Márquez Gabriel García

Dziewica i starcy
Zablokowanie realizacji filmu według książki Gabriela Garcíi Márqueza „Rzecz o mych smutnych dziwkach” ożywiło dyskusję o granicach wolności w sztuce.
Sam Márquez nie zabiera głosu na temat sporu wokół swojej książki
Eliana Aponte/Forum

Sam Márquez nie zabiera głosu na temat sporu wokół swojej książki

Do akcji przeciw filmowi przyłączyła się Lydia Cacho, od lat walcząca z seksualnym wyzyskiwaniem nieletnich
Daniel Aguilar/Forum

Do akcji przeciw filmowi przyłączyła się Lydia Cacho, od lat walcząca z seksualnym wyzyskiwaniem nieletnich

Koalicja przeciw Handlowi Kobietami i Dziećmi w Ameryce Łacińskiej złożyła doniesienie do prokuratury w Meksyku, zarzucając filmowcom propagowanie dziecięcej prostytucji i pedofilii.

Chociaż prokuratura nie podjęła żadnych kroków, władze meksykańskiego stanu Puebla, gdzie film miał być kręcony, cofnęły mu finansowanie, stanowiące jedną czwartą jego budżetu, co zmusiło realizatorów do wstrzymania produkcji. Aby ją całkowicie udaremnić, działacze koalicji wysłali także listy do rządów Danii i Hiszpanii, które współsponsorują projekt. Działacze mają poważne argumenty, ale ich akcja – zwracają uwagę obrońcy filmu – stwarza niebezpieczne zagrożenie dla artystycznej wolności.

Wydana w 2004 r. książka Márqueza opowiada – przypomnijmy – o starym samotnym mężczyźnie, którego seksualne kontakty z kobietami ograniczały się do wizyt w burdelu, a w swoje 90 urodziny postanawia sprawić sobie „prezent” w postaci czternastoletniej dziewicy. Dostarczona mu dziewczyna, imieniem Delgadina, śpi twardym snem po podaniu jej środka uspokajającego i bohater spędza z nią noce leżąc obok niej, ale jej nie dotykając. Kontemplując jej piękno, zakochuje się w niej pierwszą miłością swego życia. Krytyka w Ameryce Łacińskiej nie przyjęła utworu najlepiej – uznano go za jedno ze słabszych dzieł kolumbijskiego noblisty.

Ekranizacja prozy Márqueza

Książka już w momencie publikacji spotkała się z próbami bojkotu, chociaż całkowicie nieudanymi. Działacze walczący z pedofilią podkreślają jednak, że nie dążą do postawienia przed sądem 82-letniego pisarza, tylko protestują przeciw adaptacji filmowej, jako że kino dociera do znacznie większej liczby odbiorców niż literatura. Film byłby dziełem rówieśników Márqueza; ma go reżyserować 81-letni duński reżyser Henning Carlsen, szerzej znany głównie z filmowej adaptacji „Głodu” Hamsuna, zrealizowanej w 1969 r. i dobrze przyjętej na festiwalu w Cannes. Większe nazwisko to francuski scenarzysta Jean Claude Carriere, też prawie 80-latek (rocznik 1931), współpracownik Luisa Buńuela przy takich jego dziełach jak „Piękność dnia”, „Widmo wolności” i „Dyskretny urok burżuazji”, a także Volkera Schlöndorffa („Blaszany bębenek”) i Andrzeja Wajdy („Danton”). Producentami filmu są meksykańskie wytwórnie Televisa i Fremsa.

„Rzecz o mych smutnych dziwkach” byłaby czwartą ekranizacją prozy Márqueza, po marnie ocenianej adaptacji „Miłości w czasach zarazy” (reż. Mark Newell), meksykańskiej „Nikt nie pisze do pułkownika” i będącej na ukończeniu adaptacji powieści „O miłości i innych demonach”, za którą zabrała się kostarykańska reżyserka Hilda Hidalgo.

Zdaniem przewodniczącej latynoamerykańskiej koalicji Teresy Ulloa, książka Márqueza gloryfikuje pedofilię, gdyż przedstawia fascynację ciałem nieletniej dziewczyny jako romantyczną historię starca po raz pierwszy przeżywającego miłość. – Sztuka i literatura nie jest neutralna, ma także obowiązki społeczne. Jej przesłanie powinno podnosić świadomość publiczną – mówi Ulloa. – W Meksyku handel żywym towarem i prostytucja dziecięca jest problemem dramatycznym. Ten kraj staje się Tajlandią Ameryki Łacińskiej, kwitnie seksturystyka – podkreśla.

Ulloa ceni twórczość Márqueza, ale zwraca uwagę, że także w innych jego książkach, choćby w „Miłości w czasach zarazy”, pojawia się podobny motyw związków starych mężczyzn z nastolatkami.

Do akcji przeciw filmowi przyłączyła się Lydia Cacho, dziennikarka i aktywistka, która od lat prowadzi krucjatę w obronie kobiet i dzieci – ofiar gangów handlujących żywym towarem. Cacho wydała książkę „Los demonios del Eden”, opisała w niej powiązania mafii kontrolującej nocne życie Meksyku z prominentami świata biznesu i polityki, którym gangi dostarczają młodociane prostytutki. Jeden ze zdemaskowanych klientów, przedsiębiorca Kamel Nacif oskarżył Cacho o zniesławienie i doprowadził do jej uwięzienia. Dziennikarka wyszła z aresztu, ale otrzymuje pogróżki telefoniczne; za odwagę uhonorowano ją nagrodą Amnesty International. Przyjacielem Nacifa, kryjącym jego sprawki, jest – jak ujawniła Cacho – Mario Marin, gubernator stanu Puebla. Tego samego stanu, którego rząd cofnął finansowanie produkcji adaptacji filmowej „Rzeczy o mych smutnych dziwkach”.

Producenci filmu napiętnowali krok władz jako cenzurę prewencyjną. Decyzję podjęto bez zapoznania się nawet ze scenariuszem – skarży się producent i współreżyser filmu Ricardo del Rio. „Powieść i adaptacja to dwie różne rzeczy” – powiedział „Washington Post” zwracając uwagę, że do głównej roli zaangażowano 21-letnią aktorkę, Anę de Armas, i podkreślając, że wiek Delgadiny będzie w wersji ekranowej przemilczany. Latynoamerykańscy intelektualiści solidaryzują się z tym stanowiskiem. – To wstyd, że w XXI w. stosuje się tego rodzaju metody. Książka Márqueza nie ma nic wspólnego z pedofilią. To literatura, obraz życia – mówi pisarka i publicystka meksykańska Guadalupe Loeaza.

Inwazja cenzury

Lydia Cacho wydała wojnę całej feudalno-patriarchalnej kulturze latynoamerykańskiej, celebrowanej w literaturze kontynentu, gdzie niekoniecznie antypatyczne postacie viejos putaneros (starych kurwiarzy) i machos romansujących z młódkami przewijają się także w innych dziełach kolumbijskiego pisarza oraz innego mistrza prozy Peruwiańczyka Maria Vargasa Llosy. – Odczuwam w tych książkach zadowoloną z siebie fascynację dręczeniem kobiet, młodocianymi prostytutkami i ubóstwieniem patriarchy – mówi dziennikarka.

Jak świat światem, twórcy narażali się na zarzuty obrazy moralności, ale od pewnego czasu nie przeszkadza to ich dziełom w dotarciu do odbiorców, a czasem nawet pomaga. Proces wytoczony Flaubertowi za „Madame Bovary” zakończył się jego uniewinnieniem i pomógł w sprzedaży książki. Podobnie stało się z „Kochankiem Lady Chatterley” D.H. Lawrence’a, chociaż dopiero wiele lat po jej napisaniu; początkowo powieść objęto zakazem druku. W kinie cenzura obyczajowa jest z natury surowsza i skuteczniejsza, więc filmowcy do dziś muszą zwykle wybierać między śmiałością ujęć a wielkością widowni. W Ameryce purytańscy obrońcy przyzwoitości czepiali się kiedyś nawet tak niewinnych filmów jak „Casablanca” i „Afrykańska królowa”, nękali „Tramwaj zwany pożądaniem”, a dystrybutorów takich europejskich produkcji jak „Kochankowie”, „Salo, albo 120 dni Sodomy” i „Blaszany bębenek” w niektórych stanach oskarżono przed sądami o demoralizację.

Spory wokół książki

Kampania w Meksyku przeciw filmowi jest dalszym ciągiem odwiecznego konfliktu, ale i przejawem nowego zjawiska. W przeszłości w roli cenzorów występowali z reguły konserwatyści powołujący się na religię i tradycyjne wartości rodzinne. Krucjatę przeciw domniemanemu propagowaniu pedofilii, prostytucji dziecięcej i prostytucji w ogóle prowadzą lewicujące organizacje obrony praw człowieka. Feministka Lydia Cacho stanęła w jednym szeregu z prawicowcem Jeanem Marie Le Penem, który we Francji potępił tamtejszego ministra kultury Frederica Mitterranda za homoerotyczną powieść „Złe życie”.

Działacze postępu też reprezentują ład społeczny, który zderza się z anarchią wolności twórczej. W dyskusji w Ameryce Łacińskiej o filmie według Márqueza przypomina się, że czasy się zmieniły – jeszcze 50 lat temu nikomu nie przeszkadzały seksistowskie wątki w książkach „Gab” (jak poufale nazywają tam noblistę), które były lekturą obowiązkową w szkołach i klasztorach. Skończyła się też – o czym pisał na naszych łamach (Polityka 42) Adam Krzemiński – dawna tolerancja dla pedofilii.

Artyści obawiają się. Kiedy w Meksyku narastała kontrowersja wokół filmu według Márqueza, w Londynie pod naciskiem Scotland Yardu wycofano z wystawy fotografii w Tate Gallery portret nagiej 10-letniej Brooke Shields, późniejszej gwiazdki kina. Czy nie grozi to inwazją nowej cenzury? Latynoamerykanie uważają ją za przejaw puritanismo gringo – obcego śródziemnomorskiej kulturze ich regionu i charakterystycznego dla krajów anglosaskich. Niepokoją się też, że restrykcje wolności twórczej sugerowane w imię poprawności politycznej nie ograniczą się do sfery seksu.

Sam Márquez nie zabiera głosu na temat sporu wokół swojej książki. Ze swymi lewicowymi sympatiami nie jest mu podobno zręcznie występować przeciw obrońcom skrzywdzonych i poniżonych. Według uporczywych pogłosek, film na podstawie jego noweli będzie kręcony na Kubie.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną