Kultura

Jesteśmy maszyną

Ludzie - cyborgi

Kadr z filmu „Terminator”. Kadr z filmu „Terminator”. Cineliz/AllPix / EAST NEWS
Te wszystkie elektroniczne urządzenia, z którymi wręcz się spajamy, coraz bardziej narzucają naszemu życiu swą własną logikę. Zaczyna się era posthumanizmu.
Pierwsza mysz komputerowa, skonstruowana według projektu Douglasa Engelbarta.Wikipedia Pierwsza mysz komputerowa, skonstruowana według projektu Douglasa Engelbarta.

Jestem pierwszą osobą uznaną oficjalnie za cyborga – chwali się brytyjski artysta Neil Harbisson. Zdjęcie w paszporcie przedstawia go z eyeborgiem, zintegrowaną z ciałem kamerą. Wygląda interesująco, był bohaterem tegorocznego wrocławskiego Biennale Sztuki Nowych Mediów, czy jednak faktycznie różni się od innych mieszkańców współczesności? Bo nawet jeśli nie wszyscy jeszcze staliśmy się cyborgami, to wszyscy już jesteśmy częścią wielkiej maszyny.

Nie patrz na nogi, patrz na wyniki! – nawoływały reklamy promujące ubiegłoroczne igrzyska paraolimpijskie w Londynie. Jeden z plakatów wykorzystywał wizerunek legendarnego Blade Runnera, czyli pozbawionego nóg atletę z RPA Oscara Pistoriusa. Uzbrojony w supernowoczesne protezy, przez wiele lat walczył o to, by zmierzyć się na bieżni z pełnosprawnymi sportowcami. Uznanie przyszło przed olimpiadą w Pekinie. Pistorius dostał zgodę związku sportowego na udział w reprezentacji RPA pod warunkiem, że uzyska odpowiednie wyniki. Wówczas się nie udało, cztery lata później wystartował jednak w Londynie, najpierw w igrzyskach olimpijskich, chwilę później – paraolimpijskich. (Niestety, karierę Pistoriusa zakończył tragiczny finał, gdy sportowiec z ciągle niewyjaśnionych powodów zabił swoją partnerkę).

Nie tylko ze względu na rolę Pistoriusa, płynnie przełączającego się między sportem „normalnym” a zawodami dla „sprawnych inaczej”, londyńskie igrzyska miały charakter wydarzenia przełomowego. Polska telewizja nie uznała jednak za stosowne relacjonowania wydarzenia, pozbawiając widzów emocji, jakie były udziałem londyńczyków tłumnie kibicujących paraolimpijczykom. A już sama inauguracja zapowiadała, że dziać się będzie coś niezwykłego.

Uwięziony umysł

Ceremonię uświetnił Stephen Hawking, genialny brytyjski astrofizyk, uznawany za największy współczesny umysł. Umysł uwięziony jednak w martwym niemal ciele – stwardnienie zanikowe boczne, nieuleczalna choroba polegająca na postępującej atrofii mięśni już wiele lat temu przykuła uczonego do wózka inwalidzkiego. Obecnie Hawking porozumiewa się ze światem za pomocą ruchów policzka, które interpretuje zintegrowany z jego ciałem specjalnie oprogramowany komputer oraz sztab asystentów zajmujących się na bieżąco odgadywaniem myśli geniusza. Zarówno tych najzwyklejszych, dotyczących codziennych potrzeb, jak i tych najbardziej wyrafinowanych, podejmujących najbardziej fundamentalne pytania naukowe.

Hawking urodził się w 1942 r., dokładnie w trzechsetną rocznicę śmierci twórcy nowożytnej nauki Galileusza. O swoim schorzeniu dowiedział się w wieku 21 lat, podczas studiów w Oksfordzie – wówczas rozpoznanie choroby Lou Gehriga oznaczało wyrok śmierci. Hawking ciągle jednak żyje i pracuje, bo miał to szczęście, że stał się świadkiem i wielkim beneficjentem rewolucji, której ikoną okazał się zmarły niedawno amerykański uczony i inżynier Douglas Engelbart. Popularne przekazy przedstawiają go jako wynalazcę myszki komputerowej, co jest informacją prawdziwą, choć dalece niepełną.

Myszka, powszechny dziś sposób porozumiewania się człowieka z komputerem, to tylko jeden z aspektów praktycznej realizacji wielkiego projektu intelektualnego, jakim żyli filozofowie co najmniej od czasów Kartezjusza. Czym jest umysł? Jak człowiek postrzega świat i go opisuje za pomocą obrazów i teoretycznych koncepcji? Jak niematerialne akty woli przekładają się na realne, fizyczne działanie? Engelbart włączył się do tej fascynującej dyskusji klasycznym już opracowaniem „Augmenting Human Intellect: A Conceptual Framework” (Wzmocnienie ludzkiego intelektu: rama koncepcyjna).

Jeden z najważniejszych manifestów fundujących cywilizację informatyczną został przygotowany na zamówienie amerykańskiego lotnictwa wojskowego w 1962 r., jego autor pracował wówczas w Stanford Research Institute. Kolejne lata Engelbart spędził na przekształcaniu ramy koncepcyjnej w działający prototyp maszyny „wzmacniającej ludzki intelekt”.

To w ramach tych prac powstała w połowie lat 60. mysz komputerowa (zgłoszenie patentowe pochodzi z 1967 r.), momentem kulminacyjnym okazał się jednak dzień 9 grudnia 1968 r. Wtedy to Engelbart w ciągu półtoragodzinnej prezentacji pokazał, jak będzie wyglądał cyfrowy świat w przyszłości: komputery z graficznym interfejsem połączone w sieć umożliwiającą współpracę na odległość oraz wszystkie cuda, jakie w XXI w. traktowane są jako oczywistość. Co istotne, uczony ze Stanfordu nie przedstawiał w 1968 r. wizji, tylko konkretne prototypowe techniczne rozwiązania.

W ciągu dekady nowa klasa cyfrowych przedsiębiorców: Steve Jobs, Steve Wozniak i wielu innych, przekształciła prototypy w realne, komercyjne rozwiązania, które szturmem wkroczyły do rzeczywistości. Akurat w odpowiednim momencie, by wspomóc genialny umysł Stephena Hawkinga. W 1985 r. astrofizyk zachorował na zapalenie płuc, co przypłacił utratą mowy. Pracował właśnie nad „Krótką historią czasu”. Książka nie ukazałaby się nigdy i nie stałaby się superbestsellerem, gdyby nie pomoc techniki. Hawking tracący kontrolę nad swym ciałem stał się supergwiazdą i jednocześnie ikoną przemiany, jakiej doznał gatunek ludzki za sprawą komputerów.

Komputery dzięki Engelbartowi i kontynuatorom jego myśli przestały być jedynie superszybkimi liczydłami. Stały się protezami wspomagającymi ludzki umysł w jego pracy polegającej na przetwarzaniu i komunikowaniu symboli. Z narzędzia tego korzystają dziś praktycznie wszyscy zrośnięci ze swymi pecetami, smartfonami i tabletami, które przejmują coraz więcej intelektualnych zadań od swoich właścicieli: zapamiętują, przypominają, podpowiadają, łączą. Po cichu, niemal niepostrzeżenie, wszyscy stali się cyborgami.

Figura cyborga

W 1960 r. Manfred Clynes i Nathan ­Kline w artykule w czasopiśmie „Astronautics” zastanawiali się nad zaletami integracji żywych organizmów z maszynami, widząc w niej szansę na eksplorację kosmosu. Figura cyborga rozpaliła wyobraźnię twórców kultury popularnej, na ekrany wkroczyli Terminator i RoboCop. Fascynując się ich przygodami, nie zauważyliśmy, że przyglądamy się własnej ewolucji. Londyńska paraolimpiada w 2012 r. stała się przełomem dlatego, że w spektakularny sposób potwierdziła koniec epoki humanistycznej i nastanie ery posthumanizmu, epoki symbiozy ludzi z maszynami.

Ducha tej epoki doskonale oddaje przesłanie reklamy, jaką brytyjska stacja telewizyjna Channel4 promowała londyńskie igrzyska paraolimpijskie – Meet the Superhumans! Wyjdźmy na spotkanie nadludziom – oto nagle ci, którzy dotychczas ze względu na deficyty swych ciał i umysłów musieli żyć na marginesie „normalnego” społeczeństwa, zdani na jego litość, stali się herosami. Bo przecież nie liczy się ciało, liczy się wynik. A ten jest w coraz większym stopniu efektem współdziałania ciała, umysłu i maszyny, prowadzącym do nadludzkiej hybrydy – cyborga.

Czy zatem jest sens dzielić igrzyska olimpijskie na „normalne” i „para”, pytali komentatorzy? To takie passé dzielić ludzi na podstawie stanu ciała, skoro dzięki technicznym interfejsom integralność ciała traci na znaczeniu, a osoba ludzka przekształca się w wiązkę mierzalnych parametrów. To one, a nie fakt posiadania lub braku nóg, decydują, czy jest się dobrym biegaczem. To jakość idei, a nie sposób, w jaki je komunikuje, decyduje o wielkości Hawkinga.

Nic jednak za darmo. Maszyny są zachłanne i dyktują wysoką cenę za możliwość emancypacji z ograniczeń ciała i umysłu. Podporządkowują logice swojego działania i zawiadujących nim algorytmów wszystkie aspekty ludzkiego życia. Mówili o tym uczestnicy debaty „Człowiek-maszyna” podczas tegorocznego Festiwalu Malta. Jacek Dukaj opowiadał, jak zmienił się świat literatury w dobie lektury za pomocą elektronicznych maszyn: cyfrowych czytników i internetowych form dystrybucji.

Czytelnik podłączony do sieci jest nieustannie podglądany przez dystrybutorów i wydawców analizujących każde jego zachowanie: gdzie zatrzymał się na chwilę, które fragmenty pominął, do których sięgnął wielokrotnie. Książka zamienia się w wiązkę parametrów, autor przekształca w maszynę programowaną na podstawie wyników pomiaru tak, by kolejne jego dzieło jeszcze lepiej trafiło w gust odbiorców i w rezultacie przyniosło jak najlepsze efekty sprzedaży. Bo w świecie maszynowej lektury nie liczy się autor, liczą się wyniki. W rezultacie produkcja literacka, choć kwitnie, jest coraz bardziej płaska i mniej odkrywcza.

Podobna logika rządzi w tej chwili szkołą, uniwersytetem, służbą zdrowia. Maszyna, jaką jest Narodowy Fundusz Zdrowia (i podobne systemy na całym świecie), odarła z ludzkich cech zarówno lekarzy, jak i pacjentów, zamieniając ich w mierzalne parametry jednostek chorobowych i usług medycznych. Co nie zmieści się w arkuszu kalkulacyjnym, nie istnieje. Kto nie zmieści się w tym arkuszu, nie żyje.

Przyszłość jest teraz

Czy tej maszynowej logice można się przeciwstawić? Problem w tym, że również sfera wolności, jaką zawsze była polityka, także uległa cyborgizacji, zauważył podczas debaty filozof prof. Szymon Wróbel. Współczesna polityka to maszyna służąca podejmowaniu decyzji w sposób jak najbardziej proceduralny, na podstawie pomiarów analizy ryzyka i argumentów wyrażonych za pomocą konkretnych liczb przedstawiających konsekwencje ekonomiczne, społeczne, ekologiczne. Nikt poważny już nie proponuje rewolucji, bo jej skutków nie sposób policzyć. I tak ujawnia się paradoks – przewidywalny, maszynowy świat posthumanizmu to świat dosłownie bez przyszłości.

„Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona” – stwierdził William Gibson, twórca gatunku literackiego cyberpunk. Im silniej rządzi logika maszyny, tym mniej miejsca dla autentycznej kreatywności, bo ta – podobnie jak działania rewolucyjne w polityce – przeraża swoją nieobliczalnością. Powtórzmy więc pytanie: czy maszynowej logice można się przeciwstawić?

Owszem, strzec się jednak należy sentymentalnej technofobii i przekonania, że można zmienić historię i wrócić do bezpiecznej przystani klasycznego humanizmu. Logika maszyny odzwierciedla logikę i system wartości współczesnego kapitalizmu, który z kolei działa napędzany dynamiką zysku, zwrotu inwestycji i akumulacji kapitału. Mówiąc prościej, w tej grze nie wszystko się opłaca. Maszyny do czytania i produkcji literackiej wkraczają w pierwszej kolejności do języków o globalnym zasięgu. Języki peryferyjne (w tym polski) i ich twórcy zyskują czas na wypracowanie antidotum. Nie inaczej dzieje się w świecie polityki – najciekawsze innowacje i ruchy społeczne wybuchają poza centrami współczesnego świata-maszyny. To od wydarzeń w Turcji, Egipcie, Brazylii, Indiach zależy, czy uda się uczłowieczyć posthumanizm i poddać maszynę ludzkiej kontroli.

Polityka 30.2013 (2917) z dnia 23.07.2013; Kultura; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Jesteśmy maszyną"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Marzec 2021: pięć książek dla młodszych czytelników

Jak co miesiąc proponujemy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane. Dla najmłodszych czytelników.

Sebastian Frąckiewicz
02.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną