Kultura

Śladem zagiętych rogów

Wciągające książki o książkach

boltron- / Flickr CC by SA
Anne Fadiman po raz drugi zdobywa polskich czytelników. To dlatego, że nikt tak jak autorka „Exlibrisu. Wyznań czytelnika” nie potrafi pisać książek o książkach.
Wydawnictwo Znak/materiały prasowe

Sześć lat temu pierwszy raz ukazał się „Exlibris. Wyznania czytelnika”, zbiór esejów czy raczej zwierzeń amatorki-entuzjastki: o czytaniu na głos, o układaniu książek na półkach, zaczytywaniu egzemplarzy na śmierć, o zaginaniu rogów i innych przyjemnościach nałogowego czytelnika. Teraz Znak wznowił „Exlibris” razem z nową książką: „W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe”. Fadiman, pięćdziesięciolatka, zaczynała karierę od reportażu (za książkę o Chinach otrzymała nagrodę krytyków), pracowała przez lata w piśmie „American Scholar”. A „Exlibris” zaczęła pisać, kiedy była unieruchomiona przez dziewięć miesięcy ciąży w łóżku. Jej ówczesny szef ośmielił ją, by pisała o sobie i swojej rodzinie, i tak powstały te książki, w których erudycja przeplata się z poczuciem humoru.

W Ameryce jej książki można znaleźć w niektórych księgarniach czy bibliotekach na półkach „książki o książkach”. Obok mogłyby się znaleźć tomy, które wymienia na kilku bitych stronach na końcu „Exlibrisu”. Są tam m.in. eseje Wirginii Woolf, Samuela Coleridge’a, Charlesa Lamba, Waltera Benjamina George’a Orwella i książki o wdzięcznych tytułach „Czytając w łóżku” czy „Literacki smakosz” (o literaturze i jedzeniu). Jan Gondowicz, który sporządził do „Exlibrisu” dopowiedzenia dla polskiego czytelnika, wspomina o kilku zaledwie polskich autorach książek o książkach: o Andrzeju Doboszu i jego „Pustelniku z Krakowskiego Przedmieścia”, Ważyku, Stempowskim, Irzykowskim, a kończy listę rozmowami Barbary Łopieńskiej „Książki i ludzie”. Do tego można jeszcze dodać „Lektury nadobowiązkowe” Szymborskiej. Jak widać, nie ma ich wiele. W naszym pisaniu o książkach zawsze królował felieton poświęcony konkretnym tytułom. Żaden z nich nie przypomina jednak ironiczno-osobistych esejów Fadiman, które są jak swobodna rozmowa przy stole. A my, czytelnicy, czujemy się dopuszczeni do komitywy.

Czytanie u Fadiman – i to jest wyjątkowe – nie jest czynnością samotną, książki nie izolują, tylko budują więź. Czyta się je głośno, daje w prezencie (19 funtów używanych książek dostała Fadiman od męża na urodziny), przechowuje przez pokolenia, dedykuje – Fadiman kolejne książki zadedykowała swojej rodzinie.

Językowi kolekcjonerzy

Jej rodzinę wyróżniał duch intelektualnego współzawodnictwa. Ta drużyna pokonałaby przeciwników w każdym teleturnieju, bo wiedzieli niemal wszystko. Ojciec, Clifton Fadiman, krytyk literacki, wieloletni redaktor i korektor – znał się na literaturze i historii. Matka na polityce, sporcie, brat na nauce. „Ja rzadko wiedziałam coś, czego nie wiedziałby inny członek Fadiman U (czyli Fadiman University), ale miałam szybszy refleks niż rodzice”. Oczywiście nigdy nie występowali w teleturnieju, tylko ćwiczyli przy telewizorze, jeszcze w trakcie zadawania pytań uderzając zamiast w guzik – w oparcie fotela.

W tej rodzinie dzieci były przyzwyczajone w każdej sytuacji rozpoznawać cytaty podrzucane przez ojca – wyglądało to podobnie jak w rodzinie Borejków z książek Musierowicz, gdzie cała rodzina specjalizowała się w przysłowiach łacińskich. Rodzina Fadimanów zbierała słowa o ciekawym brzmieniu (czy „grimoire” to szafa, w której Sinobrody przechowywał szlafrok?) i kolekcjonowała błędy językowe. Clifton Fadiman z przyzwyczajenia umieszczał znaki korektorskie nawet na menu w restauracjach. Kiedy niespodziewanie stracił wzrok, wymyślił, że będzie wychwytywał błędy w programach telewizyjnych. Szybko jednak uświadomił sobie, że nikt tego nie potrzebuje. Anne z kolei wysłała do Nabokova listę literówek znalezionych w powieści „Pamięci, przemów!”. Odpisała jej grzecznie żona pisarza, obiecując poprawę. „Wiem, co możecie sobie pomyśleć: cóż za nieznośna rodzina! Co za paczka małostkowych, zrzędliwych intrygantów!” – pisze Fadiman. Wychwytywanie literówek i błędów dostarczało im dużo radości. Jak zresztą czytelnikom prasy pod każdą szerokością geograficzną. Podpis pod zdjęciem w jednej z polskich gazet: „Iwaszkiewicz na gangu w Stawisku” – brzmi doprawdy wieloznacznie.

Poszanowanie przez zaczytanie

U Fadiman historia życia zapisana jest w książkach. Wielu czytelników zna zresztą to wzruszenie, kiedy odnajdują swój stary, zaczytany egzemplarz. Może są w nim zagięte rogi albo podkreślenia? Fadiman pisze o dwóch gatunkach kochanków książek: dworskich i namiętnych. Dworscy z największym zgorszeniem patrzą na zagięte rogi i – nie daj Boże! – notatki na marginesie. Namiętni zaś potrafią robić z książkami zakazane rzeczy: czytać w wannie albo w saunie, a nawet wyrywać kartki. Różnica polega jednak nie tylko na rodzaju miłości, ale na stosunku do książek w ogóle. Jedni traktują książki jako własność przechodnią, należącą do ludzkości, do kolejnych pokoleń, które je odziedziczą. Czują się ich właścicielami tylko przez chwilę. Inni używają książek do rozmowy z sobą samym – muszą zaznaczyć, co wydało im się ważne. Później odnajdują z przyjemnością własne lub cudze zaznaczenia, które odzwierciedlają czyjąś osobowość. Wielką radością są pozostawione komentarze.

Między tymi frakcjami nie będzie zgody, póki książki będą stać na półkach. A przecież często te dwa wrogie obozy zamieszkują pod jednym dachem. Mogą być zgodni w wielu innych kwestiach, ale przy tej każdy ma przekonanie, że tylko jego sposób jest właściwy. Podobnie rzecz ma się z porządkowaniem biblioteki – są zwolennicy alfabetycznego ustawiania książek i admiratorzy porządku chronologicznego. Susan Sontag, jak się okazuje, wolała porządek chronologiczny i nie zniosłaby, gdyby Platon sąsiadował w jej bibliotece z Pynchonem.

Jednak w przypadku tych szkół porozumienie nadchodzi naturalnie: książki przyrastają w sposób niekontrolowany i chaos zaciera różnice. Z czasem naszym problemem przestaje być jakikolwiek porządek, tylko gorączkowo myślimy, gdzie to postawić? Czytelnik sam zaczyna w głowie dopisywać kolejne rozdziały do „Exlibrisu”, np. o szykowaniu książek na wakacje. Ilu z nas zbiera w ciągu roku specjalne książki wakacyjne? Albo o czytaniu w toalecie, wszak tam wielu ludzi ma półkę z ukochanymi tytułami. To wszystko są przyjemności, do których skłania nas Fadiman, ale jej książka bywa też i bolesna. W trakcie pisania zmarli jej rodzice. „Eseje poufałe” okazują się więc rozmową z nieżyjącym ojcem. Clifton Fadiman wiele lat temu wieszczył zmierzch eseju poufałego, który przypomina swobodny dialog, a nie tekst krytyczny czy osobisty monolog.

Eseje poufałe

Gatunek eseju poufałego był lubiany przez dżentelmenów, a kobiet raczej nie pociągał. Jego córka udowadnia, że jest inaczej – gatunek można ożywić, a i kobieta dobrze się w nim sprawdzi. Clifton Fadiman jest silnie obecny w tej książce – jego przyzwyczajenia, takie jak to, że „grzechem jest iść do łóżka tego samego dnia, którego się wstało”, które podzielają wszystkie nocne marki. Jego metalowe pudło na papiery, listy, które w miarę utraty wzroku zamieniały się w krótkie komunikaty pisane wielkimi literami.

Niemal każdy temat, który Fadiman bierze na warsztat w esejach poufałych – poczta, lody, kawa, zbieranie owadów – krąży wokół postaci Cliftona Fadimana. To on oczekiwał tak namiętnie na pocztę, że nie mógł znieść sobót i niedziel, kiedy jej nie roznoszono. W eseju o kawie Fadiman dużo miejsca poświęca największemu „kofeiniście” literatury, czyli Balzakowi. Doszedł on bowiem do czterdziestu filiżanek dziennie, bo to dzięki kawie: „kawaleria metafor rozciąga się we wspaniałym galopie, artyleria logiki rusza naprzód z klangorem wozów bojowych i dział”. Fadiman opowiada też, jak wybrała w latach wczesnej młodości kawę „antybachiczną”, wyostrzającą zmysły, a nie alkohol – otumaniający. Kończy zaś wspomnieniem, kiedy to kawa pozwoliła jej stawić czoła najtrudniejszym chwilom – umieraniu ojca. W drodze do szpitala zobaczyła Starbucksa. „Wiem, wiem. Bezlitosna korporacja gigant. Morderca rodzinnych kafejek. Ale nie to przychodziło mi do głowy. Do głowy przychodziło mi tylko jedno: zamówię dużą latte z pełnym mlekiem (...). Siądę i powoli wypiję. A p o t e m pojadę do szpitala. Kiedy podchodziłam do lady, powiedziałam sobie: dam radę”.

W opowiadaniu Nabokova „Wigilia” bohater znajduje po śmierci syna kokon ćmy, która budzi się i wypełza. „Jednym z powodów, dla których mamy dzieci – pisze Fadiman – jest przekonanie, że ta część nas, którą grzebiemy wraz ze zmarłymi, tylko śpi, że dawne radości mogą do nas powrócić odświeżone i odnowione w zupełnie innej formie”. Fadiman tworzy nić wiążącą przeszłość z teraźniejszością i z przyszłością.

Coś jednak łączy Fadiman z typem XVIII-wiecznego dżentelmena dyletanta, który uprawiał eseje poufałe: typ wykształcenia i wszechstronność zainteresowań. Literatura klasyczna przeplata się tu z XIX-wieczną eseistyką (jej ukochani Charles Lamb i Samuel Coleridge) i ornitologią, wyprawy polarne (takie książki Fadiman trzyma na swojej specjalnej półce) z kolekcją żuków i motyli, które zbierała z bratem przez całe dzieciństwo. Taką osobę ciekawią różne gatunki, podobnie jak różne zjawiska świata i zajęcia (Fadiman brała udział w wyprawach arktycznych), stara się dzielić pasją z bliskimi (do których zalicza się też czytelnik).

Fadiman reprezentuje typ radosnej erudycji, która czerpie przyjemność ze zjawisk świata i literatury, szuka okazji do zabawy, gier i szarad. Pisze osobiście, ale cały czas zachowując ironiczny dystans. W naszym bardzo poważnym zakątku literatury erudycja to często strażnik wartości umarłego świata. Tymczasem radosna erudycja prowadzi żartobliwy i zaczepny dialog z żyjącymi i zmarłymi autorami. W Polsce jej przedstawicielem jest choćby Barańczak, autor „Fioletowej krowy”.

Czy taką erudycję można pogodzić z nowymi sposobami funkcjonowania literatury? Chodzi też przecież o sposoby życia z książkami. Fadiman bez entuzjazmu przywitała pojawienie się czytników typu Kindle. Co prawda można zabrać je do łóżka, ale co z zaginaniem rogów? Problem ustawiania książek na półkach przestanie być może niedługo aktualny. Może będziemy wtedy czytać Fadiman jak list z utraconego świata książek? Tymczasem jej utwory są już dostępne na Kindlu. Co jak co, ale „Exlibris” stanowczo lepiej mieć na półce i wracać do niego od czasu do czasu, podążając śladem zagiętych rogów.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną