Kultura

Dwie damy en vogue

120 lat magazynu Vogue

Grace Coddington i Anna Wintour. Pracują wspólnie od ponad ćwierć wieku. Grace Coddington i Anna Wintour. Pracują wspólnie od ponad ćwierć wieku. The Picture Desk/Kobal/AFP / EAST NEWS
Amerykański „Vogue”, najbardziej wpływowe pismo świata mody, obchodził niedawno 120-lecie istnienia. Wydane właśnie wspomnienia Grace Coddington pozwalają zajrzeć na moment za kulisy tej mitycznej firmy.
Wintour ani myśli ustępować pola młodszym. Na fot. ze słynnym wrześniowym numerem.CAP/PLF/Forum Wintour ani myśli ustępować pola młodszym. Na fot. ze słynnym wrześniowym numerem.

Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale magazyn „Vogue” miał swoją korespondentkę w Europie nawet w czasie II wojny światowej. Została nią była modelka i fotografka mody Lee Miller, od lat współpracująca z pismem. Jej reportaże z frontu, opatrzone brutalnymi zdjęciami, umieszczane były obok artykułów „Co dziś się nosi i z czym”. Tylko kilka stron od materiałów poświęconych modzie i urodzie znalazł się w gazecie jej tekst o obozach koncentracyjnych zatytułowany „Uwierzcie w to”. Główną ilustracją było zdjęcie stosu ciał zamordowanych.

120 lat historii najsłynniejszego magazynu mody, wydawanego na całym świecie w kilkunastu edycjach, to znacznie więcej niż tylko sesje zdjęciowe – to również tło społeczne, polityczne, kulturalne. A przy okazji świetny temat na książkę czy filmowy dokument. Ostatnio pojawiło się i jedno, i drugie. Telewizja HBO pokazywała w Ameryce „In Vogue: The Editor’s Eye”, film, w którym redaktor naczelna Anna Wintour chwali swoją redakcję jako zespół wizjonerów. W Polsce jego premiera planowana jest na ten rok. Znacznie ciekawsze wydają się jednak wspomnienia, które opublikowała właśnie jej prawa ręka, Grace Coddington: „Grace. A Memoir”.

Magazyn z tysiącem stron

Kim właściwie jest rudowłosa starsza pani u boku Wintour? Coddington to dyrektor kreatywna pisma, o której stało się głośno po premierze poprzedniego filmu dokumentalnego „The September Issue” („Wrześniowe wydanie”) w 2007 r. Ten pokazywał kulisy pracy nad największym numerem w roku, liczącym wtedy 644 strony, a w 2012 r. już prawie 1000 (z czego większość to, oczywiście, reklamy). Coddington ze swoją silną osobowością i poczuciem humoru niespodziewanie stała się głównym atutem filmu. Nie kryje się z tym, co myśli – i w przeciwieństwie do większości pracowników „Vogue’a” – nie czuje respektu przed naczelną. Kłóci się, narzeka, ironizuje. We wspomnieniach opowiada o swojej niesamowitej karierze: zaczynała jako nastoletnia modelka.

Choć modelką już od dawna nie jest, znów wylądowała na okładkach kolorowych pism. Ruda rozwichrzona fryzura, brak brwi, alabastrowa skóra pełna zmarszczek i mocna szminka na ustach sprawiają, że wyróżnia się z tłumu. Nie bawi się w poprawianie urody: „Po wypadku samochodowym przeszłam pięć zabiegów rekonstruujących powieki, wystarczy mi operacji plastycznych na całe życie. W dodatku uważam, że ludzie są ładniejsi przed, nie po. Wszyscy zaczynają wyglądać tak samo”. Ma 70 lat i choć ciągle zajmuje się na co dzień modą, do swojego wyglądu podchodzi z dystansem. Gdy w „The September Issue” Wintour pozwala sobie na kąśliwą uwagę na temat zaokrąglonego brzucha kamerzysty, Coddington broni go i pociesza: „Wystarczy, że modelki są idealne, my już nie musimy”.

Jest dyrektor kreatywną, redaktor modową, a przede wszystkim stylistką. Współpracuje z największymi fotografami przy sesjach zdjęciowych dla „Vogue’a”. Dobiera ubrania, wymyśla tematy, motywy przewodnie. W jej portfolio znajduje się m.in. słynna sesja, sfotografowana przez samą Annie Leibovitz, wystylizowana na „Alicję w Krainie Czarów”, w której postaciami z książki stali się najwięksi projektanci mody. To za jej sprawą na łamy magazynu weszła moda z ulicy; jej sesja, zainspirowana subkulturą grunge, pełna martensów i szkockiej kraty, wywołała duże zamieszanie, a z perspektywy lat została doceniona i uznana za przełomową.

Gdy w 1987 r. Wintour przyjęła funkcję redaktor naczelnej amerykańskiego „Vogue’a”, zadzwoniła do Coddington, która w tym czasie pracowała u Calvina Kleina. „Zaczynam w poniedziałek, chcę, żebyś zaczęła ze mną” – zaproponowała Wintour. Znały się wcześniej, obie pracowały w brytyjskiej edycji magazynu, co nie znaczy, że są przyjaciółkami od serca. Coddington wspomina, że pierwszy komplement od Anny usłyszała podczas imprezy z okazji swoich 70 urodzin: „Jedna osoba sprawia, że codziennie przychodzę podekscytowana do pracy, i tą osobą jest Grace”.

Nagła rozpoznawalność, której Coddington doświadczyła po „The September Issue”, była dla niej zaskoczeniem. Perspektywa kręcącej się wokół ekipy filmowej bardzo ją zirytowała, a na dokument zgodziła się dopiero po kłótni z Wintour. Widząc kamerę, zadawała Wintour niezręczne pytania, m.in. o zmniejszony budżet na nowe stroje, a ta musiała tłumaczyć sytuację. Coddington śmiała się potem, że to był idealny sposób na rozwścieczenie naczelnej. Poza tym przez cały czas beztrosko przeklinała – jak twierdzi – na pokaz, naiwnie myśląc, że zmusi tym filmowców do wycięcia tych fragmentów na stole montażowym. Okazało się, że ubarwiają film i klnąca Coddington pojawia się na ekranie raz po raz.

Wspomnienia nie są jej pierwszą publikacją, kilka lat temu wydała książeczkę „The Catwalk Cats”, pełną ilustracji swoich ukochanych kotów, przebranych w najnowsze kreacje prosto z wybiegu. Woli rysować, niż pisać, podczas gdy inni na pokazach robią notatki lub przeglądają kreacje później w Internecie, ona zapełnia szkicownik za szkicownikiem, skrzętnie portretując każdy strój. Także we wspomnieniach zamieściła swoje ilustracje, z humorem komentujące opisywane sytuacje. Obrazując skutki nagłej popularności, przedstawia siebie na spacerze z przyjacielem, śledzonych przez paparazzo, i podpisuje: „Patrz, myślą, że jesteśmy Bradem Pittem i Angeliną Jolie!”.

Celebrytki na okładce

Coddington zdradza w książce sekrety pracy w „Vogue’u” pod władzą twardej szefowej. Wśród redaktorów modowych panuje duża konkurencja, wręcz walka o najlepsze ubrania z nowych kolekcji. Każdy strój można wykorzystać w magazynie tylko raz. Na pokazach jej koleżanki ściągały od siebie notatki, żeby potem móc podkraść drugiej jej wybory do swojej sesji. Nie ma jednak sensu skarżyć się na to Wintour, bo ta odpowie krótko: „Załatw to sama, to nie jest szkoła z internatem dla nastolatek”. Grace pisze, że mimo wszystko czasami „Vogue” właśnie taką szkołę przypomina: pełną scen zazdrości, wybuchów złości i łez pod przykrywką wyszukanej elegancji i pokerowych min.

Jak wygląda era Wintour na tle historii „Vogue’a”? Już pierwszy numer pod jej kierownictwem był rewolucją. Na okładce pojawiła się idealna amerykańska nastolatka, ubrana w ekstrawagancki żakiet wart 10 tys. dol. połączony ze spranymi dżinsami za nie więcej niż 50 dol. A do tej pory w piśmie królowały wyłącznie ekskluzywne ubrania. To ona w latach 90. wywindowała Naomi Campbell czy Lindę Evangelistę na pozycję supermodelek. Odkryła, że pisma lepiej się sprzedają, gdy o osobie na okładce piszą plotkarskie gazety, a nie jest tylko śliczną, ale anonimową buzią. To doprowadziło do kolejnych zmian, aż w końcu zamiast modelek na okładkach zaczęły się pojawiać gwiazdy Hollywood.

Od lat ta sama fryzura – króciutki bob na głowie – to znak rozpoznawczy Wintour. Zawsze idealnie ułożony, bo kwestię wizerunku naczelna traktuje śmiertelnie poważnie. Wygląda na o wiele młodszą od Coddington, chociaż w rzeczywistości dzieli je tylko 8 lat. Narzuciła sobie surowy reżim – wstaje codziennie o 5 rano, bo chociaż do pracy dociera na 8, musi mieć czas na sport, makijaż i ułożenie fryzury, o co dbają osobisty trener, makijażysta i fryzjer.

Oczywiście dokumenty pokazujące redakcję od środka są też przede wszystkim kreacją wizerunku – wyjąwszy tych kilka złośliwości, na które pozwala sobie Coddington. Nie ma słowa o ciemniejszych kartach z historii pisma, takich jak zarzuty o promowanie nadmiernie chudego wyglądu czy korzystanie z nieletnich modelek. Redakcja stara się też zapomnieć o skandalu sprzed roku, wywołanym artykułem zatytułowanym „Róża pustyni”, w którym nad wyraz pochlebnie opisana została żona prezydenta Syrii Baszara Asada. Nie wspomina się również o spadającej sprzedaży, kryzysie na rynku wydawniczym, który przecież dotknął i „Vogue’a”. Wintour ani myśli ustępować pola młodszym, nic też nie zapowiada, by chciała się pozbyć Coddington.

Drzwi do wielkiej kariery

Na czym właściwie polega praca naczelnej „Vogue’a”? Wintour opisuje ją jako nieustanne podejmowanie decyzji. To ona ma ostateczny głos w każdej sprawie, stara się angażować w każdy aspekt powstawania pisma, przez co jej podwładni ciągle chodzą do niej z pytaniem „To czy to?”, pokazując swoje sugestie ubrań, tematów, sesji. Bez tłumaczenia czy wahania wskazuje, co wybiera, i już, spotkanie zakończone. Nawet dzień po zamachu na WTC nie przerwała planowania nowego numeru, co odnotowuje Coddington. Przeciwnie, zagnała wszystkich do pracy, fundując im mowę: „Nie możemy pozwolić na to, żeby terroryści myśleli, że wygrali” – i cały numer wypełniła mocno patriotycznymi sesjami, pełnymi powiewających amerykańskich flag.

Każdy w branży liczy się z jej opinią, bo to, co jej się spodoba, wyląduje w magazynie i wypromuje markę. Potrafi otworzyć projektantowi drzwi do wielkiej kariery; Johna Galliano wyniosła na szczyt, dostał pracę w Givenchy. Założyła Fashion Fund, fundusz dla początkujących talentów, którym zapewnia środki i współpracę z największymi domami mody. Z drugiej strony jest też w stanie zepchnąć w niebyt, krytykując kogoś lub, co gorsza, nie poświęcając mu żadnej uwagi.

Takie podejście zostało uwiecznione w dość karykaturalny sposób w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”, gdzie Meryl Streep wciela się w rolę redaktor naczelnej fikcyjnego pisma modowego, łudząco podobnego do „Vogue’a”. Nieprzypadkowo – akcja filmu jest oparta na książce napisanej przez byłą asystentkę Wintour, która przetrwała w redakcji tylko kilka miesięcy. Coddington uważa ten film za niedorzeczny portret świata mody, oderwany od rzeczywistości i niesprawiedliwie wyśmiewający środowisko i naczelną: „Stał się zmorą życia Anny. Nawet były prezydent Sarkozy wspomniał o nim półżartem w swojej przemowie przed odznaczeniem jej orderem Legii Honorowej”. Dokumenty, na których kręcenie później zgodziła się Wintour, mają być odpowiedzią na wszelkie zarzuty stawiane w hollywoodzkiej produkcji.

Coddington opowiada, że Wintour mięknie tylko wtedy, gdy dzwonią do niej dzieci. Poza tymi momentami słabości opanowała do perfekcji nieokazywanie emocji. Nawet gdy aktywistka PETA (naczelna „Vogue’a” naraziła się tej organizacji promowaniem futer) rzuca na jej stół w drogiej restauracji zdechłego szopa lub oblewa ją czerwoną farbą tuż przed ważnym pokazem, Wintour zachowuje spokój, jakby nic się nie stało. Ale prywatnie nie jest królową lodu. „Anna to zalotna, bardzo dziewczęca osoba. Rozmawiając z kobietami zachowuje się bardzo asertywnie, ale przy mężczyznach jest uwodzicielska, nawet jeżeli są stuprocentowymi gejami” – pisze Coddington. Sama Wintour życie redakcji widzi w pozytywnym świetle: „Jesteśmy jak rodzina. Lekko dysfunkcjonalna, ale zawsze ciepła, bliska i kochająca rodzina”.

***

Chronologia „Vogue’a”

1892 r. Powstaje „Vogue”, początkowo jako tygodnik dla kobiet z wyższych sfer, opierający się głównie na kolumnie towarzyskiej, ozdobionej ilustracjami z bankietów.

1909 r. Pismo zostaje kupione przez wydawnictwo Condé Nast, które stawia przede wszystkim na kobiecą modę, a na okładkę trafia pierwsza fotografia.

1916 r. „Vogue” otwiera w Wielkiej Brytanii pierwszą edycję zagraniczną, zaraz potem we Francji, Włoszech, Hiszpanii.

1941 r. Lee Miller zostaje korespondentką wojenną „Vogue’a”, przesyła z Europy reportaże z frontu i okupowanych państw.

1963 r. Diana Vreeland zostaje redaktor naczelną, zaczyna wysyłać redaktorów mody na sesje fotograficzne w najdalsze zakątki świata.

1971 r. Nowa naczelna Grace Mirabella wprowadza kult „amerykańskiej kobiety sukcesu”, stylowe karierowiczki stają się główną grupą docelową magazynu.

1988 r. Grace Coddington i Anna Wintour zostają równocześnie zatrudnione. To początek ery supermodelek, z Cindy Crawford, Lindą Evangelistą i Naomi Campbell na czele.

1992 r. Na łamach magazynu pierwszy raz prezentowana jest moda z ulicy, moda niszowej subkultury, w sesji stylizowanej na grunge autorstwa Coddington.

2000 r. Zamiast modelek na okładce zaczynają się pojawiać gwiazdy, przede wszystkim aktorki i piosenkarki.

2012 r. „Vogue” pobija swój rekord objętości, wrześniowy numer liczy 916 stron, z czego aż 658 wypełniły reklamy.

Polityka 06.2013 (2894) z dnia 05.02.2013; Ludzie i style; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Dwie damy en vogue"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną