Felietony Ludwika Stommy

Święto protezy

Legia Cudzoziemska i jej święto z krwawym wspomnieniem

Masakra żołnierzy Legii Cudzoziemskiej pod Camerone w 1863 r., w centrum obrazu kapitan Jaen Danjou. Masakra żołnierzy Legii Cudzoziemskiej pod Camerone w 1863 r., w centrum obrazu kapitan Jaen Danjou. Topham Picturepoint/TopFoto / Forum
Świętem Legii Cudzoziemskiej jest każda kolejna rocznica stoczonej przed 150 laty walki pod meksykańskim Camerone. W kulminacyjnym momencie obchodów prezentowana jest żołnierzom drewniana ręka pewnego oficera.
Drewniana proteza kapitana DanjouRikli/Roger-Viollet/EAST NEWS Drewniana proteza kapitana Danjou
Lagia Cudzoziemska podczas walk w Maroku, prasowa ilustracja z 1907 r.Leemage/Universal Images Group/Getty Images/FPM Lagia Cudzoziemska podczas walk w Maroku, prasowa ilustracja z 1907 r.
Współczesne zdjęcie sapera 1 pułku Legii Cudzoziemskiej stacjonującego w Aubagne we Francji.Jose Nicolas/Corbis Współczesne zdjęcie sapera 1 pułku Legii Cudzoziemskiej stacjonującego w Aubagne we Francji.

W czerwcu 1828 r. bej Algieru Husajn ibn El-Husajn podejmuje konsula francuskiego Pierre’a Duvala. Dochodzi do gwałtownej sprzeczki, w trakcie której bej trzykrotnie uderza konsula packą na muchy. O tej straszliwej obrazie królestwa i narodu francuskiego przypomina sobie Karol X (najmłodszy brat zgilotynowanego Ludwika XVI, następca Ludwika XVIII), kiedy wobec wzrastających buntowniczych nastrojów postanawia poprawić swoje notowania dzięki zwycięskiej wojnie. 5 lipca 1830 r. hrabia Ghaisnes generał Louis de Bourmont zdobywa Algier, królowi nic to już jednak nie pomoże, w 24 dni później rewolucja trzech słynnych dni (Les Trois Glorieuses) zmiata go z tronu.

Ludwik Filip obejmuje po nim władzę z dobrodziejstwem inwentarza – częściowo podbitą Algierią – i nie bardzo wie, co z tym fantem zrobić. Nabytek jest cenny już choćby dlatego, że ogranicza wpływy angielskie w basenie Morza Śródziemnego. Żeby umocnić jednak panowanie nad nim, trzeba być gotowym na długą i kosztowną wojnę. Ludwik Filip waha się, hamletyzuje, ostatecznie… zabiera z Algierii 10 tys. żołnierzy, którzy potrzebni mu są w Belgii. Wówczas generał Bertrand Clauzel występuje ze śmiałym projektem. Proponuje powołać do walk na pustyni formację złożoną z cudzoziemskich najemników pod francuskim dowództwem. Będzie to tańsze, a przede wszystkim zaoszczędzi królowi niepopularności, którą powodują odsyłane do Francji trumny francuskich ojców, braci i synów. Któż by się bowiem przejmował losem jakichś nieznanych obcokrajowców? Grzebać ich można przecież byle gdzie i po cichu. Monarcha wyraża zgodę, zalecając wziąć pod broń w pierwszej kolejności wojaków z rozwiązanej właśnie gwardii szwajcarskiej, Niemców z burbońskiego regimentu przybocznego Hohenloche i „napływowe elementy zakłócające spokój w Paryżu”.

Tak, 10 marca 1831 r., powstaje Legia Cudzoziemska przeznaczona do walki za Francję poza terytorium francuskim. Statut jej oddziałów będzie ewoluował przez następne półtora wieku. Ostatecznie opierać się będzie na paru prostych zasadach. Do Legii wstąpić może każdy, lepiej nie-Francuz, nawet ścigany sądownie (w ostatnich latach dorzucono, że nie może być poszukiwany przez Interpol), który podpisze kontrakt co najmniej pięcioletni. Rekrut wybiera sobie nowe imię i nazwisko niepodobne do dotychczasowego, dowolną narodowość (z wyjątkiem rzeczywistej) oraz dzień i miesiąc daty urodzenia (rok w granicach prawdopodobieństwa). Uzyskuje w ten sposób całkowicie nową tożsamość, ale jednocześnie status osoby nieistniejącej cywilnie, co oznacza, że nie ma prawa głosu, nie może się ożenić, zaciągnąć kredytu, kupić domu czy choćby samochodu.

Teoretycznie zakończywszy służbę może odzyskać swoje prawa cywilne. W praktyce jednak żołnierze, dla których Legia staje się jedynym punktem odniesienia, rodziną właściwie, w ogromnym procencie przedłużają kontrakty, aż do czasu utraty wymaganej sprawności fizycznej i często dożywają kresu dni w specjalnych domach dla legionistów emerytów. Legia złożona jest dzisiaj w 1/3 z żołnierzy z krajów francuskojęzycznych, 1/3 z Europy Wschodniej, 1/3 z reszty świata.

Nie zawsze tak bywało. Po dojściu do władzy Hitlera, w latach 1935–36 angażuje się do Legii ok. 18 tys. obywateli niemieckich. Koniec wojny domowej w Hiszpanii owocuje napływem chętnych z wojsk republikańskich. Po 1944 r. zgłaszają się tysiącami Rosjanie, Ukraińcy i Kozacy współpracujący podczas wojny z Niemcami i szukający teraz ucieczki przed odesłaniem do ZSRR. W pierwszych latach naszego wieku zasilają szeregi przede wszystkim byli Jugosłowianie etc.

Wróćmy jednak do XIX w. Nowo utworzona formacja toczy walki w Algierii. W 1835 r. wynajęta zostaje Hiszpanii, rządom Martineza de la Rosy, a później Juana Alvareza Mendizabala, do walki z karlistami. W latach 1854–55 bierze udział w wojnie krymskiej. To właśnie dowódca Legii generał Joseph Bosquet, obserwując szarżę angielskiej lekkiej brygady pod Bałakławą, wykrzyknąć miał te pamiętne słowa: „To wspaniałe, ale to nie jest wojna”. W 1859 r. wsławia się we wspomnianej przez rządcę Wirskiego w „Lalce” Bolesława Prusa bitwie pod Magentą. W 1862 r. ląduje Legia w Meksyku, gdzie wspierać ma cesarza Maksymiliana Ferdynanda Józefa, brata wiedeńskiego Franciszka Józefa, w walce z powstańcami.

30 kwietnia 1863 r. hacjenda Camerone (60 km od Vera Cruz), obsadzona przez 65 legionistów (w tym trzech oficerów i ośmiu pachołków), z kapitanem Jeanem Danjou na czele, zostaje zaatakowana przez 1200 kawalerzystów i 800 strzelców pieszych pod wodzą płk. Milana. Wezwani do poddania się, legioniści odmawiają. Pierwszy atak, ok. godz. 8 rano, zostaje odparty. Następują kolejne. O godz. 11 ginie Jean Danjou, zastępuje go porucznik Vilain, który ponosi śmierć o 16. W tym czasie wokół hacjendy zalegają trupy ok. 300 Meksykanów. Ale i siły obrońców stopniały jak śnieg. Wieczorem ostatnia szóstka niedobitków rusza do ataku na bagnety. Trzech ginie jeszcze wewnątrz zabudowań. Ostatnich trzech: kaprala Maine – Francuza, dwóch Belgów Constantina i Wensela, który sfałszował swój wiek, żeby móc się zaciągnąć, meksykański dowódca każe oszczędzić. Dodajmy, że wśród obrońców Camerone był co najmniej jeden Polak – sierżant Morzicki (taka jest przynajmniej francuska pisownia nazwiska, a obowiązek zmiany danych personalnych wprowadzono dopiero za Napoleona III), który wracając z patrolu pierwszy doniósł o otoczeniu hacjendy.

Kapitan Jean Danjou, dowódca jednostki – urodzony 15 kwietnia 1828 r. w Chalabre, w departamencie Aude, absolwent akademii wojskowej Saint-Cyr – stracił w 1852 r. rękę w przypadkowej eksplozji. Zastąpiła ją sztywna drewniana proteza. Po bitwie odnalazł ją, odkupił od Meksykanów za 50 piastrów i przekazał Francuzom austriacki oficer Gruber. Rocznica walk pod Camerone stała się i jest po dziś dzień świętem Legii Cudzoziemskiej. W kulminacyjnym jego momencie prezentowana jest żołnierzom, na co dzień pieczołowicie przechowywana w muzeum Legii w Aubagne, drewniana ręka kapitana Danjou. Następuje minuta ciszy, potem salwa honorowa. Jerome Helie twierdzi („Lec Linux de memoire”, Paris 1992 r.), że spośród wszystkich formacji armii francuskiej „Legia Cudzoziemska jest niewątpliwie najbardziej zanurzona w swojej historii. Rocznica Camerone obchodzona była nawet w ostatnich dniach przed kapitulacją Dien Bien Phu”. Nic w tym dziwnego.

Pomijając rodzinny charakter Legii, jej żołnierzy łączy swoisty straceńczy duch. Wiedzą doskonale, że to oni właśnie rzuceni będą zawsze do najtrudniejszych i najgorzej rokujących akcji. Przywołani w momentach krytycznych. Kiedy trzeba, nawet ze złamaniem zasad walk na terytorium Francji, jak podczas pierwszej wojny światowej (poległo 7149 legionistów – 19,5 proc. ogólnego stanu liczebnego) i drugiej wojny (ok. 9 tys. ofiar). Podczas tej ostatniej wzięli udział m.in. w lądowaniu korpusu ekspedycyjnego wojsk sojuszniczych pod Narwikiem, gdzie walczyli ręka w rękę z Brygadą Strzelców Podhalańskich generała Zygmunta Szyszko-Bohusza.

Najbardziej znane są jednak operacje Legii Cudzoziemskiej w Indochinach w latach 1945–54. Formacja liczyła wówczas ok. 60 tys. żołnierzy – stanowiąc niemal połowę całych sił francuskich. Odegrała główną rolę podczas rozpaczliwej obrony wspomnianego już Dien Bien Phu, gdzie poniosła straty przekraczające 25 proc. stanu. Później legioniści bronili Algierii francuskiej (1954–62), gdzie stacjonowali od 1842 r., dysponując bazą w Sidi Bel Abbes. Kiedy się stamtąd wycofywali, spalili wszystkie wojenne pamiątki, zabierając tylko drewnianą rękę kapitana Danjou oraz prochy trzech ludzi: generała Rollet – pierwszego dowódcy (ojca) Legii, księcia duńskiego Aage (1887–1940), wnuka Króla Chrystiana IX, oraz niejakiego Zimmermanna, ostatniego żołnierza zabitego w Algierii.

Historia Aage jest niecodzienna. Konstytucja duńska zastrzegała do 1953 r., że małżeństwa członków rodziny królewskiej muszą zyskać aprobatę parlamentu (Rigsdagu). Bez tego bohater mezaliansu zadowolić się musiał tytułem hrabiego Rosenborgu. Aagemu nie udzielono zgody na ślub z Włoszką Matyldą Calvi di Bergolo, ze względu na jej niskie pochodzenie oraz matrymonialną przeszłość. Rozgoryczony Aage wstąpił do Legii, gdzie nie tylko zlekceważono decyzję Rigsdagu i tytułowano go księciem, ale również, w drodze zupełnego wyjątku, przyznano zastrzeżony dla rodowitych Francuzów patent oficerski. Spoczywa teraz, obok Zimmermanna, na cmentarzu legionistów w Puyloubier koło Marsylii.

Po Algierii Legia Cudzoziemska walczyła jeszcze w Czadzie (1969–71), Zairze (1978 r.), Iraku (1990–91), Kongo-Brazzaville (1997 r.); brała udział w misjach rozjemczych w Kambodży (1992 r.), Somalii i Rwandzie (1993 r.), Bośni (1997 r.) i Kosowie (1999 r.). Wykonała też w Afryce (1980–2011) kilkanaście akcji ograniczonego zasięgu w obronie interesów i obywateli francuskich.

Obecnie Legia prowadzi walki z islamistami w Mali. Po opuszczeniu Sidi Bel Abbes jej oddziały zakwaterowane są w Aubagne koło Marsylii (dowództwo, dom macierzysty, muzeum), w Castelnaudary koło Carcassonne (szkoła podoficerska), w Orange (spadochroniarze), w Ardoise (saperzy), w Nimes (piechota) oraz w Saint-Christol (strzelcy alpejscy). Istnieją także bazy w Gujanie, na Mayotte, w Calvi na Korsyce i w Dżibuti. W Aubagne mieści się też założone w 1979 r. konserwatorium muzyczne, kształcące kandydatów do orkiestry Legii.

Dzisiaj Legia Cudzoziemska liczy ok. 9 tys. żołnierzy reprezentujących, co podawane jest z dumą, 107 narodowości. Jeszcze w 1960 r. legionistów było 40 tys., a bezpośrednio po drugiej wojnie światowej nawet 60 tys. Obecna liczebność utrzymuje się bez większych zmian od lat 70. XX w., a jej zmniejszenie nie jest a l’ordre du jour.

Tajemniczy status legionistów – ludzi poza prawem, najemników, a jednocześnie chluby francuskich sił zbrojnych, poddawanych najostrzejszym rygorom, a jednocześnie wolnych od rodzinnych i materialnych trosk, budził zawsze fascynację. Szeroko znana jest sympatia, jaką okazują im francuskie kobiety lekkich obyczajów. Widzą w nich zapewne podobne do nich samych postaci z marginesu – potrzebne, ale wykonujące pogardzaną przez pięknoduchów pracę.

Jednym z pierwszych wielkich sukcesów Édith Piaf była piosenka (słowa Raymond Asso, muzyka Marguerite Monnot), w której śpiewała w 1936 r.:

„W wielkich oczach chabrowych
Błyski podobne do owych,
Gdy niebo grzmi burzami,
Pokryty tatuażami,
Których nie rozumiałam:
»Niepotrzebny« na piersi czytałam,
Na sercu – »Nieistniejący«,
Na barku – »jednak myślący«.
(…) Nic o nim nie wiedziałam,
Choć noc minęła cała
Miłości – mój legionisto…”.

Byli legioniści natchnieniem nie tylko piosenek (chociaż w nich pojawiali się bodaj najczęściej), ale także poetów, pisarzy… Cyganeria z Montparnasse, gardząca najogólniej rzecz biorąc mundurem, przepustkowiczów z Legii zapraszała do knajpianych stolików i poiła winem. Surrealista André Breton przechwalał się posiadaniem białego kepi, który dostał „od pana nikt mającego jednak wymiar głowy”. Serge Gainsbourg odśpiewał dla legionistów darmowy recital, co pacyfiści i antyimperialiści poczytali za prowokację. Były to z ich strony jednak reakcje odosobnione. To legioniści przecież zbierają zawsze najwięcej oklasków podczas defilad 14 lipca. Słusznie bowiem chyba zauważył historyk Fernand Braudel, że „ci wojownicy pozbawieni tożsamości stali się elementem tożsamości francuskiej”.

Nie będziemy mu psuli paradoksu niestosownym przypomnieniem, że francuska Legia Cudzoziemska znalazła naśladowców, jak np. hiszpański legion cudzoziemski Tercio powołany w 1920 r. przez generała Milana Astraya. To na czele Tercio pierwsze szczeble kariery pokonał niejaki Francisco Bahamonde Franco. Na sztandarach Legii wypisana jest sentencja: „Honor i Wierność”. Tak naprawdę pasowałoby bardziej: „Kiedy ginie »nikt«, to nikt nie ginie”. Czyż może być coś wygodniejszego dla polityków!?

Polityka 17-18.2013 (2905) z dnia 23.04.2013; Historia; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Święto protezy"
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną