Richard Lourie o związkach z Polską

Cieszę się na bigos
Richard Lourie, ur. w 1949 r., amerykański pisarz, publicysta, tłumacz, scenarzysta.
Archiwum prywatne

Richard Lourie, ur. w 1949 r., amerykański pisarz, publicysta, tłumacz, scenarzysta.

„Dyskutowaliśmy często z Miłoszem o tym, czy sztuka i literatura mogą kształtować nasze zachowania. Moje doświadczenia jednoznacznie wskazują, że tak”.
Katharina Bosse/LAIF/CZARNY KOT

„Dyskutowaliśmy często z Miłoszem o tym, czy sztuka i literatura mogą kształtować nasze zachowania. Moje doświadczenia jednoznacznie wskazują, że tak”.

Richard Lourie: Początki mojej kariery były nierozerwalnie związane z Polską, przez co zawsze dobrze mi się kojarzyła.
Archiwum prywatne

Richard Lourie: Początki mojej kariery były nierozerwalnie związane z Polską, przez co zawsze dobrze mi się kojarzyła.

Uczestniczyłeś też w projekcie przekładu na polski pism Abrahama Lincolna…
Pod koniec lat 80. delegacja Solidarności przyleciała do Nowego Jorku na spotkanie z gubernatorem Andrew Cuomo. Pytali go, co Polacy powinni czytać właśnie teraz, kiedy wkraczają na drogę wolności i demokracji. Cuomo bez wahania wskazał pisma Lincolna, od którego był zresztą specjalistą. Kiedy dowiedział się, że teksty nie były dotąd przekładane na polski, od razu zaczął organizować zespół do tego zadania. Skontaktował się z Haroldem Holzerem – obecnie grubą rybą w nowojorskim Metropolitan Museum of Art – a ten, szukając najlepszej osoby do realizacji tego projektu, trafił w końcu do mnie.

Pomysł od razu mi się spodobał. Miłosz dostał do tłumaczenia przemowę gettysburską, pozostałe teksty powierzyłem Barańczakowi i Annie Husarskiej. Owocem naszej pracy była bardzo zgrabna książka. Projekt ten był w pewnym sensie formą odwdzięczenia się za to, co dostaliśmy: z Polski do Stanów trafili „Robotnicy ’80”, a w drugą stronę powędrował Lincoln. Taka wymiana międzykulturowa miała głęboki sens, nie była tylko pustą paplaniną.

Z filmem „Robotnicy ’80” wiąże się twoja kolejna polska przygoda.
Gdy w Polsce w 1980 r. zaczęły się strajki, wybrałem się do Gdańska. Nocowałem z przyjacielem u słynnego księdza Jankowskiego, który był naszym przewodnikiem. Udaliśmy się do stoczni i spytaliśmy Wałęsę, w jaki sposób możemy im pomóc. Chwilę się namyślał, po czym zaczął mówić. Nie wiem, czy nadal tak ma, ale wtedy wypluwał kolejne słowa w tempie karabinu maszynowego. Powiedział, że Solidarność próbuje wydawać pismo, ale ciągle brakuje im papieru, a o pomocy rządu mogą zapomnieć. Obiecałem, że postaram się coś załatwić.

Resztę pobytu w Gdańsku spędziłem na rozmowach ze stoczniowcami. Mam stamtąd wiele pięknych wspomnień. Pamiętam na przykład, jak paliłem papierosa na schodach, a obok mnie przechodził robotnik w niebieskim kombinezonie. Zaczęliśmy rozmawiać i byłem niesłychanie zdziwiony, gdy okazało się, że zna twórczość Miłosza. Powiedział mi: „Zawsze znaliśmy Miłosza”.

Po powrocie do domu starałem się zdobyć papier dla Solidarności, ale wkrótce potem wprowadzono stan wojenny i w dwa tygodnie było po wszystkim. Mniej więcej w tamtym czasie Miłosz udał się do Watykanu. W trakcie audiencji papież wyznał mu, że ma film nakręcony w stoczni, na którym zarejestrowano codzienne życie robotników oraz porozumienia zawarte z rządem. Po wprowadzeniu stanu wojennego skonfiskowano wszystkie kopie tego filmu, bo stanowiły niepodważalny dowód tego, że władza łamała złożone obietnice. Jedna kopia została jednak przemycona do Watykanu pocztą dyplomatyczną. Papież miał więc jedyną taśmę, która nie wpadła w ręce komunistów. Powiedział wtedy: „Nie wiem, co z tym zrobić, nie działam w branży filmowej, tylko papieskiej”. Czesław odparł, że zna właściwego człowieka, któremu należy przekazać nagranie.

Niedługo później dostałem z Watykanu pokaźnych rozmiarów skrzynię, która skrywała w środku jedyną kopię filmu niekontrolowaną przez władze komunistyczne czy UB. Zabraliśmy się z Tonym Miłoszem do pracy. Przygotowanie tłumaczenia było szalenie trudne, bo stoczniowcy często mówili równocześnie i raczej nie posługiwali się polszczyzną literacką. Opracowaliśmy jednak angielską wersję, po czym zaczęliśmy ją rozpowszechniać. „The New York Times” opublikował recenzję, kina organizowały seanse, zdarzały się nawet pokazy w kościołach. Film odbił się głośnym echem. Wiele związków zawodowych powielało nagranie, żeby pokazać je później własnym działaczom.

Premiera odbyła się w Nowym Jorku. Film nie był wtedy jeszcze gotowy, ale chcieliśmy już zaprezentować to, co udało nam się zrobić. Zorganizowano wtedy specjalny wieczór „Robotnicy i artyści dla Solidarności”. Przyszli Josif Brodski, Susan Sontag, Allen Ginsberg, Kurt Vonnegut i wielu innych pisarzy. Tłumnie stawili się też robotnicy. Na scenie kłębił się tłum, a Brodski i Sontag palili papierosy. W tamtych czasach nikogo to nie ruszało. Dzisiaj zostaliby pewnie straceni na miejscu.

Po raz pierwszy pojawiłeś się w Polsce jako pisarz – będąc niedawno w Krakowie gościem Festiwalu Miłosza i promując swoje książki.
Nie byłbym uczniem Miłosza, gdybym nie powiedział, że przy okazji cieszyłem się na bigos i mrożoną wódkę.

rozmawiał Jerzy Illg
tłumaczyła Karolina Kopczyńska

 

Richard Lourie, ur. w 1949 r., amerykański pisarz, publicysta, tłumacz, scenarzysta. W młodości gangster i kierowca szefa bostońskiej mafii, beatnik przemierzający Amerykę wzorem bohaterów powieści Kerouaca „W drodze”, student i przyjaciel Czesława Miłosza, instruktor amerykańskich szpiegów. Znawca Rosji, doradca Hillary Clinton, biograf Andrieja Sacharowa, autor bestsellerowych powieści tłumaczonych na 21 języków, tłumacz przeszło 40 dzieł literatury polskiej i rosyjskiej. Ostatnio ukazały się w Polsce jego dwie książki „Autobiografia Stalina” i „Wstręt do tulipanów”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną