Richard Lourie o związkach z Polską

Cieszę się na bigos
Richard Lourie, ur. w 1949 r., amerykański pisarz, publicysta, tłumacz, scenarzysta.
Archiwum prywatne

Richard Lourie, ur. w 1949 r., amerykański pisarz, publicysta, tłumacz, scenarzysta.

„Dyskutowaliśmy często z Miłoszem o tym, czy sztuka i literatura mogą kształtować nasze zachowania. Moje doświadczenia jednoznacznie wskazują, że tak”.
Katharina Bosse/LAIF/CZARNY KOT

„Dyskutowaliśmy często z Miłoszem o tym, czy sztuka i literatura mogą kształtować nasze zachowania. Moje doświadczenia jednoznacznie wskazują, że tak”.

Richard Lourie: Początki mojej kariery były nierozerwalnie związane z Polską, przez co zawsze dobrze mi się kojarzyła.
Archiwum prywatne

Richard Lourie: Początki mojej kariery były nierozerwalnie związane z Polską, przez co zawsze dobrze mi się kojarzyła.

Różnorodność dokonań, obszarów, na których byłeś czynny, może przyprawić o zawrót głowy. W sierpniu 1980 r. znalazłeś się w Stoczni Gdańskiej, w sprawach rosyjskich doradzałeś Hillary Clinton, byłeś oficjalnym tłumaczem Gorbaczowa dla „The New York Timesa”, nakręciłeś dokument o Sacharowie i napisałeś jego biografię – często ocierałeś się zatem o politykę, byłeś żywym świadkiem historii.
To wynikało z tego, że w pewnym okresie uważano mnie w Ameryce za najlepszego tłumacza z polskiego i rosyjskiego. Kapitalna opowieść wiąże się z przygodą, dzięki której w stanie wojennym zetknąłem się z Romualdem Spasowskim. Dostałem telefon – polski ambasador zbiegł z kraju, został zaocznie skazany na karę śmierci, boi się, że podzieli los Lwa Trockiego. Pisze książkę i planuje ją przełożyć na angielski, ale musi w tym celu blisko współpracować z tłumaczem. Postawił jeden warunek: chce spojrzeć tłumaczowi w oczy, żeby ocenić, czy ten nie ma spojrzenia zabójcy. Zaproszono mnie na spotkanie pod Waszyngtonem, w trakcie którego ambasador mógłby dokładnie mi się przyjrzeć. Zgodziłem się.

Były dwa fakty, o których nikt mnie nie uprzedził. Po pierwsze, ambasador Spasowski był bardzo wysoki, więc musiałem zadzierać głowę do góry. Po drugie zaś: miał okropnego zeza i nikt w jego obecności nie wiedział, w którą stronę patrzeć. W trakcie rozmowy zesztywniała mi szyja i nie mogłem się zdecydować, gdzie kierować wzrok. Komiczna sytuacja.

Udało nam się jednak dogadać i zaczęliśmy pracę nad książką. Ambasador był osobą niewątpliwie ujmującą, o skłaniającej do współczucia tragicznej przeszłości – jego ojciec i syn popełnili samobójstwo. Niestety, jako pisarz okazał się potwornym grafomanem.

Przekłady odgrywają ważną rolę w twojej twórczości – nie mam tu na myśli Spasowskiego ani nawet Gorbaczowa. Chciałbym spytać cię o tłumaczenia z literatury polskiej. Twój dorobek na tym polu jest imponujący – pozaMoim wiekiem”, „Widzeniami nad Zatoką San Francisco” i „Rozmowami z Miłoszem tłumaczyłeś Konwickiego, Brandysa, Hertza, Korczaka, Grynberga, Iwaszkiewicza, Barańczaka, a nawet duże partie „Pana Tadeusza. Czy czułeś, że z przekładanymi autorami łączyła cię jakaś wyjątkowa więź? Pomijam tu naturalnie Miłosza, z którym byłeś zaprzyjaźniony.
Konwicki zachwycił mnie jako pisarz i jako człowiek. Czułem, że jest mi bardzo bliski. Przełożyłem pięć jego powieści i dotąd często chętnie cytuję jego powiedzonka. Dopiero po przetłumaczeniu „Kroniki getta łódzkiego” Lucjana Dobroszyckiego zrozumiałem, czym naprawdę był Holocaust. Pracowałem nad przekładem, a po policzkach ciekły mi łzy. Po raz pierwszy dostrzegłem tak wyraziście nakreślone dramaty pojedynczych osób. Nie chodziło o miliony, a o każdego człowieka z osobna, o każdego Hermana i każdą Rozę.

Mówimy teraz o zupełnie innym okresie historyczno-literackim. W latach 70. i 80., kiedy Związek Sowiecki chylił się ku upadkowi, Amerykanie mieli większą świadomość tego, co się działo w Europie. Polskie tytuły były na tyle popularne, że czytały je całe rzesze ludzi, nie tylko intelektualiści. Na przykład „Kompleks polski” zrobił się na tyle modny, że zagadnął mnie o niego na przyjęciu pewien fryzjer homoseksualista. Ameryka chętnie sięgała po tłumaczenia, bo opinia publiczna śledziła zmagania w Europie Wschodniej, a Polacy byli po stronie „tych dobrych”. Staraliśmy się przekładać najlepszych. „Mój wiek” zrobił wielkie wrażenie na takich twórcach jak Saul Bellow czy Paul Auster. Czytelnicy byli otwarci na polską literaturę, entuzjastycznie podchodzili do nowych tytułów.

Z tłumaczeniami kojarzy mi się anegdota o jednym z tekstów Stanisława Barańczaka, mojego przyjaciela z czasów, gdy mieszkałem w Bostonie. Krótko po wprowadzeniu stanu wojennego dostałem jego poemat „Przywracanie porządku”. Od razu przekazałem jego przekład Irvingowi Howe’owi, jednemu z czołowych krytyków literackich, który kierował wtedy magazynem „Dissent”. Niedługo potem odbieram telefon – wiersz jest kapitalny, a tłumaczenie bardzo dobre. Howe bardzo chętnie go opublikuje, ale żeby być w porządku wobec reszty redakcji, naradzi się jeszcze z kolegami. Miało to potrwać najwyżej parę dni. 10 minut później znowu dzwoni telefon: „A co się będę pieprzyć. Biorę to!”. Ten zwrot: Why fuck around? – na stałe wszedł do repertuaru powiedzeń moich przyjaciół.

Historyjka ta ilustruje, w jaki sposób odbierano wówczas polską literaturę. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Amerykanie przestali się interesować Polską, bo nie wymaga natychmiastowej pomocy, a jej znaczenie geopolityczne jest znikome. Nawet Rosja przestaje ich już obchodzić.

Od wielu amerykańskich poetów słyszałem, że wielki wpływ wywarła na nich antologia Miłosza „Postwar Polish Poetry”.
Literatura polska to przede wszystkim poezja. Rosja mieszała poezję z prozą, ale słynie przede wszystkim ze świetnych powieści. W Polsce było na odwrót. Proza radziła sobie słabiej, ale poezja była najwyższej próby. Wielu twórców brzmi dobrze również w przekładzie: Miłosz, Herbert, Różewicz, Zagajewski, Świrszczyńska czy Szymborska – zwłaszcza w tłumaczeniach Barańczaka.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną