Kultura

Świeczki zasłoniły gwiazdy

Festiwalowe odgrzewanie muzycznych kotletów

Sopockie TopTrendy wybrały podobny do Opola klucz: bogata wkładka jubileuszowa (na zdjęciu rocznicowy koncert Maryli Rodowicz). Sopockie TopTrendy wybrały podobny do Opola klucz: bogata wkładka jubileuszowa (na zdjęciu rocznicowy koncert Maryli Rodowicz). Konrad Korgul/Studio69
Nikt nie kocha polskiej piosenki tak bardzo jak organizatorzy festiwali w Opolu i Sopocie. Tylko dlaczego ta miłość ogranicza się do piosenek napisanych przed rokiem 1989?
Sebastian Karpiel Bułecka (Zakopower) i Sylwia Grzeszczak odbierali nagrody w Opolu, wręczał (i przygotowywał kabareton) Stanisław Tym.Konrad Korgul/Studio69 Sebastian Karpiel Bułecka (Zakopower) i Sylwia Grzeszczak odbierali nagrody w Opolu, wręczał (i przygotowywał kabareton) Stanisław Tym.
Załącznik do TopTrendów w postaci nagród dla młodych (reprezentowała go Sylwia Grzeszczak).EAST NEWS Załącznik do TopTrendów w postaci nagród dla młodych (reprezentowała go Sylwia Grzeszczak).

Artykuł w wersji audio

Na obchodzących 10-lecie polsatowskich TOPtrendach w Sopocie Maryla Rodowicz świętowała tym razem w specjalnym recitalu 40 lat kariery, Bajm obchodził 35 urodziny, a młodziutkie w tym zestawieniu Lady Pank – 30 lat. Tydzień później na festiwalu w Opolu mieliśmy obchody 30-lecia Listy Przebojów Trójki, 30 lat kariery Kultu, a poza anteną telewizyjną – jeszcze „trzydziestkę” T. Love. Czy było w ogóle coś z niejubileuszowych imprez? Owszem, specjalny koncert poświęcony piosenkom z lat 60.

Twórcy kabaretonu na jednej czy drugiej imprezie mogliby w tym roku z ich programów sklecić niezły skecz. Ale problem jest poważny. Co innego mówi nam bowiem program (z którego wynika, że polska piosenka umarła 30 lat temu), a co innego – efekt końcowy. Bo z długiego potoku jubli i benefisów w pamięci zostają i tak występy konkretnych artystów młodszego pokolenia, którzy przebili się z własnym repertuarem w całkiem przyzwoitym dla muzyki pop sezonie.

Telewizyjny format, ale ludzie z radia

Ciągle rządzi talent show. To pierwsza i być może najważniejsza odpowiedź na pytania o problemy festiwali piosenki. Ich główną konkurencją są ciągnące się przez cały rok programy łowiące talenty, które odbywają się często na tych samych antenach. To wyłapywanie talentów zakonserwowało pewien schemat: młodzi artyści śpiewają przeboje innych wykonawców, które dobrze znamy, a publiczność ocenia wykonania w konkursie audiotele. To pierwsze zmniejsza ryzyko spadku oglądalności, to drugie rekompensuje telewizji straty finansowe, gdyby taki spadek z jakichś przyczyn nastąpił.

Tegoroczne Opole zagrało więc bezpiecznie. Piątkowy festiwalowy wieczór gościł młodszych wykonawców: grupę Enej, Manchester, Michała Szpaka... ale wszyscy śpiewali piosenki z lat 60., hity Czerwonych Gitar, Czerwono-Czarnych czy Andrzeja Zauchy. Z kolei koncert Debiutów wypełniły historyczne hity z Listy Przebojów Trójki.

Oba festiwale eksponowały związki z programami rozrywkowymi poszczególnych stacji. Polsatowskie TOPtrendy – z radzącym sobie zaskakująco dobrze show „Must Be The Music”, a Opole – z „Bitwą na głosy”. Aż trójka artystów wystąpiła w opolskim amfiteatrze z chórami stworzonymi przez siebie na potrzeby tego programu.

Efekty tego wyrachowania widać w wynikach oglądalności. Nie dorównują tym sprzed lat, ale nie były najgorsze. TOPtrendom pozwoliły dogonić półfinał konkurencyjnego show TVN „X Factor” – oba mieściły się w przedziale 18–19 proc. udziału w widowni (tu i dalej dane Nielsen Audience Measurement). A sobotniemu koncertowi opolskiej imprezy (23 proc.) – udało się przebić wielki finał „X Factora” (21,7 proc.).

Widać było już po raz kolejny, że pozbawiona przez lata stałych programów muzycznych Telewizja Polska sama nie ma mocy kreacyjnej, nie ma też know-how – dziennikarzy zajmujących się tą dziedziną musi importować z radia. Po specjalistów udała się tym razem do radiowej Trójki (Wojciech Mann, Piotr Metz, Marek Niedźwiecki) oraz Jedynki (Maria Szabłowska, Paweł Sztompke). Trudno to uznać za zły pomysł. Łatwiej już za jedyne wyjście. Podobnie Polsat, pracując nad swoim festiwalem piosenki, zwracał się do redaktorów ze stacji radiowych, by wytypowali nowe twarze.

Nie ma debiutantów, ale gwiazdy są

Zestaw propozycji do polsatowskiego koncertu Trendy w tym roku okazał się słabszy niż wcześniej, co niezbyt dobrze świadczy o orientacji radiowców. I dość odtwórczy, bo do konkursu zamiast najciekawszych nowych twarzy trafili w znacznej mierze wykonawcy z długą historią przebijania się w krajowym show-biznesie, m.in. Hanna Stach, która debiutowała albumem osiem lat temu, Mika Urbaniak – od lat znana choćby ze świetnych występów u boku Smolika, oraz Me Myself And I, którzy po raz kolejny zaprezentowali „Takadum” – piosenkę, która na płycie wyszła rok temu, dwa lata temu zaprowadziła ich do finału programu „Mam talent!”, a na koncertach śpiewana była jeszcze wcześniej. Wygrała Jula z dość wtórną piosenką, której gitarowe intro niepokojąco przypomina słynne „Sunday Bloody Sunday” grupy U2.

Opolski konkurs debiutów wygrała Joanna Kondrat, poprawnie i wiernie śpiewająca bodaj najmłodszą piosenkę w zestawie wielkich trójkowych przebojów, „Ostatni” Edyty Bartosiewicz (1995 r.).

Ciekawe, że jeśli okres największych sukcesów Edyty Bartosiewicz skonfrontujemy z danymi o sprzedaży, wyjdzie nam, że wtedy po raz ostatni udział krajowego repertuaru przekraczał u nas 30 proc. Potem ledwie osiągał niewiele ponad 20 proc. rynku, (dane za ZPAV).

 

 

Może więc po prostu zainteresowanie piosenką maleje? Może w ogóle polska muzyka traci nośność? Niekoniecznie. Po pierwsze, w ostatnich latach trend się odwraca i udział repertuaru krajowego w rynku rośnie od dwóch lat (w 2011 r. – 27,3 proc.), po drugie – zarówno koncert Top w Polsacie, jak i Superjedynki w TVP1 mimochodem złożyły się na tak klarowny obraz sukcesu twórców młodszego pokolenia, jakiego od paru lat nie było.

Mimo benefisów dinozaurów polskiej sceny, i w Sopocie, i w Opolu najbardziej owacyjnego przyjęcia doczekała się Sylwia Grzeszczak – 23-latka z Poznania, której pierwsza solowa płyta „Sen o przyszłości” zdobyła w ciągu paru miesięcy podwójną platynę (ponad 60 tys. sprzedaży). Wokalistka, pianistka i autorka piosenek, która zaskakująco szybko przemówiła do młodej publiczności zarówno estetyką muzyczną, jak i osobistymi tekstami. Jej styl wprawdzie do najbardziej wyszukanych nie należy – wypomina jej się związki z poznańską szkołą rapu (należą do niej Mezo oraz Liber, u boku którego debiutowała), lecz piosenki są własne, a emocje – nieoszukane. Może nie jest równie wybitna wokalnie czy wyrafinowana co Florence Welch albo Alicia Keys, ale wystarczająco dobra i bardzo pracowita – jej olbrzymie jak na młody wiek doświadczenie koncertowe imponuje przy każdym wyjściu na scenę.

Podobnie w wypadku Zakopowera – zespołu, który świetnie zbalansował na ostatnim albumie rockową energię i góralską lirykę, miał wielki, niebanalny i niegłupi hit „Boso”, a samą piosenkę i płytę o tym samym tytule wypromował skutecznie serią kilkudziesięciu koncertów. Obok nich brylowali na obu imprezach wykonawcy kojarzeni wcześniej – co charakterystyczne – ze sceną alternatywną, którzy jednak umiejętnie wykorzystali do promocji talent-shows. I jeszcze polsko-ukraińska grupa Enej i wokalista z misją tworzenia popowej wersji reggae Kamil Bednarek. Oto obraz czołówki polskiej piosenki na koniec sezonu.

Powroty są fajne, ale niezdrowe

Najsłabszą propozycją w tym festiwalowym maratonie przebojów okazał się opolski koncert „Szalone lata 60.!”. Jeśli coś udowodnił, to fakt, że nasze muzyczne lata 60. z pewnością nie były szalone. Co najwyżej lekko zwariowane, w sposób ściśle kontrolowany i koncesjonowany. Bez trudnych tematów społecznych i obyczajowych, bez seksu, narkotyków i buntu rock’n’rolla. Składne lirycznie i rytmicznie, ale nieprawdziwe.

Zupełnie niepodobna natomiast to domniemane szaleństwo przekazać i wytłumaczyć dzisiejszej publiczności. Podane razem z trudnym historycznym kontekstem, tamte piosenki bronią się dziś bez wyjątku, ale w wykonaniach współczesnych debiutantów ujawniają dość infantylny obraz świata, oderwany nie tylko od doświadczeń zachodniej młodzieży lat 60., ale i prawdziwych, osobistych przeżyć autorów. Czy współczesne nastolatki ma zafrapować myśl o tym, że „Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna”? Czy pozytywne strofy „Ja mam 20 lat, tym masz 20 lat, przed nami siódme niebo” mogą wywołać coś więcej niż tylko uśmiech politowania? Czy rozterki miłosne w typie „W poniedziałek ja nie mogę, bo pomagam mamie” mogą wziąć do siebie?

W całym koncercie tylko Kasia Kowalska wykonująca „Gdybyś kochał, hej!” Breakoutu i Miry Kubasińskiej nie była cukierkowa i sztuczna. Może ze względu na to, że ze stylizacją retro ma spore doświadczenia jeszcze z początku kariery, ale też – trzeba przyznać – trafił jej się wyjątkowo współcześnie brzmiący przebój z epoki.

Opole pracuje od lat nad Muzeum Polskiej Piosenki i miejsce tegorocznego scenariusza jest w salach tej tworzonej placówki. Byłoby dobrze, gdyby ostatnie pomysły i sopockiej, i opolskiej imprezy w symboliczny sposób zakończyły niezdrowy okres, w którym próbowały się prześcignąć w udowadnianiu, że w polskiej piosence od czasów PRL nie wydarzyło się nic istotnego.

Jako motto kolejnych edycji proponuję wziąć słowa z piosenki Anny Jantar, jeszcze jednej postaci, której tegoroczne Opole przygotowało retrospektywny koncert: „Nic nie może przecież wiecznie trwać”.

Polityka 24.2012 (2862) z dnia 13.06.2012; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Świeczki zasłoniły gwiazdy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną