Kultura

Doktor House od W do Ś

Przewodnik po świecie „Dr House'a”

Hugh Laurie jako dr Greg House i jego drużyna Hugh Laurie jako dr Greg House i jego drużyna BEW
Po ośmiu latach znika z ekranów „Dr House”. Z tej okazji zapraszamy do lektury przewodnika po świecie aroganckiego geniusza, który z łamania zasad uczynił główną zasadę swojego postępowania.
Lekarz z sercem na dłoniBEW Lekarz z sercem na dłoni

W jak wszyscy kłamią.

Tytuł pierwszego odcinka serialu i credo życiowe House’a: „Podstawowa prawda o ludziach jest taka, że wszyscy kłamią. Jedyna zmienna to to, w jakiej sprawie”. W kłamstwie widzi fundament relacji międzyludzkich, warunek życia w społeczeństwie i cechę, która odróżnia człowieka od zwierzęcia. House z zasady nie rozmawia z pacjentami, których choroby diagnozuje, a jeśli już zrobi dla kogoś wyjątek, to tylko po to, żeby odkryć, co pacjent próbuje zataić i dlaczego. Do rutynowych zadań jego asystentów, oprócz badań, należą włamania do mieszkań pacjentów, przeszukiwanie ich skrzynek mailowych i przesłuchiwanie najbliższych. Bo kolejna złota myśl House’a brzmi: „Prawda rodzi się w kłamstwach”. Sam lekarz z wielką przyjemnością pogrywa ze światem, kłamiąc i manipulując otoczeniem, gdy to dla niego wygodne albo gdy chce dać komuś nauczkę. Jednak jego znakiem firmowym jest okrutna szczerość. I to ona, bardziej niż kłamstwa, jest wyzwaniem dla świata i czyni z House’a outsidera.

F jak fartuch lekarski.

House go nie nosi, bo, jak utrzymuje: „Ludzie nie ufają chorym lekarzom”. Przeszedł zawał mięśnia czworogłowego uda, w wyniku błędnej diagnozy mięsień obumarł i trzeba było go wyciąć. Od tego czasu zamiast fartucha stałym rekwizytem doktora jest laska.

V jak Vicodin.

Efektem wycięcia martwego mięśnia jest nie tylko dziura w prawej nodze i utykanie, ale przede wszystkim permanentny ból, który House zabija Vicodinem. Zaletą tego leku działającego jak narkotyk jest to, że za jednym zamachem chroni przed bólem fizycznym i egzystencjalnym, którego lekarz być może boi się nawet bardziej. Przez pięć sezonów House utrzymywał, że „Nieszczęśliwi ratują więcej ludzi. Gdy twoje życie ma znaczenie, twoja praca nie musi. Porażki są łatwiejsze, jeśli możesz wypłakać się w czyichś ramionach”, więc Vicodin, który pozwala mu walczyć z bólem i dobrze pracować, jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż wizyty u psychologa. W szóstym sezonie sprawy się skomplikowały i musiał – na niezbyt długo – zmienić zdanie.

Ł jak łamigłówki.

„Niektórzy lekarze mają kompleks Mesjasza. Muszą zbawić świat. Ty masz kompleks Rubika. Musisz rozwiązać zagadkę” – analizuje House’a jego przyjaciel Wilson. Jako szef oddziału diagnostycznego Szpitala Klinicznego Princeton-Plainsboro w Princeton, New Jersey, House wybiera tylko niebanalne, najbardziej zagadkowe przypadki, których nie zdołali zdiagnozować inni lekarze. Obowiązuje zasada: „Wysypka jest banalna, ale jak łączy się z zapaleniem płuc, to już jest zabawa”.

M jak metafory.

Przyjemności, jaką House czerpie z rozwiązywania łamigłówek, dorównuje tylko przyjemność płynąca z zadawania zagadek innym. Dlatego swoje odkrycia diagnostyczne często przekazuje współpracownikom w postaci metafor. Od prostszych: „Wyprawiając się na ryby, Innuici nie wypatrują ryb. Wypatrują czapli, bo ryb nie sposób zobaczyć. Ale ptaki polują na ryby tam, gdzie one są. Jeśli to białaczka włochato-komórkowa, co nad nią krąży?”. Po bardziej zagadkowe: „Nerki nie noszą zegarków. Pęcherzyki żółciowe noszą, ale nerki nie znają się na nich”.

D jak diagnoza.

Inspiracją dla postaci Gregory’ego House’a był Sherlock Holmes. Po nim House odziedziczył swój graniczący z szaleństwem geniusz, erudycję, wyobcowanie społeczne, pracoholizm, a także skłonność do eksperymentów z narkotykami i miłość do muzyki (kolejne hobby House’a: pornosy i ciężarówki-potwory to już autorskie pomysły twórców serialu). Od Holmesa zapożyczona została także metoda diagnostyczna House’a – dedukcja. Proces diagnostyczny przypomina śledztwo kryminalne. House na białej tablicy wypisuje flamastrem objawy choroby, w roli przesłuchiwanych występują badane narządy wewnętrzne pacjenta. „Im więcej objawów wywołamy, tym więcej będziemy mogli zrobić badań. Im więcej zrobimy badań, tym więcej otrzymamy informacji, tym szybciej postawimy diagnozę” – tłumaczy swoją metodę asystentom.

Z jak zespół.

Beckett chciał nazwać sztukę „Czekając na uznanie House’a”, ale stwierdził, że to zbyt poważne – ironizują jego asystenci. Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zespół współpracowników istnieje tylko po to, żeby szef miał kogo obrażać i nad kim się pastwić, to ich rola jest dużo ważniejsza. House uważnie słucha ich pomysłów, na ich wrażliwości testuje swoje szalone koncepcje i razem z nimi bojkotuje swoją szefową. Traktuje Cameron, Chase’a i Foremana, a po ich odejściu, kolejnych: Tauba, Trzynastkę, Kutnera, Masters i Park, jak surowy ojciec zdolne, ale niedoświadczone i strachliwe dzieci. Uczy myślenia poza schematami, bronienia swojego zdania, podejmowania trudnych decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Zasady są dwie: „Nie nauczycie się pływać, dopóki nie wrzucę was bez dmuchanych rękawków między rekiny” i „Błąd lekarza zabija. Jeśli cię to przeraża, wybierz inny zawód. Albo skończ studia i zacznij uczyć”.

 

 

T jak toczeń.

Obok sarkoidozy tradycyjnie pierwszy strzał zespołu House’a podczas stawiania diagnozy. Jeszcze nigdy nie okazał się trafiony, ale fani serialu nie tracą nadziei. Może w ostatnim odcinku?

B jak Bóg.

House ma z Bogiem kłopot. W kraju, którego większość mieszkańców w jakiegoś Boga wierzy, zatwardziały ateizm i racjonalność lekarza nie znajdują zrozumienia. Podobnie jak żarty w stylu: „W tej świątyni ja jestem Jahwe” (do małżeństwa ortodoksyjnych chasydów) czy „Siedzi w niej Bóg. To gorsze od raka” (o katolickiej zakonnicy). House wierzy w doświadczenie, logikę, ewolucję, reakcje chemiczne i to, że „życie to nie jest test”. A do głoszenia chwały Pana może go skłonić jedynie widok wyjątkowo pięknego, naturalnego kobiecego biustu.

N jak najlepszy przyjaciel.

Holmes miał dr. Watsona, House ma dr. Jamesa Wilsona – ordynatora oddziału onkologii w szpitalu Princeton-Plainsboro, prywatnie uosobienie spokoju i dobroci. Tworzą trudny, pełen zapętleń, ale dla obu najsilniejszy i najtrwalszy związek w życiu. House był wsparciem podczas kolejnych rozwodów Wilsona i opiekował się nim podczas chemioterapii. Wilson zaś cierpliwie znosił niewyparzony język House’a, wypisywał mu recepty na Vicodin, wyciągał z barów, zainstalował go u siebie po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego i nigdy nie przestał apelować – za pomocą irytujących mów umoralniających – do resztek człowieczeństwa przyjaciela. To dzięki rozmowom z Wilsonem House najczęściej wpada na właściwą diagnozę i to z nim podzieli się ostatnim Vicodinem.

C jak Cuddy.

„Podobno nie można żyć bez miłości. Ja osobiście uważam, że tlen jest ważniejszy” – głosi House, jednak i on się zakochuje. Pierwszych sześć sezonów serialu to relacja z pola walki House’a z Lisą Cuddy, dziekanem wydziału medycyny i dyrektorką szpitala, w którym House jest głównym diagnostą. Znają się jeszcze ze studiów, oboje są silnymi osobowościami, ich starcia (House o Cuddy: „Mówisz o swoim tyłku? To nie statek, tylko supertankowiec!”, Cuddy o Housie: „Egocentryczny, narcystyczny wrzód na dupie”) są pełne napięcia erotycznego. Jednak, jako że związki (i kompromisy) nie są mocną stroną House’a, a Cuddy niezbyt dobrze znosi ucieczki od zaangażowania emocjonalnego, trudno mówić o happy endzie.

Ż jak żona.

Dominika – piękna i inteligentna Ukrainka, którą House poślubia oficjalnie dla pieniędzy, bo dziewczyna płaci mu za fikcyjne, wizowe małżeństwo, a naprawdę na złość Cuddy, która z nim zerwała. Wymogi wizowe: wspólne mieszkanie i egzamin z wiedzy o sobie zbliżają fikcyjnych małżonków. Jednak House znów nie potrafi przyznać się do uczuć, ze strachu przed byciem zranionym rani pierwszy i po raz kolejny zostaje sam. W roli pani House wystąpiła aktorka polskiego pochodzenia Karolina Wydra.

K jak konkursy.

House jest zdania, że „Bez współzawodnictwa wciąż bylibyśmy organizmami jednokomórkowymi”, dzień bez konkursów, gier, zawodów, castingów i reality show uważa za dzień stracony. Urządzał kilkutygodniowy, wieloetapowy casting na swoich współpracowników – „najdłuższą rozmowę kwalifikacyjną, w jakiej brali udział”, casting na swoją nową, ulubioną prostytutkę, wzbudzał ducha rywalizacji wśród asystentów i zamieniał opiekę nad pacjentami w zawody. Bo nic tak nie mobilizuje jak stres.

P jak przychodnia.

Jako specjalista w dziedzinie diagnostyki, z podwójną specjalizacją z chorób zakaźnych i nefrologii, House pracę w przyszpitalnej przychodni uznaje za grubo poniżej swoich kwalifikacji i z migania się od pracy uczynił prawdziwą sztukę. Kiedy prośby i groźby nie skutkują, szefowa proponuje mu grę: zapłaci mu 10 dol. za każdego pacjenta zdiagnozowanego bez dotykania, a on jej tyle samo za każdego, którego dotknie. Lekkie przypadki z przychodni często są kluczowe dla właściwego zdiagnozowania trudniejszych łamigłówek.

G jak „General Hospital”.

Ulubiona medyczna opera mydlana House’a. Porwał i przewiózł do szpitala na badania aktora grającego głównego bohatera – przystojnego lekarza, który zdradza pozostającą w śpiączce żonę z jej siostrą – bo zauważył, że wolniej wypowiada kwestie i robi dłuższe pauzy. Na kwestię „Jak ty to możesz oglądać? To kpina. Ani jednej prawdziwej chwili w całym serialu!”, główny bohater serialu odpowiada (auto)ironicznie: „W odróżnieniu od seriali przedstawiających świat rzeczywisty. Których nie ma”.

L jak ludzie się nie zmieniają.

Kolejna dewiza życiowa House’a. Wiele z przypadków diagnozowanych przez zespół House’a dotyczy tego, czy człowiek jest w stanie trwale się zmienić: swoje nawyki, postępowanie, stosunek do innych, życie. Mimo swojej niewiary House podejmuje próbę zmiany. Rzuca Vicodin, postanawia stawić czoła bólowi fizycznemu, zmierzyć się z cierpieniem pacjentów, zaryzykować bliższe, nieopatrzone cudzysłowem sarkazmu relacje z ludźmi, w skrócie: przestać być nieszczęśliwym. Ale związki przynoszą kolejną dawkę cierpienia, współczucie pacjentom jeszcze je potęguje i House wraca do Vicodinu. Co oczywiście potwierdza jego tezę, że ludzie się nie zmieniają.

Ś jak śmierć.

Śmierć zagląda w oczy każdemu z pacjentów House’a, ociera się o nią sam lekarz (kilkakrotnie – od zawału, przez postrzelenie, po eksperymenty na własnym mózgu, by uratować ukochaną przyjaciela) i jego współpracownicy. W jednym z ostatnich odcinków raka trzustki zdiagnozowano u najlepszego przyjaciela House’a, onkologa Wilsona. Ostatni odcinek serialu nosi tytuł „Wszyscy umierają”, co połączone ze stwierdzeniem grającego House’a Hugh Lauriego, że zakończenie będzie „podnoszące na duchu”, skłania fanów do dywagacji o duchach, śmierci i epidemii, która zabije wszystkich bohaterów. Bo „Dr House” to jeden z nielicznych seriali, którego fani nie czekają na szczęśliwe zakończenie. „Niech House znajdzie Boga, a »Mass Effect 3« znajdzie konkurenta w kategorii »niegodne zwieńczenia«” – ironizują w Internecie.

Polityka 20.2012 (2858) z dnia 16.05.2012; Kultura; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Doktor House od W do Ś"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król: Obyśmy znów nie byli głupi

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną