Kultura

Informacja jest piękna

Piękne infografiki - jeszcze informacja, czy już sztuka?

Ciała niebieskie w mitologii, filozofii i nauce przez ostatnich 5 tys. lat (autorka Carla Fernandez Arce). Ciała niebieskie w mitologii, filozofii i nauce przez ostatnich 5 tys. lat (autorka Carla Fernandez Arce). Information is beautiful / materiały prasowe
Nieludzką ilość danych pokazać w ludzkiej skali – oto cel nowoczesnych infografik. Ich autorzy coraz częściej dbają, aby było nie tylko mądrze, ale i pięknie.
„Uchodźcy i imigranci” - sprzeciw dla noszenia muzułmańskiej chusty w zależności od miejsca pracy (autor Peter Ørntoft).Information is beautiful/materiały prasowe „Uchodźcy i imigranci” - sprzeciw dla noszenia muzułmańskiej chusty w zależności od miejsca pracy (autor Peter Ørntoft).
Krótka historia piosenek najczęściej śpiewanych przez innych wykonawców (autor Michele Mauri, „Corriere della Sera”).Information is beautiful/Polityka Krótka historia piosenek najczęściej śpiewanych przez innych wykonawców (autor Michele Mauri, „Corriere della Sera”).

Duński grafik Peter Ørntoft uważa, że całe zjawisko nabrało rozpędu w ostatniej dekadzie. – Sztuka wizualizacji była z nami od wieków, najstarsze diagramy sięgają XVII w., ale dopiero niedawno wyewoluowała do postaci odrębnego medium. Uczelnie wyższe przyznają w tej dziedzinie dyplomy, mnożą się nagrody i kategorie, w których możemy startować – wylicza, a przy ostatnim zdaniu pojawia się na jego twarzy uśmiech. Niedawno sam wrócił bowiem do Kopenhagi ze złotym medalem, trofeum wywalczonym w pierwszej edycji brytyjskiego konkursu „Information Is Beautiful”.

Ørntoft zachwycił jurorów – designerów, kuratorów, dziennikarzy, społeczność internetową oraz Briana Eno – pracą „Uchodźcy i imigranci”. Zaprezentował na niej poglądy swoich rodaków na temat noszenia muzułmańskiej chusty w zależności od miejsca pracy: sądu (66 proc. ankietowanych opowiedziało się przeciw), szpitala (46 proc.), szkoły (42,5 proc.) czy doglądanego domu (38 proc.). Dla zilustrowania opinii wykorzystał barwne elementy samej chusty.

Styl, treść, pomysł, zakres, forma – każde zgłoszenie radykalnie różniło się od pozostałych na każdym z tych poziomów – mówi nam David McCandless, pomysłodawca plebiscytu, który sam jest autorem wspaniałych wizualizacji. – Otrzymaliśmy ponad tysiąc zgłoszeń. Nadeszły między innymi z Ameryki Łacińskiej, Chin, Rosji czy Korei Południowej. To tylko potwierdza, że mamy do czynienia z fenomenem globalnym, który dociera do najdalszych krańców świata. W Iranie odbyła się właśnie pierwsza konferencja poświęcona wizualizacjom – dodaje McCandless.

Spijanie danych

„W niemal każdej dziedzinie ludzkiej aktywności istnieje rodzaj centralnego problemu czy napięcia. My zmagamy się z nieludzką ilością informacji, które trzeba pokazać w ludzkiej skali: takiej, którą potrafi objąć oko” – stwierdził niegdyś Martin Wattenberg, jeden z ojców nowoczesnej infografiki. Obecnie kieruje wyspecjalizowaną komórką koncernu Google, która – jak wiele podobnych zespołów – wierzy, że to wizualizacje uratują nas przed nieuniknioną powodzią danych. Jak policzyli naukowcy Uniwersytetu Kalifornia, przeciętny Amerykanin przyswaja każdego dnia trzykrotnie więcej informacji niż w latach 80. A to dopiero początek. W 2020 r. nasza codzienna konsumpcja różnego rodzaju treści – tekstów, obrazów, filmów czy utworów muzycznych – ma sięgnąć nawet czterdziestokrotności obecnego poziomu!

Toniemy – przyznaje McCandless. Zaraz jednak dodaje, że lekiem na przesyt informacyjny może być właśnie kondensacja treści w postaci graficznej. Wizualizacje pozwalają bowiem odpocząć umysłowi od słowa pisanego oraz innych mediów linearnych. – Oglądanie, w przeciwieństwie do czytania, wymaga minimalnego wysiłku. Ładną infografikę podziwiamy tak jak ładny widok. Eksplorujemy ją wzrokiem. Spijamy z niej informacje. To czysta przyjemność.

Dla poparcia swojej teorii McCandless mógłby przytoczyć historię własnego nawrócenia. Jeszcze kilka lat temu jako dziennikarz prasowy z 20-letnim stażem mozolnie przygotowywał materiały do artykułu o ewolucjonizmie i kreacjonizmie. Liczba odłamów obu tych głównych postaw w pewnym momencie zaczęła go przerastać. Zaczął więc szkicować mały diagram, który pomógłby mu ogarnąć subtelne różnice pomiędzy stanowiskami wszystkich podgrup. – Kiedy skończyłem ową mapę – wspomina McCandless – zdałem sobie sprawę, że już nie muszę nic pisać. Artykuł był gotowy.

Ta myśl musiała pociągnąć następną: czy podobnie nie dałoby się potraktować innych tematów? Wkrótce McCandless rysował artykuły o rozpraszającym działaniu, jakie ma Internet, o arsenałach atomowych światowych mocarstw i dychotomii brytyjskiego systemu politycznego. Zestawiał kaloryczność napojów z zawartością kofeiny i na jednym obrazku pokazywał, jakie znaczenia (w sumie 84) tradycyjne kultury (wybrał 10) zwykły przypisywać podstawowym 12 kolorom. W 2009 r. w książce „Information Is Beautiful” umieścił ponad 200 takich ilustracji, zgodnie z tytułem tyleż informujących, co pięknych. – Im bardziej abstrakcyjny lub sporny temat, tym bardziej wymaga takiego właśnie podejścia – mówi McCandless. – O ile więc tradycyjną domeną wizualizacji była nauka czy ekonomia, o tyle obecnie stosuje się je także w kulturze popularnej, sporcie czy filozofii.

Dzika dziedzina

Potwierdza to lista wyróżnionych we wspomnianym konkursie. Znajdziemy na niej interaktywną mapę ofiar wojen w Afganistanie oraz Iraku, wykaz najbardziej kontrowersyjnych haseł w Wikipedii oraz koncertowe dzieje zespołu Metallica, obejmujące porównanie częstotliwości wykonywania poszczególnych utworów z sympatią, jaką darzą je fani grupy. Złoto w kategorii Infografika otrzymał Michele Mauri, który nudne statystyki najczęściej wykonywanych na nowo piosenek ostatniego półwiecza przemalował w wielobarwnego węża. – Każda ze zwycięskich prac potrafi opowiedzieć historię, która kryje się za danymi – ocenia Ørntoft. – Pokazać kontekst tych danych i zbudować kilka warstw przekazu. Mnie samego zainspirował słynny projektant Nathan Shedroff, a konkretnie spopularyzowany przez niego model DIWM: dane – informacje – wiedza – mądrość.

Mimo że kryteria konkursu były dosyć wyśrubowane – wysokiej jakości dane, mocne lub interesujące przesłanie, płynność informacji i narracji, przydatność, oryginalność i wreszcie obowiązkowe piękno – spełniło je niespodziewanie wiele nadesłanych prac. Jednak jury najbardziej zaskoczyła nie jakość, lecz różnorodność projektów. – Byłem przekonany, że sferą wizualizacji rządzą określone trendy dotyczące podejścia i estetyki – przyznaje McCandless. – Myliłem się. To kwitnąca, dzika, nieprawdopodobnie kreatywna dziedzina.

Owa kreatywność coraz częściej prowokuje pytanie, czy mamy do czynienia jeszcze z informacją, czy już ze sztuką. Wystawy infografik organizowały już chociażby nowojorskie Museum of Modern Art oraz Whitney Museum of American Art. Do galerii trafiły prace Andrew Kuo, grafika i krytyka muzycznego w jednym, który na łamach „New York Timesa” recenzuje płyty i koncerty za pomocą wykresów. Książce McCandlessa bliżej do albumu niż encyklopedii, podobnie jak wydanej przez Jonathana Harrisa oraz Sepa Kamvara „We Feel Fine”, która „tropi wzloty i upadki codziennego życia w pełnym kolorze”, bazując na statystykach zaczerpniętych z serwisu Twitter.

– Nie nazwałbym siebie artystą – upiera się jednak McCandless. – Artyści mają inne cele. Naszą rolą jest przekazać konkretną wiadomość w konkretnej interpretacji. Interpretacja dzieł sztuki pozostaje tymczasem kwestią otwartą. Artyści posługują się wieloznacznością i absurdem i odwołują do subiektywnych wrażeń, co na pewno nie jest intencją dziennikarza czy grafika.

Wyświechtane słupki

Oba zawody McCandless wymienia jednym tchem, ponieważ jest przekonany, że granica pomiędzy nimi będzie się stopniowo zacierała – sam jest tej tendencji przykładem. Według niego media popełniają błąd, powierzając wizualizację grafikom niemającym żadnego przygotowania dziennikarskiego. Być może stworzą coś pięknego, ale błędnie rozłożą akcenty albo zaniedbają warstwę narracji. Wiele redakcji wpada w pułapkę myślenia, że ubranie danych w kolorowe kształty automatycznie uczyni je ciekawymi. – Dlatego chętnie posłałbym grafików na kurs dziennikarski, a dziennikarzy na szkolenie z designu – śmieje się McCandless.

On sam jest dowodem na to, że poszerzenie kwalifikacji nie wymaga wielkich inwestycji w edukację czy specjalne oprogramowanie. Swoją książkę – oraz wszystkie inne prace – przygotował w popularnym edytorze graficznym, którego obsługi nauczył się samodzielnie. Zresztą dzięki nowoczesnym narzędziom, takim jak dostępne w sieci aplikacje do tworzenia wizualizacji, każdy może wygenerować własną infografikę za pomocą kilkunastu kliknięć. Ekspertów to z jednej strony cieszy, a z drugiej rozumieją, że mogą paść ofiarą tego samego przesytu informacyjnego, któremu starają się zaradzić. – Bo czy odbiorcy zwyczajnie się tym wszystkim nie znudzą? – pyta McCandless. – Wizualizacje są niemal wszechobecne. To prawdziwy potop. Czasem trudno w tym bałaganie znaleźć coś wartościowego.

Na razie jednak profesjonalni dziennikarze graficy mierzą się z wyzwaniem dwojakiego rodzaju: muszą dotrzymać tempa teraźniejszości i zarazem pozbyć się nawyków swoich poprzedników. Migracja prasy do dynamicznej rzeczywistości wirtualnej sprawiła, że także od wizualizacji oczekuje się interaktywności. – I taki też jest główny trend: używamy języka HTML5 czy Javascript, aby ożywić infografiki. Dzięki temu ludzie mogą odkrywać dane według własnego upodobania, tworzą swoje własne historie – tłumaczy McCandless. Według niego, wraz z upowszechnieniem się tabletów animowane infografiki staną się wręcz standardem. Ale to oznacza, że ich autorzy do i tak już szerokiego repertuaru umiejętności – statystyka, dziennikarstwo, grafika – będą musieli dopisać programowanie komputerowe.

– Najtrudniej będzie jednak uniknąć pułapek, w które wpadły niektóre media tradycyjne, takich jak przeładowanie wizualne, banalność, kiepskie pomysły, brak głębi czy nadmiar informacji – ocenia McCandless. Irytuje go chociażby to, że w gazetach wciąż widuje głównie wyświechtane słupki i wykresy kołowe. Jeśli nie prezentują danych na tyle wstrząsających, by nie wymagały żadnej wyszukanej oprawy, to przestarzałą formą zniechęcają czytelnika do zainteresowania się treścią. Zrozumiały to redakcje „New York Timesa”, „Guardiana” czy magazynu „Wired”, które kreują przyszłość wizualizacji danych pomimo papierowego dziedzictwa. Jak ta przyszłość będzie wyglądała? To można samemu sprawdzić na stronie www.informationisbeautifulawards.com.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bajki dla suwerena. Dlaczego filmy Patryka Vegi są tak popularne?

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Wasilewskim o tym, co takiego wie o Polakach Patryk Vega, czego nie wiedzą inni.

Joanna Cieśla
20.03.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną