Kultura

Drugie życie Lennona

Gdyby nie zastrzelono Beatlesa nr 1

CJ Sorg / Flickr CC by SA
John Lennon, gdyby żył, miałby dziś 70 lat. W rocznicę morderstwa wizjonera świata muzyki fantazjujemy na temat tego, kim mógłby być teraz, gdyby postrzelenie przeżył.

8 grudnia 1980 szalony fan strzela do Johna Lennona. Oddaje dwa strzały, trafiając raz i raniąc artystę w lewe ramię, po czym, wystraszony, ucieka z miejsca wypadku. Dopiero po kilku miesiącach udaje się ustalić tożsamość sprawcy, pojmać go i osądzić w więzieniu. W tym czasie Lennon wraca do zdrowia.

Nawet na tak otwartego i pokojowo nastawionego artystę, wydarzenie to wywiera na nim olbrzymi wpływ. Przez cały rok 1981 podróżuje w otoczeniu ochroniarzy i odcina się od świata, koncentrując znów na rodzinie. Tymczasem płyta „Double Fantasy” zbiera bardzo negatywne recenzje. Zostaje uznana za jedną z najgorszych, jakie Lennon nagrał w swojej karierze. Krytycy piszą o równi pochyłej, na której znalazł się były frontman Beatlesów, o braku pomysłu na odświeżenie swojej twórczości. On sam, wspólnie z Yoko Ono, ogłasza koniec Plastic Ono Bandu.

Świat wchodzi w erę MTV i dawni muzycy The Beatles z trudem próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Po przebojowych duetach Paula McCartneya z Michaelem Jacksonem oczekiwania wobec Lennona rosną. Duet z Prince’em, nagrany niejako w odpowiedzi na działania McCartneya, nie jest w stanie im sprostać. Klimat polityczny również się zmienia. Początek wojny o Falklandy skwitowany zostaje znakomitą piosenką Elvisa Costello „Shipbuilding”. Tygodnik „New Musical Express” ocenia, że taki utwór mógłby napisać Lennon, gdyby był jeszcze do czegokolwiek zdolny.

„Świat potrzebuje nowych bardów o punkowym rodowodzie i Costello kimś takim jest” – pisze dziennikarz. Lennon się obraża i ogłasza koniec solowej działalności muzycznej. Połowa lat 80. upływa pod znakiem jego milczenia, przerywanego plotkami o konfliktach z McCartneyem. Trwają bowiem spory o losy praw do katalogu piosenek Beatlesów. Gdy dostają się w ręce Jacksona, Lennon ma do swojego kolegi pretensje o doprowadzenie do tej sprzedaży. McCartney próbuje się bronić na łamach mediów, ale tylko eskaluje konflikt.

Skrytym hipokrytom powiedział głośne "nie"

Organizatorzy Live Aid w 1985 roku chcą reaktywacji The Beatles na czas tej gigantycznej imprezy. W końcu udaje im się ściągnąć do udziału w koncercie Paula McCartneya. Lennon jest w opozycji. Krytykuje pomysł wielkiej akcji pomocy dla Afryki za hipokryzję. Próbuje nawet wtargnąć na scenę na stadionie Wembley w otoczeniu swoich fanów w ramach obmyślonego wcześniej happeningu, ale nie udaje mu się zakłócić koncertu. Traci wsparcie mediów po obu stronach Atlantyku. Live Aid ustala nowy porządek na scenie muzycznej – nie ma w nim miejsca dla Lennona.

Krytyk magazynu „Uncut” napisze wiele lat później: „Lata 80. musiały mu zniszczyć karierę. Nie rozumiał trendów, nie znał się na muzyce syntezatorowej, nie potrafił trafić w ducha epoki”.

Pod koniec dekady mało kogo obchodzi los Lennona, który – skłócony z żoną – wraca na kilka lat do Anglii, gdzie bierze udział w nielegalnych rave’ach, imprezach tanecznych pod gołym niebem. To pierwsza od lat scena, która akceptuje Lennona. Z kolei jego fascynuje kultura Ecstasy i wraca do narkotyków, tyle że już w bardziej rekreacyjnej formie. Prasę obiegają fotografie brodatego Lennona w szerokich spodniach i kapelusiku, fotografującego się w towarzystwie Shauna Rydera z Happy Mondays i członków grupy The Stone Roses. Pojawia się gościnnie na płycie New Order, odwiedza słynny klub Haçienda w Manchesterze i współprodukuje – razem z Johnem Leckiem – debiutancki album The Stone Roses, za który zdobywa mnóstwo nagród i wyróżnień w Wielkiej Brytanii.

Na fali wracającej popularności Lennon udziela kilku długich wywiadów i wraca do studia Abbey Road, by wspólnie z Leckiem nagrać kolejny album – wielki projekt, na którym miało się spotkać wielu znaczących muzyków jego pokolenia, gościnnie między innymi perkusista Ringo Starr, gitarzysta Keith Richards oraz członkowie hiphopowej grupy Public Enemy. To ma być wielkie przedsięwzięcie ponad podziałami z licznymi wycieczkami politycznymi w tekstach. „Długo nie zauważaliśmy hip-hopu, ale on rośnie w siłę” – zwracał uwagę Lennon. „Musimy teraz wspólnie uderzyć w świat CNN i MTV”.

Sesja nagraniowa pochłania mnóstwo środków, a Lennon wciąż zmienia koncepcję. Gdy w 1991 roku ukazuje się płyta „Nevermind” Nirvany, chce spalić wszystkie dotychczasowe taśmy i zmienia zestaw współpracowników. Projekt – znany najpierw pod roboczym tytułem „Raveolution” – powoli zmienia kształt, ale jego autor traci po drodze pieniądze. W końcu EMI odmawia dalszego finansowania płyty, a album wychodzi w 1994 roku jako zestaw dość pompatycznych hipisowskich piosenek z elektronicznymi rytmami w tle.

 

 

Głównymi postaciami, poza Lennonem, są na nim Jason Pierce prowadzący zyskujący na znaczeniu projekt Spiritualized oraz Thom Yorke z raczkującej grupy Radiohead. Przyjęcie jest niejednoznaczne. Pojawia się kilka znakomitych recenzji, ale pod koniec roku wszyscy zapominają o projekcie – wielką popularność zdobywa grupa Oasis, czerpiąca zresztą ze stylistyki Beatlesów i grywająca ich piosenki. Sukces Britpopu, nowego modnego nurtu w muzyce, teoretycznie oznacza dobre czasy dla Beatlesów, ale Lennon nie jest w stanie z nich korzystać. Milczy przez kilka lat. Mówi się o jego zaangażowaniu w ruch alterglobalistyczny. Pojawia się zresztą w amerykańskiej telewizji, komentując zajścia na szczycie G8 w Kolonii. Wiadomo, że wrócił do USA i znów mieszka w Nowym Jorku.

Jego kariera nagle eksploduje po zamachu na WTC. Jako jeden z pierwszych, jeszcze we wrześniu, daje akustyczny koncert w hołdzie ofiarom i bohaterskim  strażakom z Nowego Jorku. Okazuje się, że przez całe lata 90. napisał mnóstwo piosenek. Słuchacze nie rozpoznają większości z tych, które prezentuje na koncercie. Wykonuje duet z wracającym do formy Neilem Youngiem, piosenkę „Piss and Laugh, Mr. Bush”, która wchodzi na szczyt list bestsellerów jako pierwszy utwór Lennona od czasów „Woman” dwadzieścia lat wcześniej.

W tym samym 2001 roku dochodzi też do nieoczekiwanej reaktywacji The Beatles. Niestety, w trzyosobowym składzie. W listopadzie umiera bowiem po długiej chorobie nowotworowej George Harrison i żyjący członkowie grupy decydują się zagrać jeden koncert na jego cześć. Pełen dochód przeznaczają na rzecz badań nad rakiem. Wydarzenie jest transmitowane do kilkudziesięciu krajów i spotyka się ze świetnym przyjęciem. Lennon, który zaczyna swoją kampanię z macierzystą wytwórnią (i z kolegami z zespołu) o uwolnienie praw do całego katalogu The Beatles (chce rozdawać za darmo piosenki) osiąga nieoczekiwanie coś zupełnie innego – Apple Corp. zakłada pierwszy sklep z muzyką w formacie mp3. Wiele miesięcy później okaże się, że podobne plany miał także komputerowy gigant Apple. Serwis TheBeat.com staje się punktem odniesienia w świecie muzyki, a sprzedaż klasyków The Beatles bije rekordy.

Co by było, gdyby... nie żył?

Spokojny o swoją przyszłość Lennon pisze kolejne piosenki, grywając też z synem Seanem Lennonem w jego projektach. Na krótko reaktywują też, wspólnie z Yoko Ono, matką Seana, ich rodzinny Plastic Ono Band. Artysta pisze też bestsellerową książkę „Second Life” – alternatywną historię swojego życia i kariery, według której Mark Chapman zamordował go w roku 1980, a kult Lennona rósł z każdym rokiem po śmierci. Media opisują te fabularyzowane wspomnienia jako ciekawe, ale mało wiarygodne.

Kiedy drukujemy te słowa, jesienią roku 2010, siedemdziesięcioletni Lennon siada właśnie w studiu nagraniowym u boku Ricka Rubina, producenta opromienionego sławą odnowiciela kariery Johnny’ego Casha. Ich plan to artystyczna dokumentacja kilkunastu lat, w czasie których powstały dziesiątki niepublikowanych piosenek eks-Beatlesa.

Ideę swojego projektu Rubin tłumaczy fascynacją książką Lennona i tematem alternatywnych wersji czyjegoś życiorysu. „Można przewidywać, w jaki sposób potoczy się życie jakiejś osoby, ale najtrudniej w takich sytuacjach uwzględnić jego geniusz i wybitne piosenki, których nie napisał, chociaż mógłby” – mówi amerykański producent. „Mnie nie interesuje w tym momencie, czy robię projekt z legendą, czy z człowiekiem z krwi i kości. Ciekawią mnie piosenki, których świat nie poznał”.

Istotnie, można się w nieskończoność zastanawiać „co by było gdyby”, ale tego jednego nie sposób przewidzieć.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Jak walczono o wolność Ameryki Łacińskiej

Wojny o niepodległość, narodziny państw narodowych Ameryki Łacińskiej i pierwsze ich stulecie.

Piotr Łaciński
10.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną