4. rocznica śmierci Amy Winehouse

Niedzisiejsza
Żyła krótko, zostawiła po sobie skromny ilościowo dorobek, ale wielką legendę.
W każdym elemencie swojej muzyki i wizerunku Amy Winehouse wydawała się niedzisiejsza
J. McCauley/Rex Features

W każdym elemencie swojej muzyki i wizerunku Amy Winehouse wydawała się niedzisiejsza

Artykuł został opublikowany w POLITYCE w październiku 2011 r.

*

Należała do tych nadwrażliwych artystów, którzy osobiste tragedie niemal wprost potrafili przełożyć na język muzyki – a publiczności imponowało to, jak mocne emocje przeżywali i przekazywali. Od wielu lat cierpiała na depresję, sięgała na zmianę po różne używki, ostatnio zmagała się z uzależnieniem od alkoholu. Prace nad jej kolejną płytą się przeciągały, a trasę koncertową (w ramach której miała po raz pierwszy wystąpić w Polsce) odwołano po czerwcowym incydencie na występie w Belgradzie, gdzie wyszła na scenę pijana i została wygwizdana przez publiczność. Producent jej słynnej płyty „Back to Black” i przyjaciel Mark Ronson komentował to dwa tygodnie temu w wywiadzie dla POLITYKI: – Stan, w jakim się teraz znalazła, powoduje, że trudno już cokolwiek przewidzieć. Przewidywano jednak – i to z reguły najczarniejszy scenariusz.

Przez pięć lat po wydaniu „Back to Black” Brytyjka żyła pod ciągłą presją tropiących skandale mediów tabloidowych, a na łamach prasy wielokrotnie prorokowano, że skończy źle. Bukmacherzy przyjmowali nawet zakłady, czy dotrze na scenę. Artysta Marco Perego stworzył trzy lata temu rzeźbę martwej Amy. 23 lipca, gdy tylko policja znalazła ciało martwej Amy Winehouse (przyczyny śmierci dotąd nie ujawniono), zaczęto pisać o tym, że dołączyła do grupy tragicznie zmarłych gwiazd muzyki rozrywkowej, określanej mianem Klubu 27 – ze względu na wiek, w jakim umierali. Należą do niej Jim Morrison, Janis Joplin, Jimi Hendrix i Kurt Cobain.

Ten życiorys był zszyty z muzyką. Winehouse śpiewała właśnie o problemach osobistych. I zdobywała za to nagrody dla wykonawców, ale też dla twórców piosenek – bo była nie tylko fenomenalną wokalistką, przypominającą naturalną ekspresją sławy soulu i jazzu z minionych dekad, ale też świetną autorką, obdarzoną niebywałym wyczuciem stylu. Świadczą o tym jej najbardziej znane przeboje, takie jak „Rehab” czy „You Know I’m No Good”. W każdym elemencie swojej muzyki i wizerunku Amy Winehouse wydawała się niedzisiejsza. Jej kariera podsyciła zresztą potężną modę na retro w brytyjskiej muzyce pop, której efektem były potem sukcesy Duffy, a dziś – Adele.

Kariera Winehouse okazała się krótka. Jeśli nawet ukaże się jej trzeci album, będzie – jak w wypadku pośmiertnych płyt Michaela Jacksona – wizją współpracowników, a nie samej artystki. Ostatnią zaplanowaną przez nią do wydania piosenkę usłyszymy we wrześniu – będzie to śpiewany wcześniej przez jej bohaterki – Ellę Fitzgerald i Billie Holiday – standard „Body and Soul”, nagrany wspólnie z Tonym Bennettem na płytę z duetami. Problemy i talent, jak się okazuje po raz kolejny, też często występują w duecie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną