Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Felietony Ludwika Stommy

Solidarność ssaków

I tak oto wkraczamy w rok 2013. Strzelają korki szampanów. Fajerwerki, konfetti. Panie w balowych sukniach chylą się ku wykwintnym panom i, jak pisał Jan Lechoń, „Przelotnie a zalotnie przechylają głowę//I mówią czarnym frakom: »Przyjdźcie do nas jutro!«//I podają im usta za podane futro”. Tymczasem znowu zgłupieliśmy o rok. Podług kompetentnych danych Institute on Religion and Civic Values (IRCV) mieliśmy w 2012 r. około dwudziestu „ognisk zapalnych”, gdzie porywa się ludzi, morduje bezkarnie lub żąda za nich astronomicznych okupów. W tym roku będzie ich przypuszczalnie więcej, a jeśli nawet tyle samo, to (postęp obowiązuje) „bojownicy” uzbrojeni będą lepiej, co przekłada się na odpowiednio większą liczbę trupów.

Nie wspominam rzecz jasna o terrorystach, którzy działają poza „ogniskami” i zdążyli już spowodować, że na byle lotnisku trzeba zdjąć buty, wyzuć się z pasków do spodni, na bogatszych prześwietlają was do kręgosłupa, a kamery śledzą każdy krok podczas najgłupszego spaceru z pieskiem. Jakiż w tym brak ufności w inteligencję człowieczą!

Wbrew tysiącom kamer zainstalowanych na każdym krawężniku przestępczość statystycznie ani o piędź nie spada. Owszem, łapie się częściej prymitywów wyrywających staruszkom torebki. Ale inteligencja na inteligencję, wielkie rozboje, których autorzy zbadali zasięg kamer lub możliwość ich unieruchomienia, rośnie z roku na rok. W sumie statystyki przestępczości przy wszystkich zawahaniach pozostają więc na tym samym poziomie. Dokładnie tak samo jak mylił się Karol Marks, że pośród równych nie będzie już zawiści, mylą się neoliberałowie, wierząc na przykład w banki, będące wszakże siedliskiem krętactwa i deregulacji rynków.

Polityka 01.2013 (2889) z dnia 01.01.2013; Felietony; s. 102
Reklama