Kultura

Odmieniona

Gdańska premiera sztuki o Danucie Wałęsowej

Krystyna Janda oraz Danuta i Lech Wałęsowie podczas gdańskiej premiery monodramu. Krystyna Janda oraz Danuta i Lech Wałęsowie podczas gdańskiej premiery monodramu. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Podczas gdańskiej premiery „Danuty W.” – dzień wcześniejszej niż warszawska – widownia dużej sceny Teatru Wybrzeże pękała w szwach.

Nawet schody były zajęte. Ale nie była to publiczność typowa – zero osób z biletem, wchodziło się wyłącznie na zaproszenia. Trafiły one do miejscowych elit politycznych, kulturalnych, do osób mniej lub bardziej bliskich teatrowi oraz rodzinie Wałęsów. Na spektakl przyszła też dwójka dzieci Danuty i Lecha – Bogdan, najstarszy syn, oraz Magdalena, najstarsza z córek. Krótko mówiąc – mieliśmy do czynienia przede wszystkim z wydarzeniem towarzyskim.

Bohaterka wieczoru była zadowolona. – Ja nie chciałam, żeby ona mnie grała. Ja chciałam, żeby ona odegrała, ale żeby nie grała mnie. Udało się – tak Danuta Wałęsa na gorąco komentowała rolę Jandy. Jednak osoby zaprzyjaźnione z Wałęsami od lat dostrzegły między obiema Danutami – tą realną i tą sceniczną – głębsze różnice. Krzysztof Pusz, były szef gabinetu prezydenta RP Lecha Wałęsy, zna Danutę od 1984 r. Żona Pusza należy do grona jej najbliższych przyjaciółek. – Żonie się podobało – relacjonuje Pusz – mnie zresztą też, chociaż uważam, że postaci stworzonej przez Jandę brak energii, jaką ma Danka. Jest impulsywniejsza, szybka, energiczna. Danusia na Lecha potrafiła huknąć, zrugać, i to ostro, o różne rzeczy. Zresztą nie tylko jego.

Przywołuje różne sytuacje. Rok 1989 – spotkali się w domu Wałęsów na Polankach. Lech pyta: co my będziemy teraz robić, jak tych esbeków, którzy nas pilnowali, nie będzie? Pusz na to: pójdziemy na dziewczyny. Do dziś pamięta, jak Danuta naskoczyła na niego za ten żart. – Lechu jest emocjonalny, łzy mu się czasem pokażą – opowiada. – Danka jest bardzo twarda. Pewnie czasem łzę uroni, ale nikt tego nie widzi.

Ktoś wspomina Polanki i Danutę bezceremonialnie traktującą ówczesnych ministrów: dajcie spokój z gadaniem, koniec zabawy, Lechu poszedł spać. Bo w domu rządziła ona. On podporządkowywał się jej decyzjom.

Dlatego Janowi Zarębskiemu, biznesmenowi, byłemu marszałkowi województwa pomorskiego, znającemu Wałęsów od 1989 r., bliższa jest Danuta z audiobooka czytanego przez gdańską aktorkę Dorotę Kolak. – Wałęsowa mogła się złościć, ale bezradna nigdy nie była – stwierdza Zarębski. – Zdecydowana, nieraz szorstka, bardzo wymagająca w stosunku do otoczenia, bezpośrednia. Janda chyba za bardzo chciała ją przybliżyć do przeciętnej gospodyni domowej. Ona była gospodynią domową, ale z bardzo silną osobowością. Między nią a mężem był rodzaj symbiozy.

W książce i monodramie Danuta jest osobą izolowaną od polityki, kimś, komu burzy ona spokojne życie. Jerzemu Trzcińskiemu, który Danutę poznał na początku lat 80., jeszcze w mieszkaniu na Stogach, „Marzenia i tajemnice” bardzo się podobały, bo wywołały falę wspomnień. – Ale zupełnie się nie zgadzam – powiada Trzciński – że Danusia stała z boku polityki, że nie włączała się do rozmów. I często gęsto korzystano z jej rad, tylko ubierano je w inne słowa. Przychodzili Michnik, Kuroń, czasem, żeby Lecha przekonać, mówili: Danka przyznała nam rację.

Wielu stałych gości Polanek zastanawia się, czy pani Danuta faktycznie wszystko odbierała tak, jak wynika z jej autobiografii. Czy cały czas czuła się niedowartościowana, czy dopiero w ostatnich latach, kiedy dzieci wyfrunęły z gniazda, a mąż stał się komputerowym maniakiem? Teresa Zarębska, żona Jana, bizneswoman, wolałaby w finale monodramu zobaczyć nie Danutę trzepiącą poduszki, tylko tę, do której tłumy walą po autografy – Danutę odmienioną, dowartościowaną przez sukces. Rzeczywiście, wszystko to, co się dzieje od roku wokół Danuty Wałęsy, wydaje się bogatszą materią na książkę, sztukę czy film niż opowieści z „Marzeń i tajemnic”.

Gdańska widownia na niektóre kwestie scenicznej Danuty dotyczące męża reagowała śmiechem. A gdyby tak Lech Wałęsa złamał swą żelazną zasadę, że o sprawach domowych nie opowiada publicznie?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną