Kultura

Rozwiązujemy Jolkę

Ukryte sensy polskich szlagierów

8. Grzegorz Markowski z Perfectu 8. Grzegorz Markowski z Perfectu W. Pniewski / Reporter
Spróbowaliśmy odnaleźć ukryte sensy w dziesięciu nie zawsze zrozumiałych fragmentach wielkich polskich przebojów. Oto rezultaty poszukiwań.
1. Tadeusz WoźniakIreneusz Radkiewicz/PAP 1. Tadeusz Woźniak
2. Felicjan Andrzejczak ze starą Budką SufleraMirosław Stępniak / Fotonova/EAST NEWS 2. Felicjan Andrzejczak ze starą Budką Suflera
3. Hanna BanaszakAndrzej Wiernicki/EAST NEWS 3. Hanna Banaszak
4. Majka JeżowskaMarek Karewicz/EAST NEWS 4. Majka Jeżowska
5. Małgorzata PieńkowskaJacek Zygadło/POLFILM/EAST NEWS 5. Małgorzata Pieńkowska
6. Mała Agata Passent z mamą, Agnieszką OsieckąJacek Barcz/Forum 6. Mała Agata Passent z mamą, Agnieszką Osiecką
7. Marek Dutkiewicz, autor tekstów  „Nocy komety” i przeboju „Jolka, Jolka”Krzysztof Jastrzębski/EAST NEWS 7. Marek Dutkiewicz, autor tekstów „Nocy komety” i przeboju „Jolka, Jolka”
9. Atrakcyjny Kazimierz i KayahMieczysław Włodarski/Reporter 9. Atrakcyjny Kazimierz i Kayah
10. Zbigniew Hołdys, kiedyś gitarzysta 2 plus 1W. Pniewski / Reporter/EAST NEWS 10. Zbigniew Hołdys, kiedyś gitarzysta 2 plus 1

Zegarmistrz Światła

„A kiedy przyjdzie także po mnie/Zegarmistrz światła purpurowy...” – śpiewał w 1972 r. Tadeusz Woźniak (1). Jaki zegarmistrz? Dlaczego akurat purpurowy? A w dodatku jeszcze przyjdzie, „by mi zabełtać błękit w głowie”. Podskórnie czujemy, że chodzi o śmierć, której ów Zegarmistrz jest alegorią (gdy się pojawi, zatrzyma nasz czas), ale ta cała reszta?

To jeden z niewielu w karierze Woźniaka (prywatnie – miłośnika starych zegarów) tekstów, które zaakceptował bez dodatkowych poprawek. Autorem jest Bogdan Chorążuk – filozof, poeta, a przede wszystkim malarz, stąd ta frapująca kolorystyka i odcięcie się od tradycyjnie zestawianego ze śmiercią kiru. Purpura przywodzi na myśl sędziowską togę, a jednocześnie jest kolorem królewskim, sugerującym władzę nad naszym życiem, czyli Światłem (szczególnie w terminologii chrześcijańskiej).

Poza tym jest jeszcze jeden kontekst, który przypadnie do gustu zwłaszcza miłośnikom filozofii i literatury. Wolter, ojciec „Kandyda”, już w XVIII w. pisał: „Nie mogę pojąć, by ten zegar mógł istnieć, a nie było zegarmistrza” (a znał się na rzeczy, bowiem w ostatnich latach życia założył manufakturę zegarków). Zegar w tym ujęciu to świat, zegarmistrzem natomiast miał być sam Bóg, sprawca Wszechrzeczy, więc może i tego utworu?

Klub Wesołego Szampana

Słysząc słowa: „Siedzę i siedzę/myślę i myślę/czego naprawdę mi brak?” Beaty Kozidrak Bajmu, chciałoby się aż ulżyć ich autorowi w cierpieniu, dośpiewując: „Być może weny/może pomysłu,/lecz tekst powstanie i tak”. Jednak nie wszystkie utwory, które na pierwszy rzut ucha wydają się pomysłu pozbawione, są takie w rzeczywistości. Najlepszym dowodem „Klub Wesołego Szampana” Formacji Nieżywych Schabuff.

Po raz pierwszy wykonał go w 1988 r. założyciel FNS, malarz Jacek Pałucha. „A gdybym miał cię zjeść/To co byś powiedziała?” – pytał niewiastę w utworze żartobliwie nazywanym polskim odpowiednikiem Gainsbourgowskiego „Je t’aime. Moi non plus”. „Chciałabym, chciała” – odpowiadała mu „śpiewająco”, niczym Jane Birkin, młodziutka wówczas studentka aktorstwa, dziś serialowa mama braci Mroczków w „M jak miłość” Małgorzata Pieńkowska (5).

Autorem tych słów jest Wojciech Płocharski, późniejszy wieloletni korespondent PAP (m.in. na Białorusi), którego zresztą można usłyszeć w chórkach „Klubu”. Z Pałuchą i Pieńkowską (sąsiedzi z akademika) poznał go kolega, Muniek Staszczyk. Potencjał w nonszalancko przypiętym do ściany tekście Pałucha dostrzegł od razu. Płocharski, który spotykał się wtedy jednocześnie z trzema „koleżankami”, napisał luźną na ten temat impresję erotyczną z... małym szyfrem, w którym odnajdą się szczególnie miłośnicy kalamburów. „A gdybym musiał odejść/Z teczką od twego ciała?/Uciekać do robala”. „Robal” to nie ksywa kolegi ani wódka, na co stawia spora część słuchaczy. Autor tekstu, niegdyś zapalony krzyżówkowicz i szaradzista, zabawił się, przestawiając literki. Chodziło o robotę. „Robal” bowiem czytany od końca daje „labor” (łac. praca).

Noc komety

„Nadciąga noc komety/Ognistych meteorów deszcz/Nie dowiesz się z gazety/Kto przeżyje swoją śmierć” – śpiewał Felicjan Andrzejczak z Budką Suflera. Dziś szczególnie dwa ostatnie wersy działają na wyobraźnię, mimo że piosence stuka w tym roku okrągła trzydziestka. „To skąd się dowiem?” – pytają ci młodsi, dla których to jedne z najgenialniejszych słów w całej muzyce rozrywkowej. – Po prostu, nie dowiesz się z gazety, i tyle! Tu nie ma się nad czym zastanawiać – kwituje autor słów Marek Dutkiewicz (7). A po głębsze sensy odsyła do tekstu, który napisał rok później (1983 r.) dla Kombi – „Inwazji z Plutona”, zainspirowany wizjami Kurta Vonneguta („Syreny z Tytana”).

Poza tym warto pamiętać, że „Noc komety” to nie utwór oryginalny, ale cover „Time to Turn” niemieckiego zespołu Eloy. Do istniejącej już muzyki Budka musiała mieć jak najszybciej polskojęzyczny tekst (hasło przewodnie: apokalipsa), co było warunkiem wpuszczenia jej członków do studia i nagrania „utworu podstawowego”, nad którym pracowali kilka miesięcy – „Jolka, Jolka”.

Jolka, Jolka

Gdyby zapytać tytułową bohaterkę największego przeboju Budki Suflera (2): „Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu?”, zapewne odpowiedziałaby twierdząco, istniała bowiem naprawdę, podobnie jak prawdziwa była cała opowiedziana w nim historia. Gorące lato ’82 w Karwi nad Bałtykiem spędzała z dzieckiem sama. Mąż był na saksach w Anglii, chcąc zarobić „na Toyotę przepiękną aż strach”. Najpewniej Corollę, bo ta właśnie na początku lat 80. była szczytem marzeń – górna półka Peweksu. Na dolnej np. znajdowały się całe zastępy Fiatów, a wszystko to oczywiście za uciułane dewizy.

Byli małżeństwem z rozsądku. Kochał się kiedyś w innej, ale ta „z autobusem Arabów zdradziła go”, czego nie jest w stanie pojąć spora część młodego pokolenia. PRL był dewizowym rajem, który przyciągał ludzi z różnych stron świata. Za dwie półlitrówki Extra Żytniej plus śledzika płaciło się u nas – w przeliczeniu – tylko dolara i dwadzieścia centów. Dla porównania – w nieodległej Szwecji na samo pół litra trzeba było wyłożyć nawet 16 dol., stąd rzeczonych Szwedów był ci u nas dostatek, szczególnie w sezonie. Podobnie Arabów, których pod polskie hotele, restauracje i dansingi dowoziły busy. Mieli tu wszystko za grosze (tzn. centy). Także dziewczyny, i to nie tylko te lekkiego się prowadzenia, bo egzotyczny kolor skóry działał w szarym PRL jak magnes. (Rok później o podobnym zjawisku zaśpiewał Lady Pank: „Sama tego chciałaś.../Pewnie coś był wart/zapłacony ciałem/kolorowy slajd”).

Autobiografia

Ten utwór Perfectu (8) z 1982 r. był kultowy w dzieciństwie dla wielu. Teraz, mimo upływu lat, coraz więcej młodych ludzi się z nią identyfikuje. Bogdan Olewicz, autor jej słów (oraz instrukcji obsługi telewizorów marki Curtis), miał dokładnie 10 lat, gdy w 1956 r. świat usłyszał o Elvisie tuż po jego sensacyjnym debiucie w programie Eda Sullivana, po którym ogłoszono go „królem rock’n’rolla”. W tym samym 1956 r. wyśpiewał „Blue Suede Shoes” (cover o rok wcześniejszego utworu Carla Perkinsa), w Polsce natomiast „wiatr odnowy wiał”, bo zaczęła się tzw. odwilż październikowa. Jej preludium była śmierć Stalina sprzed trzech lat. Zresztą pierwotnie wers ten brzmiał: „wujek Józek zmarł”, ale cenzura kazała go zmienić na coś „lżejszego”.

Ojciec „martenowski stawiał piec” (do wytwarzania stali metodą Siemensa-Martina), gdyż brał udział w budowie jednej z hut. Syn zaś wkraczał w dorosłość, słuchając pirackiego Radia Luxembourg z zachodnią muzyką młodzieżową, co peerelowskie władze uznawały za dywersję. Albo piosenek z pocztówek dźwiękowych („Każdy z nas ich pięćset miał”) – odmiany płyt gramofonowych, produkowanych tylko na terenie PRL i krajów bloku radzieckiego do połowy lat 70. ubiegłego stulecia.

Trzej przyjaciele, którzy planowali „mieć u stóp cały świat”, to Zbigniew Hołdys, Andrzej Mogielnicki (założyciel Lady Pank, autor tekstów jej największych przebojów) i Bogdan Olewicz.

 

 

On nie kochał nas

Rzecz o losach dwóch kobiet, niegdyś przyjaciółek, które poróżniła miłość do jednego mężczyzny. „Szczęście miało dla nas jedną twarz/Tę samą twarz” – zaśpiewały wspólnie w 1986 r. Krystyna Prońko i Majka Jeżowska (4). Bohaterem utworu był znakomity kompozytor i aranżer Janusz Koman (m.in. Czerwono-Czarni). Dla Prońko, swojej pierwszej żony, założył Koman Band. Z zespołem tym zaczęła występować potem także Jeżowska.

„[Ratował mnie gin] Ty dawno byłaś już z nim” – mogła dużo później zaśpiewać Prońko, bo Koman związał się z 20-letnią wówczas Majką. Na świecie pojawiło się ich wspólne dziecko, potem było burzliwe rozstanie. „A ja płakałam na dnie piekła,/Za mąż uciekłam”, i to właśnie kolejny partner Jeżowskiej, amerykański gitarzysta Tom Logan, napisał po latach dla obu pań słowa tej piosenki. Skoro „On teraz ma dom/ o 5000 mil stąd./Na sercu nosi numer konta,/klucze od Forda”, to może dobrze się stało? „Przyjaciółko mego serca wróć/mam pusty dom” – śpiewała Prońko, a w teledysku odwiedzała ją Jeżowska, ofiarując kwiatek na zgodę. Rok po nagraniu wspólnie, w trio z Piotrem Szulcem, wystąpiły na opolskich premierach, zdobywając I nagrodę z piosenką „Czekamy na wyrok” („Zawsze tkwi w źrenicy cierń/Kiedy kocham, jem, kiedy śpię/Tak! Chcę zapomnieć!”).

Co się stało z Magdą K.?

Mocna, niemal publicystyczna wymowa utworu o zbiorowym gwałcie w niewielkim miasteczku uderza do dziś. Tak jak w przypadku rzekomego męża „Jolki” Dutkiewicza, tak i do znajomości z „prawdziwą” Magdą K. zaczęło się przyznawać po latach wiele osób. Jedna miała się kolegować z jej siostrą, która jakoby mieszkała w tym samym bloku co wokalista Perfectu. Inna opowiadała o dawnej przyjaciółce, która – zaszczuta przez małomiasteczkową społeczność – opuściła Polskę, nie widząc w niej życia po tym, jak „zmarnowała chłopcom 7 lat”. Tak narodziła się miejska legenda o Magdalenie Kreczmar z Grójca.

Piosenka kończy się słowami: „Nie ma sprawy Magdy K.”. I rzeczywiście, sprawy nie było. W zamyśle autora słów Andrzeja Mogielnickiego miał to być bardzo luźno powiązany z faktami – jak powiedział w jednym z wywiadów – „kamyk ciśnięty w szambo”. I wystawienie na próbę cierpliwości kojarzonego z cukierkową stylistyką zespołu 2 plus 1 Janusza Kruka, gdyż to do jego muzyki Mogielnicki miał słowa napisać. Gdy przeczytała je Elżbieta Dmoch, o mało nie zemdlała. Ostatecznie do muzyki powstał mniej kontrowersyjny, a bardziej pasujący do zespołu tekst – „California mon amour”. „Magdę K.” przejął za to ówczesny gitarzysta 2 plus 1 Zbigniew Hołdys (10). Napisał do niej nową muzykę i nagrał ze swoim wokalem w 1977 r. Niebawem powstał Perfect i piosenka ta została dołączona do jego dyskografii.

Jako mąż i nie mąż

Piosenka ta pojawiła się w 1992 r. na pierwszej płycie zespołu Atrakcyjny Kazimierz (9), której aranżerem i producentem był Grzegorz Ciechowski, a w chórkach śpiewała Kayah. Autor słów Rafał Bryndal (prywatnie – brat Jacka, „atrakcyjnego” wokalisty) powołał grupę do życia już w 1989 r., jako prezent niespodziankę na 60 urodziny ojca, pana Kazimierza. Chciał go zaskoczyć, odśpiewując w towarzystwie wtajemniczonej w tę intrygę reszty rodziny kilka przewrotnych piosenek. Obdarzonego ogromnym poczuciem humoru ojca to zachwyciło. Jednak dziś, po 20 latach, zachwyt może się rozwiać po lekturze internetowych forów, że to tekst o nim.

Zawarty w piosence opis „W obejściu prosty/Prawie bez zalet/Gość domorosły/Miał jeden talent/On wciąż/Był sprawcą wielu ciąż/Jako mąż i nie mąż” nijak bowiem nie pasuje do dr. Kazimierza Bryndala, wybitnego toruńskiego stomatologa, którego prezydent miasta odznaczył medalem Thorunium za wyjątkowe zasługi. Tekst utworu powstawał, gdy w Polsce zaczynano publicznie mówić o problemie aborcji i miał być do tego żartobliwym nawiązaniem, bez osobistych wycieczek.

Ja dla pana czasu nie mam

W latach 80. wykonanie jednej z popularnych piosenek uznał za „osobistą wycieczkę” premier Mieczysław F. Rakowski. Kiedy Hanna Banaszak (3) podczas występu na deskach Teatru Współczesnego zwróciła się w jego kierunku (siedział w II rzędzie), śpiewając „Ja dla pana czasu nie mam/skąd bym miała brać ten czas? (...)/i już wyczerpany temat/nie, nie będzie pary z nas” – podobno na twarzy zrobił się „czerwony jak jego partia”, co wspomina rzecznik jego rządu w „Alfabecie Urbana”.

A wszystko wzięło się z nieporozumienia. Jak relacjonuje Urban, gdy w tzw. warszawce wybuchła sensacyjna plotka o romansie Rakowskiego z piosenkarką, „premier zdenerwował się: a jak do k… nędzy wygląda ta cała Banaszak? Dostarczyłem mu taśmę z telewizji. Niezła – rzekł o Banaszak Rakowski; pochlebiło mu, że plotka nie wiąże go z jakąś garbatą staruszką”. Premier wystarał się o telefon Banaszak i zadzwonił: „Dzwonię, bo mamy wspólny kłopot, chyba pani wie, że plotka głosi, że pani i ja…” – pisał Urban. Banaszak wiedziała, a jej „akcja” we Współczesnym była ostatecznością, plotki bowiem nie cichły. Jeszcze długo potem borykała się z ostracyzmem społecznym w postaci m.in. krzywych spojrzeń pań w supersamach.

Źródłem tego zamieszania była zbieżności nazwisk premiera z ówczesnym szoferem, a zarazem partnerem życiowym Banaszak, Pawłem Rakowskim (ten na początku lat 90. założył firmę producencką, odpowiedzialną później m.in. za film „Mała Moskwa”). Co do samych słów piosenki natomiast – powstały jeszcze przed premierostwem Mieczysława F. Napisał je Jeremi Przybora, czemu towarzyszyły zupełnie niepolityczne intencje.

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma

Był Przybora, niechaj będzie więc na koniec i Osiecka (6). Historia tej piosenki ma swój początek w Falenicy, gdzie autorka pomieszkiwała z córką i Danielem Passentem. Pewnego razu rodzice zabrali dziecko do kuźni, by pokazać małej Agatce, jak wygląda proces podkuwania. Wszystko pięknie, „tylko koni żal”, jak skwitowało dziecko. Mama zanotowała to, i niebawem dobudowała cały kontekst do stwierdzenia, które okazało się mieć potencjał niezłej metafory.

Piosenka opowiada o tym, co się traci, ale i co zyskuje po ustatkowaniu się – założeniu rodziny („dziś pierogi, dzisiaj bal”) i pojawieniu się dzieci („Egzaminy i szkoła i trema”; zresztą, jak pisze Passent w „Passie”, Osiecka potem „Co roku 1 września zakładała białą bluzkę, zaczynała nowy sezon jak nowy rok szkolny”), dlatego używanie jej jako argumentu w dyskusji o kondycji polskich Romów to jak strzał kulą w płot.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Seks przyszłości

Emily Witt: Czy ludzie będą się jeszcze łączyć w trwałe pary.

Katarzyna Kazimierowska
12.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną