Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Felietony Ludwika Stommy

Nie rozdrapywać

W lipcu 1870 r. rozpoczyna się wojna francusko-pruska. 28 stycznia 1871 r. Paryż kapituluje. Półroczne działania zbrojne kosztują armię francuską (straty wśród ludności cywilnej nie zostały wiarygodnie oszacowane) 139 tys. zabitych i 143 tys. rannych, w tym ok. 25 tys. trwałych inwalidów. Bezpośrednią konsekwencją klęski jest wybuch Komuny Paryskiej, w wyniku której miasto straci ok. 100 tys. mieszkańców, co siódmego mężczyznę. Zniszczeniu lub ciężkiemu uszkodzeniu ulega ok. 13 proc. zabudowy miasta intra muros (przede wszystkim podczas tłumienia Komuny).

1 maja 1878 r., niecałe trzy lata po ostatnich deportacjach komunardów, prawie cztery od podpisania upokarzającego pokoju z Prusami, utraty Alzacji i Lotaryngii; odbudowany i wyremontowany Paryż podejmuje V Wystawę Światową, którą zwiedzi ponad 16 mln gości z całego świata. Jest tu oczywiście i pawilon pruski, niebędący obiektem żadnych wrogich manifestacji ani bojkotu.

Atrakcją dla przybyszów są słynne kabarety, a także władająca Montmartrem dekadencka cyganeria, zapowiadają zbliżającą się już la belle époque – piękną epokę miasta. Cienia akcentów martyrologicznych. Zresztą zaraz po wojnie „dokonuje się – pisze François Roth – zasadnicza mutacja pamięci o niej. Oczywiście, ani Sedan, ani Saint-Privat, ani kapitulacja Metzu czy Paryża – nasze klęski nie są zapomniane, tyle że akcent położony zostaje na zdarzenia drugorzędne, umożliwiające za to heroiczną interpretację. Nie mówi się o Sedanie, ale szarży strzelców afrykańskich lub kontrataku piechoty morskiej pod Bazeilles.

Polityka 11.2013 (2899) z dnia 12.03.2013; Felietony; s. 104
Reklama