy na konta w BGK), a także z trudności kalendarzowych. Na inauguracji programu chciał być premier Donald Tusk, podczas gdy minister obrony był w zagranicznych rozjazdach, a całą sekwencję zdarzeń chciano zaplanować tak, by odbyć zbrojeniowe tournée po Polsce. Tak się ostatecznie stało – symboliczne uroczystości połączone z konferencjami polityków i wojskowych organizowano od Legionowa, przez Ożarów Mazowiecki, Gdynię, Bydgoszcz, po Stalową Wolę, gdzie MON przywiózł największy pakiet zamówień, wart 60 mld zł.