Felietony Ludwika Stommy

Umowa społeczna

Pamiętam, jak kiedyś na paryskim podwieczorku ku czci Czesława Miłosza u pani Danuty Szumskiej, niedługo po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, ktoś zażartował, że zdajemy się pokornie na opatrzność bożą, ale ona jakoś od wieków mało się nam za to wypłaca.

Na to Miłosz: „Jest wprost przeciwnie, niż pan uważa. Fakt bowiem, że ta ludzkość ze swoimi ideologiami, szaleństwami, religiami, rasizmami i nacjonalizmami jeszcze się samobójczo nie unicestwiła, tylko niebiosom możemy zawdzięczać”. I coś tu jest na rzeczy, wystarczy tylko spojrzeć od drugiej strony.

Ranek, idę do mojego małego francuskiego miasteczka na zakupy: bagietka, prasa, papierosy, butelka białego wina, świeży ser, trochę owoców… Torba na ramieniu jednoznacznie wskazuje na moje zamiary.

Polityka 11.2015 (3000) z dnia 10.03.2015; Felietony; s. 104
Reklama