„Polityka”. Pilnujemy władzy, służymy czytelnikom.

Prenumerata roczna taniej o 20%

OK, pokaż ofertę
Felietony Ludwika Stommy

Opera nie na temat

Jednym z najważniejszych wydarzeń całego festiwalu (na poznańskiej Malcie) była prapremiera operowej wersji „Czarodziejskiej góry”.

„Efekt z pewnością wzbudzi kontrowersje” – zapowiadała autorka libretta Małgorzata Sikorska-Miszczuk. „Myślę, że żaden z miłośników »Czarodziejskiej góry« nie będzie usatysfakcjonowany, bo faktycznie trudno zawrzeć tyle treści w jednym spektaklu”. Otóż właśnie jestem nieusatysfakcjonowany, a nawet rozżalony i przeciwny, chociaż opery nie obejrzałem i nie obejrzę. Mówią bowiem organizatorzy Malty: „Filozoficzna refleksja nad możliwością nowego porządku wyznacza jedną z głównych osi »Czarodziejskiej góry«. Naphta i Settembrini spierają się ciągle o lepsze urządzenie rzeczywistości, w której żyjemy. Każdy z nich proponuje inną wizję zjednoczonego świata, pod innymi rządami, w innym porządku politycznym i ideowym organizującym całość. Humanista Settembrini wierzy w człowieka i postęp cywilizacji, jezuita Naphta w kościelny rygor i budowę Królestwa Bożego na ziemi. (…) Ów spór wydaje się zaskakująco żywy”. Rozpacz! Przeczytali, a nic nie zrozumieli.

Ów spór Settembriniego z Naphtą nie jest „zaskakująco żywy” ani żywy pod jakimkolwiek względem. To przebrzmiały spór dni minionych, od dawna unieważnionych przez historię. Tomasz Mann kładzie tu jednoznacznie tragiczną kropkę nad „i”. Wydawałoby się, że dobitniej nie mógł tego wyrazić. Puentą opowieści jest przecież uśmiercające wszelkie intelektualne konstrukcje szaleństwo wojny. Pojawia się apokaliptyczny potwór i zmiata zarówno Settembriniego, jak i Naphtę z powierzchni dyskursu. „Gdzie jesteśmy? Cóż to jest? Dokąd uniósł nas sen? Zmierzch, deszcz i brud, łuna na ponurym niebie…”.

Polityka 27.2015 (3016) z dnia 30.06.2015; Felietony; s. 104
Reklama