Felietony Ludwika Stommy

Polityczna kasza

To, że politycy robią nam ustawicznie kaszkę w mózgu, nie jest oczywiście żadną rewelacją. Coraz częściej zdarza się jednak ostatnio, że sami zaczynają tę kaszkę zjadać i tak się już zaplątali we własnym bełkocie, że wierzyć zaczynają, iż to prawdziwa kasza, jadalna, a nawet smaczna. Pierwsze przykłady z rzędu:

Kadafi (nie wiedzieć czemu pisywany w Polsce przez dwa „d”) był ongiś groźnym terrorystą i terrorystów sponsorem. Potem jednak obtarł krew z dłoni i wyciągnął ją ku demokratycznym rządom. Natychmiast obwołany został przez Berlusconiego druhem serdecznym, w ogrodach elizejskich rozbił beduiński namiot i rozprawiał w nim z Sarkozym o zbawieniu świata. Szwajcarzy, którzy odważyli się przedtem robić jakieś przykrości synkowi chuliganowi, w zgrzebnych szatach błagali o przebaczenie. Anglicy, Niemcy czy Amerykanie, socjaliści i liberałowie, demokraci i republikanie, kłaniali mu się w pas, a pani Clinton powiedziała, że nie można żyć przeszłością. Nie ma co ukrywać i chować głowy w piasek: Kadafi naszym przyjacielem był. Aż nagle przyszły zamieszki, zaczęły potężnieć i coraz poważniej zagrażać władzy Kadafiego (kiedy piszę ten felieton, nie wiadomo jeszcze, jak się to wszystko skończy), tak że niewiadome się stało, kto za chwilę trzymał będzie rękę na kurku od ropociągów.

Kiedy już wydawało się, że opozycja górą, pospieszyły się rządy zachodnie w imię demokracji oczywiście i praw człowieka uznać Radę Rewolucyjną, na czele której stanął w imię demokracji oczywiście i praw człowieka… minister sprawiedliwości z rządu Kadafiego, który właśnie dziwnym trafem całkowicie zmienił poglądy. Jego deklaracje bez zastrzeżeń zadowoliły europejskich polityków. Przepraszam, ale mnie nie. Gdyby był to jeszcze minister zalesiania Sahary, mógłbym ostatecznie uwierzyć, że dla konkretnego przedsięwzięcia zatrudnił Kadafi apolitycznego fachowca. Jednak minister sprawiedliwości…

Kto pamięta, jak wyglądała sprawiedliwość w Libii (vide choćby proces bułgarskich pielęgniarek czy raporty Amnesty International), rozumie, jaki musiał być poziom łajdactwa firmującego ją ministra. Bądź tu mądry i pisz wiersze. Z jednym łajdakiem, który potem przestał być łajdakiem, a stał się kolegą, nie rozmawiamy, bo znowu stał się łajdakiem. Drugiego łajdaka, który oświadczył, że już łajdakiem nie jest, uznajemy za męża opatrznościowego. Z kota odwracanego tyle razy ogonem, może już rzeczywiście zrobić się kasza. I ma się wrażenie, że politycy z apetytem ją wcinają.

Przykład drugi: Partia? Stronnictwo? Klub poselski? Polska Jest Najważniejsza. W krajach starej i zapewne spleśniałej demokracji nowe partie pojawiają się z nowym programem, chcąc, jak to się ładnie w Polsce mówi, „zagospodarować” wyborców zniechęconych do istniejących alternatyw. Partii(?) Polska Jest Najważniejsza to nie dotyczy. Jest to kalka, kopia, PiS bis, tyle że bez Jarosława Kaczyńskiego. Ostatecznie może być, historia oglądała już takie twory. Byli staliniści bez Stalina, rojaliści francuscy bez króla, piłsudczycy bez Piłsudskiego etc. Oni wszyscy jednak, uzurpując sobie prawo do ideowego testamentu, działali po śmierci idoli. Polska Jest Najważniejsza odwołuje się niby do Lecha Kaczyńskiego. Tymczasem Lech był bliźniakiem Jarosława nie tylko z krwi, ale i z przesłania ideowego. Toteż tylko Jarosław może być prawomocnym spadkobiercą Lecha. Jawi się więc przed dysydentami nader trudny dylemat: jak uprawiać kaczyzm przeciwstawiając się jednocześnie Jarosławowi Kaczyńskiemu? Myślę, że już na tym poziomie rzecz jest z góry przegrana. Albo członkowie PJN pójdą do Canossy i ukorzą się przed Jarosławem, albo zapadną się w polityczną nicość.

Zresztą, gdyby nawet nie było Jarosława, trudno byłoby zobaczyć przed nimi jakiekolwiek perspektywy. Dzieje iksistów bez iksa, czyli bez spójnika i wyroczni, charakteryzują się bowiem zawsze tymi samymi prawidłowościami: po pierwsze, z nieuchronnych licytacji o spuściznę droga prowadzić musi do skrajności. To nie Stalin aresztował kardynała Wyszyńskiego, ale staliniści bez Stalina. To nie Piłsudski pogrzebał ostatecznie demokrację w Polsce, ale pułkownicy pozbawieni komendanta. Po drugie, gdy wodza zabraknie, rozpoczyna się licytacja o prawomocność następstwa.

Historia polityczna Europy nie zna wyjątku od tej reguły. Gdy zabrakło Stalina, wszyscy koniec końców rzucili się sobie do gardeł, z czego ostatecznie na krótko narodził się Chruszczow. Kiedy umarł Napoleon III, rojaliści mieli dwóch kandydatów i we wściekłych sporach, które trwają do dzisiaj, obu utopili. Jak rządzili w permanentnych swarach sanacyjni pułkownicy, sprawdził wrzesień 1939 r. Z pierwszego i drugiego wynika logicznie, że dziwaczna efemeryda pod nazwą Polska Jest Najważniejsza nie ma żadnych szans, jest meteorem, który bez łaskawego zainteresowania mediów zgasłby już wczoraj, a podsycany poświeci może do wyborów, ale nie dłużej. Wydawałoby się, że to abecadło polityczne. Skądże! Znajdujemy oto uczonych w piśmie, twierdzących, że „jest to nowe zjawisko w polityce polskiej”. Kasza już się zagrzała i czeka.

Wielkim zwolennikiem PJN jest poseł Jarosław Gowin. To właśnie na dzisiaj mój przykład trzeci. Będąc członkiem Platformy Obywatelskiej, która na razie trzyma konfitury, reprezentuje poseł Gowin i głosi poglądy prawego skrzydła PiS, zbliżając się nawet, ale tylko wtedy, kiedy to potrzebne, bez zaszkodzenia ikonie bezbłędnej elegancji, do Radia Maryja. Nienaganny, przyczesany, poseł Jarosław Gowin posiadł umiejętność wygłaszania najbardziej reakcyjnych i klerykalnych tez z tym łagodnym uśmiechem, który spodoba się nawet niedopieszczonemu centrowcowi. W telewizji może mówić o wszystkim i jest w tej groteskowej mistyfikacji szczery. Może zostanie premierem. Po pośle Janie Marii Rokicie jest to druga osoba, która tak umie się nasycić własną kaszką, że żaden głód, ba, nawet niedożywienie mu nie zaszkodzi. Dookoła chodzą zaś żądne wsparcia od przyszłej gwiazdy szczury i życzą „smacznego”. Tylko Rzeczpospolita krztusi się czkawką.

Polityka 12.2011 (2799) z dnia 18.03.2011; Felietony; s. 113
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną