Rozmowa z Henrykiem Berezą

Całe życie z książkami
Zmarł Henryk Bereza, wybitny krytyk, jedna z najważniejszych postaci literatury polskiej XX wieku. Przypominamy rozmowę, którą w kwietniu zrobiła z nim Justyna Sobolewska.
Henryk Bereza, ur. w 1926 r., wybitny krytyk literacki, eseista, wieloletni redaktor miesięcznika „Twórczość”.
Rafal Siderski/Dziennik/Forum

Henryk Bereza, ur. w 1926 r., wybitny krytyk literacki, eseista, wieloletni redaktor miesięcznika „Twórczość”.

„Piśmiennictwo dzisiaj w 90 proc. jest surogatem, to, co u głupich dziennikarzy może uchodzić za literaturę pierwszego sortu, to jest czysta tandeta, niekiedy tożsama z byle jakim dziennikarstwem”.
Tadeusz Późniak/Polityka

„Piśmiennictwo dzisiaj w 90 proc. jest surogatem, to, co u głupich dziennikarzy może uchodzić za literaturę pierwszego sortu, to jest czysta tandeta, niekiedy tożsama z byle jakim dziennikarstwem”.

Wiadomo, gdzie można spotkać legendarnego krytyka Henryka Berezę. W Czytelniku, koło południa. Siedzi przy stoliku obok filaru, w tle ma wielkie zdjęcie Gustawa Holoubka (który siadywał przy tym stoliku). Grono się zmienia: Janusz Głowacki, Kazimierz Kutz, ksiądz Andrzej Luter. Bez przerwy ktoś przysiada się na moment i przynosi plotki z miasta. Życie kulturalne Warszawy, jeśli gdzieś się w ogóle toczy, to właśnie w Czytelniku. Pierwszy na obiad przychodzi Tadeusz Konwicki i szybko znika. Aktorka Magdalena Zawadzka zajmuje stolik pod zdjęciem męża. Z każdą chwilą gwar narasta, a o godz. 13 osiąga apogeum. Do tego stopnia, że głos Henryka Berezy z trudem przebija się przez nazwy potraw gromko ogłaszanych przez panią Justynę, następczynię pani Jadzi.

Justyna Sobolewska: – Mówił pan niedawno, że całe pana życie to literatura.
Henryk Bereza: – Literatura jest wszystkim. Jestem całkowicie ukształtowany przez pewne odmiany polszczyzny – te bliższe języków mówionych, a potem przez literaturę. Początkowo o całkowicie różnym charakterze. Sienkiewicza trudno uznać za pisarza dla dzieci, ale dla mnie Sienkiewicz tylko wtedy był interesujący i całego go w dzieciństwie przeczytałem. Wcześniej czytałem literaturę całkowicie bezwartościową, ze względu na dostępność, bo to można było kupować za grosze, nazywano je powieściami groszowymi lub zeszytowymi. „Trędowata” była tak niesłychanie popularną powieścią, że widziałem egzemplarze ręcznie przepisywane. Czytałem też przygodowe, chłopięce powieści, np. „Przygody Tarzana”. Miałem już intuicyjną wiedzę, czym to jest w sensie literackim, i nawet by mi do głowy nie przyszło porównywać takie książki choćby z Sienkiewiczem.

Literatura może być prawdziwym życiem?
Źródłem rozumienia życia. Bo doświadczenia mam dość złożone. Jeszcze doświadczyłem wojny. Na początku wojny byłem prawie dzieckiem. Kiedy się kończyła, jeszcze nie miałem matury na skutek wojennych opóźnień. Zrobiłem ją w 1947 r., potem zacząłem studia w Warszawie, a po studiach pracowałem najpierw na Uniwersytecie, później w Instytucie Badań Literackich.

Pierwsze teksty krytyczne publikowałem w tygodniku, którego redaktorkami były Maria Żmigrodzka i Maria Janion, w 1951 r., ale wtedy już miałem propozycje również z „Twórczości”. W okresie październikowym byłem wziętym krytykiem, to się wiązało z nazwiskiem Hłaski.

Hłasko był pana pierwszym odkryciem. Jak to było, przysłał maszynopis?
Opowiadał w nocnym barze, w Kameralnej albo na spacerach po mieście. Opowiadał swoje opowieści wielokrotnie, ciągle zmieniając wersje.

W tym czasie pod wpływem Hłaski stworzył pan swój styl. Pisał pan, że krytyka jest sztuką, a krytyk to współtwórca utworu.
Wcześniej byłem taki teoretyczny, uniwersytecki, to znaczy „nieumiejący pisać”, bo na tym to głównie polegało. Moje własne ambicje pisania w krytyce literackiej wiązały się z Październikiem i całkowitą odmianą pisania, nie tyle w ideologii pisania, co właśnie w stylu. Pojawiło się pisanie inne, bardziej literackie. Miałem osobiste fascynacje rosyjską szkołą formalną. Po odejściu z uniwersytetu przestałem traktować serio inne możliwości, takie jak kariera naukowa. Wpływ na moje pisanie miał francuski egzystencjalizm. Moje ambicje ukształtowały się pod szczególnym wrażeniem pisarstwa Iwaszkiewicza, to był mój spektakularny sukces krytyczny, kiedy w „Nowej Kulturze” wydrukowałem duży tekst o Iwaszkiewiczu, nie tylko o jego opowiadaniach, które ukazały się w 1954 r., ale także o całej jego twórczości. Po wydrukowaniu tej recenzji otrzymałem list od Iwaszkiewicza.

Najpierw pisał pan o pisarzach starszych od siebie?
Długo to trwało. Ja byłem przez dłuższy czas krytycznym służebnikiem generacji Jerzego Andrzejewskiego, Adolfa Rudnickiego, Tadeusza Brezy i wyglądało na to, że jestem propagatorem podówczas średniej generacji pisarzy.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną