Napad stulecia
W małym francuskim miasteczku, w którym mieszkam, nareszcie w końcu czerwca roku pańskiego 2015 coś się stało.

We wtorki odbywa się u nas mały targ (większy w niedzielę). Ludzie kupują warzywa, owoce i sery. Jak co tydzień od niepamiętnych czasów. Aż nagle odwieczną monotonię zakłócił przenikliwy pisk opon. Sroki wyleciały z gniazd, łabędzie pływające dotąd spokojnie po Marnie wzbiły się w górę, zamarł nawet zegar na ratuszu i wydzwonił godzinę z tchórzliwym opóźnieniem. Z samochodu wyskoczyły cztery postacie w kominiarkach. Co drugi uciekający przechodzień, a jest ich zazwyczaj na targu niemało, zaalarmował natychmiast – bo do czego wreszcie służą telefony komórkowe?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj