Felietony Ludwika Stommy

Napad stulecia

W małym francuskim miasteczku, w którym mieszkam, nareszcie w końcu czerwca roku pańskiego 2015 coś się stało.

We wtorki odbywa się u nas mały targ (większy w niedzielę). Ludzie kupują warzywa, owoce i sery. Jak co tydzień od niepamiętnych czasów. Aż nagle odwieczną monotonię zakłócił przenikliwy pisk opon. Sroki wyleciały z gniazd, łabędzie pływające dotąd spokojnie po Marnie wzbiły się w górę, zamarł nawet zegar na ratuszu i wydzwonił godzinę z tchórzliwym opóźnieniem. Z samochodu wyskoczyły cztery postacie w kominiarkach. Co drugi uciekający przechodzień, a jest ich zazwyczaj na targu niemało, zaalarmował natychmiast – bo do czego wreszcie służą telefony komórkowe?

Polityka 29.2015 (3018) z dnia 14.07.2015; Felietony; s. 88
Reklama