Kultura

Starszy brat pisarza

Spadkobierca Marka Hłaski

Andrzej Czyżewski, brat cioteczny Marka Hłaski. Andrzej Czyżewski, brat cioteczny Marka Hłaski. Rafal Klimkiewicz / Edytor.net
Każde życie potrzebuje sensu. Niektóre losy swym bogactwem służą następcom: kolekcjonerom pamiątek, opiekunom sławy lub – po prostu – czyjegoś kiedyś istnienia. 25 lat temu, bez żadnych zabiegów ze swojej strony, Andrzej Czyżewski, architekt, stał się jedynym spadkobiercą Marka Hłaski.
Marek Hłasko w latach 50. - „chłopiec udający mężczynę” - na jednej z fotografii zrobionej mu przez brata.Andrzej Czyżewski/materiały prasowe Marek Hłasko w latach 50. - „chłopiec udający mężczynę” - na jednej z fotografii zrobionej mu przez brata.
Andrzej z Markiem w ogrodzie wrocławskiego domu, 1947 r.Archiwum Andrzeja Czyżewskiego, repr. Rafal Klimkiewicz/Edytor.net Andrzej z Markiem w ogrodzie wrocławskiego domu, 1947 r.
Telegram zawiadamiający Marię Gryczkiewicz o śmierci syna.Archiwum Andrzeja Czyżewskiego, repr. Rafal Klimkiewicz/Edytor.net Telegram zawiadamiający Marię Gryczkiewicz o śmierci syna.

Artykuł w wersji audio

Marek i Andrzej byli braćmi ciotecznymi, znali się od dziecka, przez długie lata mieszkali blisko siebie – przed wojną w Warszawie, po wojnie we Wrocławiu, drzwi w drzwi po przeciwnych stronach ulicy.

Szpargały.

W sierpniu 1987 r. umarła Maria Hłasko, matka Marka, pani samotna, w samotności zasklepiona, zgorzkniała, nieprzyjmująca już nawet zaproszeń od rodziny na święta Bożego Narodzenia. Ciocia Marysia, która według Czyżewskiego miała trudności w porozumieniu się z jedynym synem przez 35 lat życia, nie doceniała pisaniny, czyniła mu wyrzuty i obwiniała o wiele spraw, wliczając tę samotność – po śmierci Marka oddała się pielęgnowaniu jego legendy. Została kustoszką listów, zdjęć, wznowień książek Marka na całym świecie i nawet najskromniejszych gazetowych wycinków o nim – wyrzekając przy tym, że gromadzenie szpargałów uważa za bezcelowe.

Na złość cioci postanowiłem to wszystko uporządkować, mówi Andrzej Czyżewski.

Rodzina.

Ojcowie Andrzeja i Marka studiowali razem prawo na Uniwersytecie Warszawskim, obaj pojęli za żony siostry Rosiakówny, z obu małżeństw przyszli na świat jedynacy. Andrzej urodził się w Warszawie w grudniu 1930 r., Marek w styczniu 1934 r. Na nich kolejne pokolenie rodziny rozpoczęło się i zakończyło – Andrzej z Markiem mieli tylko siebie. Starsze pokolenie kruszyło się na ich oczach.

Siostry ich matek umarły bezdzietnie przed wojną. Starsza na białaczkę. Najmłodsza, Helena, która dzieliła pokój z Andrzejem, przejawiała talenty literackie, w wieku 17 lat kupiła w aptece kwas solny i wypiła na grobie rodziców. Powodem samobójstwa była zmiana nauczycielki języka polskiego w szkole – nowa nie ceniła pisarstwa Heli.

Jedyny brat ich matek, Ryszard, zaginął w powstaniu warszawskim – pewnego dnia piwnica, w której się ukrywał, okazała się pusta. Rodzina szukała go po wojnie, ale nigdy się nie pojawił. Ojciec Marka, Maciej, odszedł od żony do innej kobiety, gdy syn miał trzy lata. Zmarł na nerki dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny. Ojciec Andrzeja, uwielbiany przez Marka za czar i humor wuj Józef, znakomity opowiadacz, ogarniany bywał – to Marka słowa – przez demona hazardu i alkoholu. Ojciec zaprzepaszczał z wdziękiem to, co matka starała się ratować, opowiada Andrzej Czyżewski.

Gdy przed 25 laty Czyżewski rozpoczął porządkowanie kroniki słynnego brata, z dokumentów znalezionych w mieszkaniu ciotki Hłaskowej i obudzonych wspomnień wyłonił się obraz wspólnych z Markiem początków. Ich matki: dwie nerwowe kobiety zamartwiające się o jedynaków, ich ojcowie: wiarołomni mężowie, wojna, mieszkanie w pobliżu wciąż kurczącego się getta. Potem u Marka: dwa miesiące w powstańczej, oblężonej Warszawie, peregrynacje po Polsce w poszukiwaniu schronienia, ojczym z silną misją wychowawczą, chroniczne u matki Marka poczucie nieradzenia sobie w życiu – dom, z którego chciałoby się uciec. Historia rodziny to nie miłe wydarzenia, tylko pogrzeby i choroby, wspomina Andrzej Czyżewski.

Dobry.

Najbliżej siebie bracia cioteczni byli w czasie wojny i tuż po, we Wrocławiu. Wtedy różnica wieku pomiędzy nimi – tak wyraźna dla Andrzeja w czasie dawniejszych wspólnych wakacji rodzinnych, gdy musiał zajmować się wpatrzonym w siebie małym Mareczkiem – na chwilę zanikła. Chociaż – sądząc po fotografii z 1947 r., na której obejmują się po chłopacku w ogrodzie wrocławskiego domu – wpatrzenie w Andrzeja Markowi Hłasce pozostało. Andrzej był wyżej w hierarchii drużyny harcerskiej, do której obaj należeli. Sklejał modele samolotów, a Marek uwielbiał samoloty. Bardzo dużo czytał, doradzał Markowi książki. Ciotka Maria stawiała Markowi Andrzeja za przykład. Tak już miało zostać: Andrzej – dobry brat, Marek – zły.

Jeździli razem po mieście na rowerach, chodzili do kina – Czyżewski pamięta, że byli kilka razy na „Niepotrzebni mogą odejść” z Jamesem Masonem w głównej roli. Film był smutny, kończył się smutno, ale wzniośle – po latach Andrzej odnalazł ślady tego filmu w Markowych „Cmentarzach”. Radość pierwszych powojennych lat polegała na tym, wspomina Czyżewski, że byliśmy wolni i nikt do nas nie strzelał.

Ale że Marek Hłasko zostanie pisarzem, Andrzej Czyżewski wtedy nie przypuszczał.

Zły.

Zawsze bardzo na Marka narzekała matka, ojczym – jak wynikało z odziedziczonych przez Andrzeja Czyżewskiego listów – nawet wobec już dorosłego pasierba uprawiał wychowywanie polegające na wytykaniu błędów. Marek został z Wrocławia odesłany do internatu w Legnicy – w listach błagał matkę o dobre słowo, o buty, o odwiedziny, pozwolenie na przyjazd do domu, przepraszał za niepopełnione przewinienia. Potem Marek zrobił prawo jazdy – szesnastoletni szoferak przyjeżdżał pod uczelnię Andrzeja powiedzieć cześć. Zawsze z fasonem – pisk opon, chmura kurzu. Nie mieli już sobie z bratem tak wiele do powiedzenia – rzadko się widywali, bo Marka rzucało za pracą po Polsce. Wraz ze zdaniem przeze mnie matury różnica wieku między nami znowu katastrofalnie wzrosła, mówi Andrzej Czyżewski.

W 1951 r. ciotka Maria z nowym mężem i Markiem – z niezrozumiałych dla Andrzeja powodów – zostawili piękny dom we Wrocławiu i wrócili do Warszawy, przydzielono im kawalerkę na Żoliborzu. Matka Marka mieszkała tam do końca życia.

Szpargały.

Ciotka Maria często dzwoniła do Andrzeja Czyżewskiego do Tychów. Zawsze, jak wspomina Czyżewski, z pozą opuszczonej, schorowanej, nieszczęśliwej matki syna wyrodnego. Jednakże w listach, które pozostawiła w swoim mieszkaniu, ukazała się Czyżewskiemu kronikarzowi inna rzeczywistość. Musiał zmierzyć się z odwróceniem obowiązującej w rodzinie od lat opinii – to nie syn opuścił matkę, lecz odwrotnie.

Kiedyś ciocia zadzwoniła przekonana, że umiera, pamięta Andrzej Czyżewski, a było to kilka lat przed jej śmiercią. Czyżewski wspomina: przyjechałem do Warszawy, straszny upał, pozamykane i pozasłaniane okna w kawalerce na Żoliborzu, ciocia polegująca na tapczanie, pod ręką papieroski. W szufladach i pudełkach szpargały rodzinne, w których wartość wątpiła. Ale ciocia, choć osłabiona, w stanie dobrym – poprosiła siostrzeńca, aby przyniósł mrożącą się ćwiartkę z lodówki. Wypili, porozmawiali.

Zwykle na koniec wizyt u siebie dawała w prezencie kilka bonów towarowych Pekao – pieniądze za wznowienia książek Marka za granicą – zalecając Andrzejowi, aby kupił sobie, co chce, w Peweksie, tylko żeby nie przepił. Podczas którychś odwiedzin wręczyła mu bony bez napomnienia. Dlaczego ciocia nie mówi, żebym nie przepijał? – zdziwił się. A bo może ci, co przepijają, mają rację – odparła matka Marka Hłaski.

Andrzej.

Zawsze chciał zostać architektem. Na wydziale architektury Politechniki Wrocławskiej Czyżewski poznał przyszłą żonę Marię – wilniankę. W 1955 r. skończyli studia.

Zamieszkali z żoną we Wrocławiu, przy rodzicach Andrzeja – ustawowy metraż przydziałowy na osobę się zgadzał, młodzi nie mogli liczyć na własne mieszkanie. Chcieli się wybić w zawodzie – ciężko pracowali, startowali w konkursach, zwykle zdobywali wyróżnienia. Wygrali projektem kościoła w budowanych od zera nowych dzielnicach Tychów. W tym czasie Marek Hłasko był już pisarzem w rodzinnej Warszawie, zdobył Literacką Nagrodę Wydawców, uchodził za fenomen literacki młodego pokolenia.

Spotkania.

Ostatni raz Andrzej widział się z bratem ciotecznym chyba w 1957 r. Hłasko był scenarzystą filmu „Pętla” według własnego opowiadania, a w reżyserii Wojciecha Hasa – zdjęcia kręcono między innymi we Wrocławiu. Marek był dumny, że pracuje przy filmie – do Czyżewskich w gości przyprowadził grającego główną rolę Gustawa Holoubka. W latach poprzedzających to wydarzenie Marek pomieszkiwał u ciotki we Wrocławiu przez kilka tygodni jako stypendysta literacki, usiłując tu pisać – ale prócz pisania także znikał na noce, pił i palił, czego matka Andrzeja nie mogła tolerować. W ten sposób konserwowało się w rodzinie rozróżnienie na dobrego i złego brata. Ale z tamtego czasu pochodzą zdjęcia, które Andrzej robił bratu, a które blisko pół wieku później pojawiły się jako ilustracje napisanej przez Czyżewskiego biografii Hłaski „Piękny dwudziestoletni”. Na zdjęciach Marek w swojej znanej pozie pisarskiej: wykrzywione usta, wiecznie z papierosem. Chłopiec udający mężczyznę, mówi Czyżewski.

Siostry – matka Marka i matka Andrzeja – pisarstwo Marka traktowały wówczas raczej jako kolejną fanaberię rozbrykanego młodzieńca. Nie mówiąc o tym, że nie podobało im się tak częste w prozie Hłaski uśmiercanie matek i ciotek bohatera. Andrzej – ten to miał prawdziwy fach w ręku.

Ale Andrzej Czyżewski mówi, że uznał brata za wybitnego pisarza po przeczytaniu jego „Pętli”, a później „Cmentarzy”. Przypomniał mu się film, który widzieli tyle razy w kinie – James Mason w roli zmęczonego życiem gangstera ze skrupułami.

Nagle, pod koniec lat 50., dla obu braci ciotecznych czas niesłychanie przyspieszył.

Świat.

W 1958 r. Marek Hłasko wyjechał na zagraniczne stypendium do Paryża.

Tychy.

W tym samym roku Andrzej i Maria Czyżewscy przyjechali z Wrocławia budować Tychy. Na początku trochę się asekurowaliśmy, wspomina Czyżewski, że to tylko na jakiś czas, a później się zobaczy. Mieszkają do tej pory. Skala tego miasta bardzo im odpowiadała.

Świat.

Marek został światowcem wbrew własnej woli – poprosił o azyl w Niemczech, polskie władze już nigdy nie wpuściły go z powrotem do Polski. Andrzej Czyżewski pamięta – ciotka Maria w histerii, matka Andrzeja ją uspokajała, doradzała napisać Markowi ciepły w tonie list. Andrzej uważał, że Marek dobrze postąpił, zostając za granicą, ale ciotki Marii nic nie było w stanie ukoić.

Tychy.

Spokój pustych tyskich pól na fotografiach Andrzeja Czyżewskiego z końca lat 50. wymieszany jest z jakąś potencjalną energią tego miejsca. Niby pustki, a architekci już wiedzą, co na nich stanie. Osiedle, sklep, dom kultury. Pod ponad 80 proc. tyskich projektów budowlanych podpisani są państwo Czyżewscy. Jasne, że był w tym pozytywizm, mówi Andrzej.

Świat.

Z Markiem coraz gorzej. A jak z Markiem, to i z ciotką na Żoliborzu. A może bardziej z ciotką niż z Markiem? Ciotka pisała do syna zgorzkniałe, pełne pretensji listy, że ją zostawił samą, że nie przysyła pieniędzy. Marek – jak wynikło potem ze szpargałów – tłumaczył się nawet z tego, że nie ma pojęcia, dlaczego nie doszły do Warszawy dwie eleganckie koszule, które kupił dla ojczyma na Zachodzie. Marek prosił matkę w listach o ciepłe słowa, o otuchę, której nie otrzymywał. Był już wówczas okrzyknięty w Polsce zdrajcą ojczyzny, literacką – jak pisali – „primadonną jednego tygodnia”.

Tychy.

Zaledwie kilka osób w Tychach wiedziało, że Hłasko to cioteczny brat Czyżewskiego, jednego z budowniczych miasta. Andrzeja Czyżewskiego nie spotkała jednak żadna urzędowa przykrość w związku z Markiem – nie mogli mu nic zrobić, bo nigdy nie należał do partii.

Warszawa.

Czyżewski napisał kilka listów do Marka. Marek zmieniał adresy hoteli i mieszkań – Niemcy, Izrael, Francja, Ameryka – Andrzej nigdy nie dostał odpowiedzi. Marek pisał matce, jak bardzo tęskni za Polską, jednak tam, gdzie przebywał, balansował między nędzą a drogim modelem BMW. Znał Polańskiego i Komedę. Miał za żonę słynną aktorkę Sonję Ziemann – to matkę tylko wpędzało w rozpacz, bo Sonja była Niemką. Zmieniła mu się osobowość albo tylko pozował, ale kiedy dzwonił do ulubionego wuja Józefa, potrafił zapytać: zgadnij, kto leży koło mnie w łóżku? Gazety pisały, a niechętni roznosili wieści – Marek pije, łyka uspokajające proszki, awanturuje się, baluje do upadłego, trafia do szpitali.

W czerwcu 1969 r. Czyżewscy przyjechali do Warszawy na krótki urlop. Zatrzymali się w centrum, w służbowym mieszkaniu Politechniki Warszawskiej. 14 czerwca rano Andrzej Czyżewski wyszedł po bułki i „Express Wieczorny” do sklepu. W „Expressie” przeczytał, że Marek Hłasko – jego brat cioteczny – zmarł w Wiesbaden.

Pojechałem do ciotki, opowiada Czyżewski, była cała spuchnięta od płaczu.

Na pogrzeb pojechała sama. Czyżewski nie miał podstaw starać się o paszport, bo z punktu widzenia prawa nie był najbliższą rodziną.

Szpargały.

W sierpniu 1987 r. Andrzej Czyżewski przyjechał likwidować żoliborskie mieszkanie ciotki Marii. Likwidowanie cudzego życia w drobiazgach jest gorsze niż pogrzeb – mówi. Maria Hłasko miała 89 lat, z zapobiegliwością samotnej staruszki zbierała nawet foliowe torebki i sznurki, które przecież zawsze mogły się przydać.

Całe życie w listach i dokumentach miała poukładane – siostrzeniec znajdował pakiety listów przewiązanych tasiemkami, opatrzonych adnotacjami w rodzaju: „po mojej śmierci spalić” albo „nie do publikacji”. Czytał wszystko.

Przez kilka pierwszych dni dzwonił telefon – jacyś ludzie prosili panią Marię. Zanim zaczął odpowiadać, że umarła, mówił, że nie ma jej w domu. Wkrótce okazało się, że urzędowy miesiąc, przysługujący na opróżnienie mieszkania po zmarłym, nie starczy. Andrzej Czyżewski prosił władze dzielnicy o prolongatę ze względu na – jak pisał – wyjątkową wartość spuścizny po pisarzu Marku Hłasce. Dostał czas do końca roku, mimo że Hłasko jako pisarz wyklęty był prawie zupełnie nieznany już kilku polskim pokoleniom. Miał być na nowo masowo wydawany w kraju pod koniec lat 80. i w 90.

Czyżewski dostał od wydawnictwa propozycję napisania biografii brata ciotecznego, ale odmawiał. Za wcześnie, tłumaczył, i za bliski mi człowiek. Jednak kiedy na konto wpływać poczęły sumy należne spadkobiercy praw autorskich, zdecydował się. Mówi: byłem przyzwyczajony, a także tak zostałem wychowany, że pieniądze dostaję za własną pracę. Mówi: materiały zbierałem przez 10 lat, a pisałem przez dwa lata. Biografią Hłaski pisarza spłacił dług wobec Marka.

Cmentarze.

Przeglądając papiery ciotki Marii, znalazł wydanie „Cmentarzy”, które sam kiedyś przywiózł z Brukseli w latach 50. Przemycili wtedy z żoną trzy egzemplarze wydane na Zachodzie – jeden dla siebie, jeden dla matki Andrzeja, jeden dla matki Marka.

Teraz wszystkie trzy egzemplarze „Cmentarzy” wróciły do Czyżewskich, do Tychów.

 

Marek Hłasko (ur. 14 stycznia 1934 r., zm. 14 czerwca 1969 r.) – pisarz legenda, nazywany polskim Jamesem Deanem. Wcześnie stracił ojca, już w wieku 16 lat zaczął pracę jako kierowca ciężarówki. Był też wówczas korespondentem „Trybuny Ludu”. Po sukcesie drukowanego w prasie opowiadania „Baza Sokołowska” (1954) poświęcił się twórczości pisarskiej. „Baza” ukazała się w jego debiutanckim tomie „Pierwszy krok w chmurach” (1956), który mu zapewnił ogromną popularność i nagrody. Na podstawie jego opowiadań Aleksander Ford, Wojciech Jerzy Has i Czesław Petelski nakręcili filmy fabularne: „Ósmy dzień tygodnia” (1958), „Pętlę” (1957) oraz „Bazę ludzi umarłych” (1958). Kariera Hłaski rozwijała się w niezwykłym tempie do czasu, kiedy w 1958 r. wyjechał do Paryża na zaproszenie Instytutu Literackiego. Kiedy przeciągał swój pobyt, został przez władze uznany za uciekiniera, nie przedłużono mu paszportu. Początkowo mieszkał w Maisons-Laffitte i pracował dla „Kultury”. W 1959 r. wyjechał do Izraela, gdzie imał się najróżniejszych prac i napisał m.in. powieści „Wszyscy byli odwróceni” (1964) oraz „Drugie zabicie psa” (1965). W 1966 r. trafił do Hollywood. Kiedy jego sytuacja zaczęła się stabilizować – otrzymał pozwolenie na stały pobyt w USA i posypały się kolejne filmowe propozycje – nieoczekiwanie zmarł w niemieckim Wiesbaden, prawdopodobnie z powodu zmieszania środków nasennych z alkoholem.

Polityka 51-52.2012 (2888) z dnia 19.12.2012; Kraj; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Starszy brat pisarza"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dekolonizacja Pacyfiku trwa. Jest nowe nowe państwo

20 lat po zakończeniu wojny domowej Bougainville 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za niepodległością. Na razie jednak trudno być optymistą, co do przyszłości tego niewielkiego kraju.

Dominik Sipiński
11.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną