Seagal Steven

Glina na glinianych nogach
Steven Seagal od dawna uchodzi za złego aktora. Ale dotąd udawało mu się dość skutecznie grać dobrego człowieka.
Everett/EAST NEWS

Człowieku, to Steven Seagal?! – dziwi się podejrzany, którego złapała policja. Dowódcą patrolu jest bowiem dobrze znana zwalista postać – przymrużone oczy i czarne przylizane włosy zebrane w kucyk albo rozpuszczone na karku w charakterystyczną płetwę czy – jak niektórzy wolą – dywan. Krótko z przodu, długo z tyłu.

„To nie Hollywood. To się dzieje naprawdę” – odpowiada Steven Seagal, który w amerykańskim reality show „Lawman” od roku wciela się w rolę oficera policji, a właściwie to po prostu nim jest. Szeryf hrabstwa Jefferson na przedmieściach Nowego Orleanu uhonorował go kiedyś stopniem policyjnym za to, że skutecznie uczył sztuk walki. Co po latach przydało się Seagalowi do zarabiania pieniędzy w telewizji. Na ekranie aresztuje drobnych przestępców, uczy swoich kolegów chwytów aikido i pokazuje, jak naciskać spust, by strzelać w duchu zen (!) – bo jest przy tym wszystkim zdeklarowanym buddystą.

Co prawda większość jego oddziału stanowią dotychczasowi pracownicy public relations miejscowej policji, ale ważne, że na ekranie wygląda to efektownie. No i że honoraria są prawdziwe.

Kobiety go nie lubią

W ostatnich miesiącach jeszcze ważniejsze było jednak to, co działo się po godzinach pracy nad serią „Lawman”. Seagal zatrudnił nową osobistą asystentkę – Kayden Nguyen, 23-letnią eksmodelkę – której wpisał do obowiązków służbowych towarzyszenie mu na każdym kroku, po czym kilkakrotnie, według jej zeznań, próbował wykorzystać seksualnie. Przerażona Nguyen uciekła z willi Seagala, gdy tylko nadarzyła się okazja, zostawiając na miejscu rzeczy osobiste, po czym 12 kwietnia złożyła pozew. Twierdzi, że była więziona, a dwie inne kobiety mieszkające z aktorem są jego niewolnicami seksualnymi.

Poza kopaniem, strzelaniem i czarną plerezą Seagal słynie z dość skutecznie i agresywnie pracujących prawników. Marty Singer, jego prawa ręka, wysłał więc do Nguyen list, w którym przypomniał o klauzuli dotyczącej tajemnicy służbowej i o tym, że nie tylko nie powinna skarżyć aktora, ale nawet mówić komukolwiek o tym, co działo się w jego domu. Odpowiedział adwokat ofiary William Waldo: „Proszę przekazać Stevenowi Seagalowi dwie rzeczy. Po pierwsze, tanie próby zastraszania, które mogły zawstydzić inne ofiary, nie robią na mnie wrażenia. Po drugie, zarzuty panny Nguyen pozostają aktualne – wczoraj dzwoniły do mnie kolejne poszkodowane”.

Wiadomo już, że do Waldo zgłosiło się kilka innych kobiet mówiących o pracy za seks u Seagala. Jedną z nich jest Blair Robinson, wnuczka Raya Charlesa, która twierdzi, że pracowała dla aktora sześć lat temu. Pikantne opowieści kolejnych kobiet błyskawicznie wypełniły amerykańską prasę. Niezależnie od tego, czy ich kontakt z szefem zaczynał się od niewinnej rozmowy o ubogaceniu duchowym czy od improwizowanej sesji akupresury, którą proponował, zawsze kończyło się obłapianiem i zaglądaniem w dekolt.

Przypomniano doniesienia magazynu „Vanity Fair”, który opisał przed laty sprawę czterech asystentek kolejno rzucających pracę u Seagala podczas zdjęć do filmu „Szukając sprawiedliwości” (jedyny powód, dla którego wszedł do historii kina, to 114-krotne pojawienie się w dialogach słowa fuck). Trzy spośród nich zawarły ugody ze studiem Warner Bros – każda dostała 50 tys. dol. za odstąpienie od oskarżeń. Do tego doszły historie aktorek, które od chwili castingu czuły, że Seagalowi chodzi o coś zupełnie innego niż sprawdzenie, czy poradzą sobie z dialogami. Choćby Jenny McCarthy, która zwierzała się w 1998 r., że na castingu do „Liberatora 2” aktor kazał jej się rozebrać (to prawdopodobnie jedyna historia, która sprawia, że świat wciąż pamięta „Liberatora 2”).

Dołączyły do tego jeszcze wyznania byłej gosposi aktora oraz pracowniczki firmy płytowej, która wydała jego album – w chwilach wolnych od aktorstwa i sesji „akupresury” Seagal grywa bowiem bluesa. „Ten osobnik nie jest wart atramentu, którym bym napisała cokolwiek na jego temat” – podsumowała swoją znajomość z gwiazdorem Sharon Stone. A była żona aktora Kelly LeBrock zapowiedziała autobiografię, w której opowie, że i w stosunku do niej Seagal używał przemocy.

Trochę za dużo tych przykładów, by całość mogła być – jak chce Marty Singer – pozbawionym odrobiny prawdy wyznaniem zwolnionej asystentki. Wszystko wskazuje, że o ile Seagal lubi kobiety, o tyle one nie lubią jego.

Aktor klasy Z

Po Hollywood krąży opowieść aktora Johna Leguizamo o gwiazdorze kina akcji z przerośniętym ego. Na wieść o tym, że grany przez niego bohater ma zginąć, gwiazdor zażądał, by zmieniono scenariusz. Chciał, by przeżył, siłami własnych mięśni przytrzymując w locie dwa wielkie samoloty. Chodziło zapewne o film „Krytyczna decyzja”, w którym oddział specjalny uwalniający zakładników przesiada się w locie z samolotu wojskowego do pasażerskiego na wysokości, bagatela, 10 tys. m. Leguizamo nie powiedział wprawdzie, o kogo chodzi, bo „nie chciał mieć do czynienia z jego prawnikami”, ale podał wystarczająco wiele znaków szczególnych: „To ten, który biega jak dziewczyna”. A każdy miłośnik kina akcji zna najsłabszy punkt Seagala: w sprincie zabawnie macha rękami, trochę jakby tańczył twista.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną