Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Felietony Ludwika Stommy

Wojewódzki – ten rasista

Jest sto tysięcy powodów, żeby nienawidzić Kuby Wojewódzkiego. Jest inteligentny, bogaty, oczytany, bezczelny, zna się na tym, co robi, nie przejmuje się zawistnikami… Są to w Rzeczpospolitej rzeczy, których się obywatelom nie wybacza. W programie „X Factor” było trzech jurorów: Kuba Wojewódzki i jeszcze dwoje. Dwoje starało się być za wszelką cenę takimi jak Wojewódzki. Niestety, nijak im się to nie udawało. Ciekawsze dla mnie (niech mi wybaczą laureaci) od samych piosenek było obserwowanie, jak u dwojga rodzi się nienawiść. Panienka z jury, skoro nic innego nie mogło ją zrównać z Wojewódzkim, postanowiła być przynajmniej oryginalna. Oryginalność owa polegała na tym, żeby zawsze opiniować uczestników konkursu inaczej niż Kuba. Nieważne wykonanie, prezencja, osobowość kandydata. Jeżeli on mówi „tak”, to ona „nie” i na odwrót. W pewien sposób wygrywała na tym, gdyż jej mydlana buzia, skurczona złością, stawała się nawet trochę interesująca. Jestem, niestety, przekonany, że nie padła do stóp Wojewódzkiego i nie podziękowała mu, że jest jej Pigmalionem. Bardziej wydaje mi się prawdopodobne, iż na promujących mydło seansach opowiada wszystkim, jaki to niemoralny i nikczemny typ. Wcale mnie też nie zdziwi, jeśli powoła się przy tym na nauczanie Jana Pawła II, czyli zbiór nieczytanych pism, służących w naszym dumnym kraju do przywalania przeciwnikom, kiedy niczego innego od ręki wymyślić się nie da.

Ostatnio oskarżono Kubę Wojewódzkiego o rasizm. Z powodu dowcipasu o Hindusie, Murzynie i Ku-Klux-Klanie, który zresztą nie był na moją miarę, pointy bowiem dokładnie nie zrozumiałem. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. Bo oto pojawił się zastęp tych, którzy szczują na Rosjan, Niemców, Czechów, Żydów…, lecz nagle poczuli się obrażeni w swojej kosmopolityczności, którą na co dzień potępiają. Niestety, dali się w to wmanipulować i Alvin Gajadhur, i deputowany John Godson. To akurat i to tylko bardzo smutne.

Dzieci w szkole powtarzają sobie, czy to Francja, Rzeczpospolita, Niemcy czy Urugwaj, nieskończone ilości wątpliwych, rasistowskich wiców. Są one niebezpieczne do momentu, kiedy przekazywane z ust do ucha stanowią owoc zakazany i pretendują do udostępniania słuchaczom jakiegoś ułamka zatajanej lub niedozwolonej prawdy.

Dowcip amerykański o Polakach (tzw. Polish Joke):

– Jak złamać Polakowi palec?

– Uderzyć go w nos.

Dowcip francuski o Żydach:

– Dlaczego Żydzi mają duże nosy?

– Bo powietrze jest darmowe.

Dowcip niemiecki o mieszkańcach Wysp Fryzyjskich:

– Dlaczego Fryzyjczycy zagrzebują się w ziemi?

– Bo usłyszeli, że w GRUNCIE rzeczy nie są głupi.

Dowcip francuski o Belgach:

Awionetka roztrzaskała się na cmentarzu w Brukseli. Komisja rządowa podaje, że było 30 tys. ofiar.

Dowcip niemiecki o Polakach:

Jedźcie na wakacje do Polski, wasze auta już tam na was czekają.

Dowcip francuski o Arabach i Murzynach:

Spalił się dom, w którym mieszkały trzy rodziny: biała, murzyńska i arabska. Ocalała tylko jedna. Która? Ależ biała oczywiście, bo rodzice byli w pracy, a dzieci w szkole.

Dowcip polski o Niemcach:

Niemiec ma szklane oko. Które jest szklane, a które prawdziwe? Szklane jest to, które na ciebie po ludzku patrzy.

I tak dalej, i tak dalej. Każdy z tych dowcipów opowiedziany spod pazuchy, ze sprośnym uśmieszkiem w szkolnej szatni, jest rzeczywiście obrzydliwy. Opowiedziany głośno, bez porozumiewawczych uśmieszków, jest już tylko głupi. Przekazany w całej serii ośmiesza sam siebie i staje się pedagogicznym przykładem, że wszyscy o wszystkich to samo, czyli nie ma tu odniesień do faktów, a tylko żonglerka stereotypami, która jednych bawi, innych brzydzi, ale obrażają się o nią tylko ponuracy i fanatycy, czyli właśnie rasiści à rebours.

To między innymi ma nam Kuba Wojewódzki do powiedzenia. W każdym programie czy w pomieszczanej w POLITYCE „Mea Pulpa” wytyka bohaterom swoich zgryźliwości beztalencie, pretensjonalność, nieprofesjonalizm etc. Zgroza. Bo przecież w Rzeczpospolitej największym jest przewinieniem powiedzenie durniowi, iż jest durniem, plagiatorowi, że plagiatorem, kłamcy, że kłamcą. A jeszcze do tego kpić z posągów, szumnych tradycji i Polaków wielkimi zadekretowanych, to już ociera się o świętokradztwo i prokuraturę, do której spadają lawiny donosów.

Zmarły 25 lat temu francuski aktor Coluche zapytywał: „Co to są ci Portugalczycy, którzy pchają się do nas, żeby odjąć pajdę chleba od ust naszym Arabom”. Miewał też i ostrzejsze powiedzonka: „Być politykiem to w końcu nie takie trudne, przez pięć lat studiujesz prawo, a potem robisz wszystko na odwrót” albo: „policja jest to azyl dla pijaków, których nie przyjęto na kolei ani na poczcie”. Jednych to śmieszyło, drugich nie. „Bigamia jest wtedy, kiedy ma się jedną żonę za dużo, czyli dokładnie tak samo jak w monogamii”. Colouche doszedł jednak do kresu prowokacji. W 1981 r. zgłosił swoją kandydaturę na prezydenta Francji. Wszyscy „poważni” pretendenci przyjęli to oczywiście (musieli przecież cenić dowcip) z wesołą tolerancją. Aż do chwili, kiedy w sondażach zaczął się Colouche ocierać o 20 proc. głosów. Użyto wtedy wszystkich kruczków administracyjnych, żeby go utrącić. Było to o tyle łatwe, że on traktował to wszystko jako żart. Jestem przekonany, że Kuba Wojewódzki ma też swój twardy elektorat, do którego zresztą należę.

Polityka 27.2011 (2814) z dnia 28.06.2011; Felietony; s. 89
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną