Na podbój Woronicza
Prędzej czy później widzowie wystawią politykom rachunek za pogrzebanie telewizji publicznej.

TVP jest jak republika bananowa. Dokonuje się w niej przewrót za przewrotem, krzyżują się - nie do końca klarowne -ninteresy partyjne i finansowe, a kolejni prezesi, niczym kacykowie, stają się zakładnikami różnych opcji politycznych. Raz górą są jedni, potem wygrywają drudzy, aby oddać pole trzeciemu. Cała ta gra toczy się na oczach telewidzów, którzy nie wykazują specjalnego zainteresowania misternym pleceniem przez polityków kolejnych intryg w sprawie podboju Woronicza. Na pytanie, czy telewizja publiczna powinna w Polsce istnieć, 87 proc. ankietowanych odpowiada, że owszem, tak. Ponad 70 proc. telewidzów nie łączy jednak tego faktu z koniecznością płacenia abonamentu (tylko 30 proc. wpływów finansowych TVP pochodzi z tego źródła).

W rezultacie obraz sytuacji, jaki się wyłania, jest taki, że politycy wyszarpują sobie nawzajem TVP w Sejmie i w kuluarach, a publiczność siedzi spokojnie przed telewizorami i w większości za darmo ogląda, co nadają z Woronicza. Taka sielanka mogłaby zapewne trwać bez końca, gdyby nie groźba, że pewnego dnia, i to całkiem nieoczekiwanie, mogą się TVP skończyć pieniądze na nadawanie programu. Po prostu zabraknie kasy na utrzymywanie molocha.

Gdy kanały publiczne TVP 1 i TVP 2 zaprzestaną emisji, wówczas może obudzić się gniew ludu. Ulubione seriale, rytualne od lat programy, stanowiące punkty odniesienia w codzienności przeciętnych Polaków nagle znikną im z pola widzenia. Zawiedziona widownia przekona się, że lekceważone przez nią igraszki polityków wokół TVP nie były wyłącznie niewinną zabawą ani walką o teatr telewizji czy inne programy misyjne, emitowane wtedy, gdy ona głęboko śpi. Nieoczekiwanie budząc się bez „M jak miłość", „Rancha", „Na dobre i na złe", „Klanu", bez „Jakiej to melodii?" czy „Familidy" oraz wielu innych, telewidz może się poczuć zdruzgotany, dotknięty i rozgoryczony. Wówczas nieuchronnie nadejdzie czas rozliczeń z politykami, a może to być jak - to zwykle w Polsce - pora przed wyborami. W republice bananowej, bardziej niż o chleb, zazwyczaj chodzi o igrzyska. 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj