Kultura

Co nam zmienia polszczyznę?

O nasz język prywatny jestem w miarę spokojna. Gorzej z językiem publicznym – szczególnie tym oficjalnym.

Przede wszystkim widać ogromny wpływ tłumaczeń tekstów urzędowych, wytwarza się zjawisko, które można opisać jako język polsko-unijny.

Tłumacze sygnalizują mi problemy wynikające ze sposobu pracy w Unii, gdzie na przykład Hiszpan pisze po angielsku tekst, który potem trzeba przetłumaczyć na polski, a dodatkowo uzgadniane na różnego rodzaju obradach poszczególne wersje językowe muszą mieć podobną liczbę słów i wersów. Powstają więc teksty tłumaczone słowo w słowo, koszmarne, pojawiają się nowe, niepotrzebne określenia zjawisk, które polszczyzna od dawna opisuje lepiej i krócej.

A najgorsze, że to wszystko nie zostaje w Brukseli, tylko przychodzi do nas – poprzez urzędników. Potem przejmujemy to my, bo język urzędowy wydaje nam się staranniejszy, godny szacunku. Przykład takiego przejmowania urzędowych wzorców to kierownik pociągu, którym jechałam z Warszawy do Katowic na Kongres, ogłaszający kilkakrotnie, że „pociąg doznał opóźnienia”. Ludzie z łatwością naśladują język urzędowy – sama słyszałam, jak jedna z sąsiadek mówiła do swojego męża: „Na naszym lokalu nastąpił wyciek z grzejnika”. To nas prowadzi do absurdów, gdy bardziej nobilitujące wydaje nam się powiedzenie „posiadam wiedzę” niż po prostu „wiem”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną